Minimalizm

|

minimalny minimalizm i wolna powolność

Oda do rupiecia

Marzec 12th, 2014 at 19:06

Zbliżająca się śmierć mojego laptopa skłoniła mnie do refleksji nad przemijaniem rzeczy. Laptop jest dziewięciolatkiem i ciągle słyszę, że jak na laptopa to i tak długo pożył i muszę się pogodzić z tym, że trzeba będzie nabyć nowego. A ja nie chcę nowego. Dobrze mi się pracuje na tym, dobrze mi się na nim pisze, jestem do niego, może dziwnie to brzmi na klawiaturze osoby dążącej do minimalizmu, w pewien sposób przywiązana. Lubię go. Dużo razem przeszliśmy, niejedno razem widzieliśmy, a dziewięć lat to wcale nie jest dużo. I jestem pewna, że jak kupię nowego, to ten nowy pożyje jeszcze krócej.

Wszyscy chyba słyszeli, że teraz się rzeczy celowo produkuje tak, żeby dożywały do końca gwarancji i psuły się akurat po. Mam też wrażenie, że wszystko jest niemodułowe, więc jak się zepsuje jedna część, to tak naprawdę psuje się całość. Większości elementów nie można wymienić, albo się to nie opłaca. Przynajmniej finansowo.

I to mnie denerwuje. Nie jestem osobą, która biega za nowościami. Telefon mam stary, niepłaski, służy mi do wysyłania smsów i czasami do pogadania, ponadto używam go jako budzik. Nie potrzebuję gadżetu z milionem dodatkowych funkcji, które mogłabym uruchamiać nudząc się w autobusie – wolę poczytać książkę. Do tych zastosowań wystarcza mi mój staroć, około pięcioletni (dla niektórych to pewnie eksponat muzealny), który nie wygrywa melodyjek na pół autobusu. Co się wydarzy lub nie wydarzy, jeśli nie usłyszę, że telefon dzwoni i go nie odbiorę? Jakaś cudowna okazja mnie ominie? Dzisiaj zapomniałam telefonu do pracy, a po powrocie okazało się, że ominęło mnie kilka reklamowych wiadomości od operatora telefonii komórkowej. Ogromna strata. Zaraz się zacznę zastanawiać czy ze mną wszystko w porządku. Może mnie po prostu nikt nie lubi?

Gdy się wprowadziliśmy ponad trzy lata temu do nowego starego mieszkania, właściciel zostawił nam pralkę i lodówkę. Lodówkę ostatecznie wymieniliśmy, bo przestała mrozić, ale przez długi czas dawaliśmy jej szansę i rozstaliśmy się z bólem, aczkolwiek w zgodzie i zrozumieniu. Natomiast pralka cały czas nam służy, a przecież wcześniej służyła komuś innemu, czyli według obecnych standardów jest wiekowa. Skoro działa i spełnia swoją funkcję, to zupełnie nie rozumiem po co mam kupować nową.

Gdybym miała samochód, pewnie byłaby to syrenka po dziadku albo inny cud peerelu.

Są ludzie, którzy kupują nowe, kiedy jeszcze stare jest używalne. Zapewne sama czasami tak robię, ale zazwyczaj nie mam pociągu do nowości. Zadowala mnie to, co mam, przynajmniej jeśli chodzi o AGD i większość RTV.

Nie chcę wymieniać lodówki po dwóch latach na lepszy model, ani pozbywać się co trzy lata zepsutego komputera. Gdzie jest oferta dla mnie? Przecież i tak koncerny sprzedadzą kolejny “nowy” model, który często jest starym w nowym opakowaniu, bo zawsze znajdą się ludzie o psychice nastolatka, który musi mieć wszystko co koledzy, a najlepiej jeszcze wcześniej niż koledzy, żeby narzucać tak zwane trendy. A mnie się marzy długowieczna pralka i długowieczny laptop. Czy to tak wiele?

Podobno tak to się zaczęło. Koncern samochodowy tracił zamówienia i jeden z pracowników czy właścicieli wpadł na pomysł, żeby uszczknąć po kawałeczku ze starych modeli, coś tam pomieszać, coś zagotować, przyprawić jakimś bonusem i sprzedać jako nowość, bez której absolutnie nie możesz żyć, gdyż jesteś niekompletny, mimo że jeszcze wczoraj byłeś całkiem zadowolony ze starego modelu i o istnieniu nowego nie miałeś pojęcia.

