Minimalizm

|

minimalny minimalizm i wolna powolność

Czas

Styczeń 3rd, 2014 at 23:32

Przyznam się, że w sumie skończyłam trzy kierunki studiów. Nie piszę tego po to, żeby się pochwalić, w końcu i tak mnie nie znacie, tzn. nie wiecie kim jestem, chociaż może znacie mnie lepiej niż wiele osób, które spotykam twarzą w twarz, czyli w realu. Po liceum człowiek niewiele wie, ale nie wykluczam, że są tacy, którzy już dokładnie wiedzą kim chcą zostać, co ich fascynuje, do tego dążą i tego się trzymają. Ja nie wiedziałam.

Skończyłam jeden kierunek, potem drugi, znalazłam pracę. Z pierwszym kierunkiem miałam niewiele wspólnego. Z drugim więcej, bo zawodowo. Sobie wymyśliłam trzeci, który mnie interesował.

Lubię się dowiadywać, chociaż oczywiście nie uważam, że dowiadywać się można tylko na studiach. Ale chciałam mieć papier – skoro się dowiaduję, to niech i mam coś z tego praktycznego. Czy to jest wyrachowane? Sama nie wiem. Wydaje mi się, że praktyczne. Nie ma chyba nic złego w praktyczności, no chyba że przesłania wszystko inne. Nie przesłania w moim przypadku. Nie mam też złudzeń, że dyplom polskiej uczelni otwiera mi wrota do raju. Widzę, mam świadomość, staram się z tym żyć:)

Zawsze chciałam studiować psychologię. Faktycznie chyba zawsze, w różnych konfiguracjach, kiedy jeszcze marzyły mi się inne kierunki, inne światy, ale psychologia zawsze gdzieś tam się tliła. Ale pomyślałam sobie – no, dobra, już dosyć. Już jesteś za stara. Daj sobie spokój. Już wystarczy tej nauki. Poza tym uważałam, że psychologia mnie za bardzo oderwie od ziemi (błąd), zatem powinnam zająć się czymś bardziej przyziemnym. I zajęłam się.

I nagle czytam w starym Dużym Formacie (dodatek GW) wywiad z Ewą Woydyłło, która mówi, że jej mama urodziła dziecko, czyli ją, jedynaczkę zresztą, w 38 roku życia, a sama Ewa zaczęła studiować psychologię w wieku lat 45, kiedy już była po 2 fakultetach, w USA i źle się czuła w roli gospodyni domowej przy mężu. I jest dr. psychologii, więc zakładam, że się cały czas rozwija. Zresztą sama o tym mówi, że sobie nie wyobraża, że mogłaby przestać się rozwijać, że cały czas uczy się języków obcych.

Może i nie skończę tej psychologii. A może skończę. Ale póki życia, póty robię to, co mi się zamarzy.  Spieszy mi się? Nie spieszy mi się. Nie myślę, że za późno, za wcześnie, za daleko, za blisko, że zbyt nieosiągalne. Sobie żyję i robię to, na co mam ochotę. A czas i tak płynie. Bo przecież płynie. Czy realizujemy swoje marzenia czy nie realizujemy. I niech sobie płynie, powoli, a my powoli róbmy swoje. Uprawiajmy swój ogródek, jak mawiał Voltaire (trochę w innym sensie, wiem). Niby klasyka, a jaka praktyczna.

