Minimalizm

|

minimalny minimalizm i wolna powolność

Puste przebiegi

Styczeń 26th, 2014 at 22:46

Ostatnio rozmawiałam w pracy z kobietą, która czekała na kogoś innego. Tak ją próbowałam rozerwać rozmową o niczym, ale w sumie nie do końca, bo nie przepadam, ani nie jestem szczególnie dobra w tzw. small talks. Okazało się jednak, że pochodzi z miasta, w którym studiowałam i które ciepło wspominam, miałyśmy więc przyjemny, jak mi się zdawało, temat do rozmowy. Nagle ta kobieta sięgnęła po leżącą na biurku gazetę i powiedziała: to ja sobie poczytam, bo nie lubię mieć pustych przebiegów. W sensie, że nie będzie marnowała czasu na bezproduktywne czekanie, tylko się czymś zajmie, wchłonie porcję informacji, zapcha “dziurę” między spotkaniem, a spotkaniem, jednym słowem będzie produktywna.

Nie poczułam się urażona, chociaż mogłam to odebrać tak, że rozmowa ze mną, to marnowanie czasu i że co ona będzie pitolić o mieście, nawet i swoim, skoro może ten czas spędzić bardziej pożytecznie. Nawet mnie rozbawiło to określenie, którego dawno nie słyszałam. Wiem, że jest to osoba o ogromnej wiedzy w swojej dziedzinie i ogólnie o świecie. Pomyślałam, że pewnie tak to wygląda, jeśli ktoś chce być w czymś dobry – żadnych pustych przebiegów. Każda chwila wypełniona tym, co przydatne, praktyczne, użyteczne. Tacy ludzie nie leżą na łące bezmyślnie gapiąc się w chmury, niczym Dyzio Marzyciel, bo to są bzdury dla nieudaczników, którzy nie obawiają się pustego przebiegu. Można też na to spojrzeć inaczej – że ta kobieta boi się zostać sama, ze swoimi myślami, ze swoją ciszą, ale nie chcę dorabiać ideologii. W końcu i tak nie była sama. Nasza rozmowa nie była dla niej żadną wartością. Nic nie wnosiła w jej zajęte życie. Nie sprawiała jej przyjemności, a przynajmniej nie na tyle, żeby się dłużej tym zajmować. Chciała szybko przejść do konkretnego działania, które przyniesie jakieś wymierne efekty, a rozmowa “o pogodzie” do nich nie należy.

Przyznam, że sama często mijam ludzi prawie dosłownie w biegu. Niby nie lubię rozmów o niczym, ale zamiast “pochylić się” nad rozmówcą rzucam kilka nic nie znaczących zdań, w odpowiedzi słyszę to samo i już biegnę do innych zajęć. Tych prawdziwych, potrzebnych, istotnych. Ludzi widzę przez pryzmat tego kim byli wczoraj i przedwczoraj. A, to Gienek, co się nigdy nie potrafi wysłowić, za to robi pyszne ciasto, lubię Gienka, jest w porządku, a tu Zosia, taka zawsze dokładna, każdy błąd zauważy, ale trzeba na nią uważać, bo intryguje, Marian to plotkarz, wiadomo, ale ma dobre serce, można mu wiele wybaczyć itd. itd. Już znam i Gienka, i Zosię, i Mariana, znam wszystkich, których kiedyś spotkałam, już mam o nich zdanie, już o nich coś wiem, może i wszystko, w każdym razie niczym mnie nie zaskoczą, to po co mam z nimi rozmawiać? Rozmawiać naprawdę, a nie tylko wymieniać uwagi i opinie. Po co mam na nich patrzeć codziennie, jak na kogoś całkiem nowego, obcego, wartego poznania?

I tak sobie płynę od człowieka do człowieka, płynę to za dużo powiedziane, bo zakłada powolność. Ja sobie biegam od tego do tamtego, coś od każdego skubnę i już mnie nie ma. I spotykam się z tym samym.

Większość tych znajomości wydaje mi się taka powierzchowna, na własne moje życzenie. Ilu ludzi poczuło, że są przeze mnie zbywani? Ilu być może chciało mi powiedzieć coś ważnego, ale nie było okazji? Może wielu, a może nikt. Skąd mam to wiedzieć? Przecież nie mam czasu na puste przebiegi.

6 Responses to “Puste przebiegi”

  1. Agnieszka Says:

    A moze ta kobieta lubi sie skoncentrowac przed waznym spotkaniem i wowczas wszechswiat przestaje istniec?
    Przyznam, ze tak mi sie zdarza.
    Z drugiej strony – jeszcze nie potrafie asertywnie powiedziec komus “sorry, nie chce z Toba pustych przebiegow” – pije te kawe po turecku, odpowiadam grzecznie jak mi minela podroz…

  2. mini Says:

    Może i lubi. Ale to raczej wyglądało na nerwowe zapychanie czasu, żeby go tylko nie zmarnować. Też zwykle nie mam ochoty rozmawiać o bzdurach, ale czasami mam dni, że potrafię niepotrzebnie ględzić. Z jednej strony fakt, że to strata czasu, z drugiej tak sobie myślę, że wpadać w przesadę, że każda sekunda musi być pożytecznie i produktywnie wykorzystana, to też chyba niedobrze. Czasami trzeba sobie pobyć slow – w samotności i w towarzystwie. A kawę po turecku to w ogóle lubię:)

  3. burzochron Says:

    ja tam wolałabym pogadać z Tobą.

  4. mini Says:

    No właśnie. Ja też uważam, że rozmowa ze mną byłaby dużo ciekawsza:)
    Dzięki:)
    Pozdrawiam

  5. Aska Says:

    Przeczytałam tego posta, zastanowiłam się i zrobiło mi się smutno. Świetnie to napisałaś: “tak sobie biegamy od człowieka do człowieka” nikogo naprawdę nie poznając, na nikim się nie skupiając. Skupiamy się jedynie na sobie, na swoich “ważnych” sprawach. Nawet w małżeństwie nie zwracamy większej uwagi na partnera, tylko gonimy gdzieś do przodu. A potem, gdzieś tam w przyszłości, gdy już nie starczy nam sił na to bieganie, usiądziemy i zobaczymy, że jesteśmy sami. Jedni odeszli, bo nie zwracaliśmy na nich uwagi a inni nadal biegną nie zawracając sobie nami głowy. Sami z siebie nie zatrzymają się, bo w takim biegnącym świecie wychowali się i nie mają innych wzorców. Zwolnijcie ludzie, może jeszcze kogoś nauczycie szacunku (tego prawdziwego) dla innych.

  6. mini Says:

    Staram się nad tym pracować. Obserwuję siebie i widzę, że mam na przykład duży problem ze słuchaniem ludzi. A to oznacza, że ich w pewnym sensie lekceważę. Spędzam z nimi czas, a jestem gdzie indziej. Można powiedzieć, że tak naprawdę ich nie znam, nawet najbliższych. Tak, to smutne. Ale dobrze to sobie uświadomić.

Leave a Reply

XHTML: You can use these tags: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>