Po prostu, powoli, róbmy swoje…

10 Responses to “Czas”

  1. Agnieszka Says:

    Mnie sie marzy zawodowe “jogostwo”. Poniewaz odkrylam joge zaledwie kilka miesiecy temu, wiem, ze droga potrwa z piec lat… Przez ten czas tez trzeba placic faktury, zapewne znow bede robic cos zupelnie nie zwiazanego z moimi zainteresowaniami, umiejetnosciami, potencjalem;) Ale wiem, ze warto podazac sciezka oswietlona marzeniami…

  2. mini Says:

    Ja też tak uważam. Coraz bardziej.
    Przez ten czas trzeba też płacić faktury – to jest, według mnie, najlepsze podejście przy realizowaniu marzeń. Zanim je zrealizuję nie “odpływam” i nie fruwam nad ziemią, ale mam świadomość, że trzeba robić to, co trzeba robić. Jest trudniej, ale można to pogodzić. Życzę Ci, żeby się jogostwo spełniło, nauczyciel jogi to fascynujące zajęcie. I takie dożywotnie, wbrew pozorom. Widziałam leciwych joginów, którzy wykonywali ćwiczenia niewykonalne dla mnie nawet jako nastolatki. Sama się przymierzam do jogi, może dosyć tych przymiarek i czas wreszcie się zdecydować.

  3. Wisia Says:

    Ha, a mój wymarzony zawód nie istnieje. Tak po prostu. Moje wymarzone zajęcie zapewne ktoś wykonuje, ale mimochodem, przy okazji i założę się, że niezbyt chętnie. Bo polega ono na… będziecie się śmiać. Wycieraniu światełek odblaskowych na drogowych słupkach. Serio. Jakoś od dziesiątego roku życia oczami duszy widziałam siebie wędrującą poboczem i wycierającą te zabłocone odblaski, żeby ludziom się nocą przyjemniej jechało. Ale cóż, nikt mi za to nie zapłaci – a jak mówicie, faktury…
    Nie wiem, co oznacza taka wizja, pewnie jak się już dorosło, to trzeba te światełka na drodze potraktować metaforycznie. A może zajmę się tym na starość, jak już wszyscy mi umrą. Na wszelki wypadek trenuję długie marsze.
    Mini, masz świętą rację, nigdy nie jest za późno, żeby zostać tym, kim chciało się być. Komunał? Nie. Drogowskaz. I tak naprawdę z wiekiem przeszkód na drodze ubywa, a nie przybywa – bo największe przeszkody w młodości to własna niepewność (bo przecież trzeba podjąć decyzję na całe życie, a człowiek tak mało wie) cudze oczekiwania i brak możliwości samodzielnego finansowania “fanaberii” ;)

  4. mini Says:

    Tak. I jeszcze im człowiek starszy tym mniej się przejmuje tym, co inni powiedzą. Pewnie nie wszyscy tak mają, ale myślę, że jak człowiek dużo przemyśliwa:) i dojrzewa psychicznie, a nie tylko fizycznie, to przejmuje się coraz mniej.
    W sumie to nie wiem czy taki zawód nie istnieje, chyba ktoś te odblaski czyści:) Ale pewnie jest to jedna z wielu czynności, które się na ten zawód składają, a nie jedyna. Ja nie lubię samochodów, ale jeśli miałoby się przyjemniej jeździć rowerom, to jestem za. Jako dziecko chciałam być m.in. śmieciarzem (tak, wiem, że to się inaczej nazywa, ale tak mówiliśmy w dzieciństwie), fascynował mnie każdy ich przyjazd zresztą nie tylko mnie, bo wszystkie dzieciaki uwielbiały się gapić, ależ ci faceci musieli mieć nas dosyć. Jak na to nie spojrzeć, zawód pożyteczny, bardziej niż wiele biurowych, sztucznie stworzonych stanowisk od nie wiadomo czego.

  5. Wisia Says:

    Ha, też chciałam być śmieciarzem, i trochę nawet jestem! Teraz na śmietnikach można się nieźle obłowić, mam w domu parę niezłych “śmieci” – między innymi zaczarowaną lampę, którą zapala się, ściemnia i rozjaśnia dotykając w dowolne miejsce. Nie znam się na fizyce, więc dla mnie jest zaczarowana: jej działanie zależy (chyba) od napięcia, jakie się w danym momencie wytwarza, a że to zależy z kolei od przeróżnych czynników, nie zawsze łatwo się z nią dogadać. Najbardziej mi się podoba, że czasem, żeby ją zapalić, trzeba złapać kogoś drugiego za rękę albo za ogon :))) A jak kot siądzie na podstawce, to robi dyskotekę :)

  6. mini Says:

    Pisałam kiedyś o freeganizmie. W końcu wszystko musi mieć teraz ładną nazwę:) Nieważna nazwa, ważna idea. Ludzie znajdują jedzenie na śmietnikach, u nas to może szokować, ale jeśli sklepy wystawiają jedzenie, które w dodatku często jest zapakowane i zjadliwe, to ludzie, którzy takie jedzenie wykorzystują (a i częstują przygotowanymi potrawami innych) są bardzo pożyteczni. A jeśli chodzi o inne “śmieci”, to sama czasami widzę przy śmietnikach, a to wygodny “na oko” fotel, a to funkcjonalną półkę. Dlaczego nie zabrać, jeśli akurat potrzebuję, a innym się nie przyda?
    Zaczarowana lampa brzmi z opisu bardzo intrygująco:)

  7. Aska Says:

    Ja chciałam być kierowcą TIR-a :). Wyobrażałam sobie, jak zwiedzam świat, jeżdżę po bezdrożach (najlepiej pustynnych w Azji) i jest świetnie. Tatuś wyleczył mnie szybko – zabrał do bazy samochodów ciężarowych i kazał mi wymienić koło. Koło od TIRa to nie koło od malucha. Nie umiałam ruszyć go z miejsca, a co dopiero cokolwiek z nim zrobić. Całe życie przepracowałam w transporcie, zrobiłam doktorat z ekonomiki transportu a teraz, gdy Dziecko już na swoim marzy mi się polonistyka, historia i jeszcze parę innych. Może coś się z tego wykluje, bo marzy mi się znowu studiowanie :). Na nic nigdy nie jest za późno. Pozdrawiam noworocznie i życzę pięknych dni w tym i w przyszłym i jeszcze w następnym roku.

  8. mini Says:

    Ha, Aśko:), jak to się stało, że nie odpisałam na Twój komentarz, nie wiem. Jestem ostatnio (ostatnio bardziej) roztargniona. No właśnie, podobno w Polsce kobieta nie za bardzo może zostać kierowcą TIRa i zawsze argumentem jest to koło. Mój Tata też mi taki podawał. A jak facet jest słaby fizycznie, to co? Można przecież kogoś poprosić o pomoc. No, dobra, wiem, że to pewne sprawy utrudnia, ale mimo wszystko… Są chyba w Polsce kobiety, które jeżdżą TIRem? Wydaje mi się, że czytałam wywiad z taką kobietą. Nie przeceniajmy siły fizycznej:)
    I bardzo dobrze, uważam, że człowiek powinien się uczyć przez całe życie – niech się wykluwa, szczególnie, jak Ci się marzy. Co w końcu stoi na przeszkodzie? Pozdrawiam

  9. Violina Says:

    I jak podobają Ci się studia psychologiczne?
    Ja też skończyłam 3 kierunki (jeśli mogę tak powiedzieć, bo jeden z nich był w studium, pozostałe 2 to studia wyższe) i też jako ostatni psychologię, która mnie bardzo niestety rozczarowała. Podobno za granicą można studiować prawdziwą psychologię, w Polsce to jest tylko teoria psychologii 19/20wieku.

  10. mini Says:

    No, nie wiem czy mi się podobają. Może niejasno napisałam, ale psychologia, to na razie kolejne marzenie. Mam tę świadomość, że mogę się rozczarować i sama nie wiem czy w ogóle się do tego zabiorę. Prawo mnie nie rozczarowało, może dlatego, że wybrałam je jako kolejny kierunek z rozsądku i wydawało mi się, że to strasznie nudna dziedzina. A okazało się, że wręcz przeciwnie.

Leave a Reply

XHTML: You can use these tags: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>