Kreowanie sztucznych potrzeb to temat na książkę. Książkę, którą koniecznie musicie mieć, gdyż dopiero ona, jak żadna wcześniej, otworzy wam oczy.

I dlatego powinnam się czuć nieszczęśliwa, że nie mam najnowszego modelu laptopa, zamiast ronić łzy nad starym rupieciem?

Trzymaj się rupieciu, jak najdłużej.

 

16 Responses to “Oda do rupiecia”

  1. Nika Says:

    Właśnie zmagań się z kosztorysami naprawiaczy pralek, bo mi pralko-suszarka padła w moim mini-mieszkanku po 4 latach !!!!. A najtańsza nie była, bo miejsca nie ma i kupiłam kompaktowa o głębokości 44 cm zamiast 64 , on i z suszarka, bo mi potrzebna. Czasem mam tylko noc na pranie i suszenie, bo rano gdzieś znów jadę , a poza tym nie ma balkonu ani miejsca na suszarek. No i teraz glowkuje jak koń pod górę , bo pierwsze rozeznanie wskazuje, ze naprawa będzie mnie kosztować tyle samo z częścią do wymiany co ten sam model w nowszej wersji kupiony nowiutenki. Obłęd ! I to ma być eko podejście ? Katastrofa!

  2. Nika Says:

    Znów klawiatura wie lepiej i mi pozmieniala tekst w pośpiechu :)

  3. mini Says:

    To jest absurdalne, że za naprawę płacisz tyle, ile za nowy sprzęt. Nie wiem z czego to wynika. Chyba robocizna tyle nie kosztuje – może wymiana części? Nie mam pojęcia, jak to możliwe, że kosztuje tyle samo. To się kłóci ze zdrowym rozsądkiem.
    No tak, musisz kupić nową klawiaturę:)

  4. Tofalaria Says:

    Rety, jakbym siebie czytała (tylko zgrabniej ujęłaś to w słowa, dziękuję ;))) Telefon mam taki sam – bez dostępu nawet do netu (co czasem by się przydało, ale nie uniemożliwia życia), książki papierowe, lodówka zaklejona taśmą klejącą kolejny rok (bo chłodzi, a tylko drzwi nie trzymają), samochodu od ponad roku brak (padł staruszek, a naprawa była droższa niż jego wartość…), komputer stacjonarny ma 8 lat, pralka – 13… I powiem szczerze, że bardzo nie lubię zmieniać elektroniki na nową i uczyć się od nowa obsługi. Mam wrażenie, że to głównie panów kręci, choć może to seksistowskie stwierdzenie. ;) Pozdrawiam.

  5. Violina Says:

    Dziś przypadkiem natrafiłam na ten blog i cieszę się :-)
    Ja mam podobne podejście do tzw nowinek, gadżetów, mój stary telefon naprawdę długo mi służył i nie miałam potrzeby wymieniania go na dotykowy. Aż w końcu padł i się już więcej nie włączył. Teraz faktycznie posiadam smartfona i mimo że wcześniej uwazalam go za zbędny gadżet, teraz całkiem zmieniłam zdanie. Oczywiście książki z niego nie poczytam, ale umieszczam w nim wszelkie notatki, dzięki dostępnym aplikacjom mogę skutecznie zaplanować dzień, kontrolować notatki, uczyć się języków, robić ładne zdjęcia (doceniam to że wszystko jest w jednym płaskim urządzeniu ), a także być bardziej uważną dzięki aplikacji mindfulness, która przypomina mi o tym co jakiś czas.

  6. Wisia Says:

    O rany, poruszyłąś temat, który zapienia mnie jak mało co. Ten sztucznie napędzany gadżetyzm to jest jakiś koszmar. Macie rację, droga Autorko i drogie Komentatorki – stare jest dobre i takie podejście funkcjonowało całkiem skutecznie do niedawna. Ale ostatnio wmawia się wszystkim, że wręcz odwrotnie, mimo że nowe, cudownie ulepszone modele tak naprawdę nie wnoszą w życie żadnych wartościowych funkcji, najczęściej tylko kolejne sztuczne pożeracze czasu, niegdyś przeznaczanego na myślenie. A “stare” rzeczy lądują na hałdach śmieci w krajach trzeciego świata. Nie nasz problem.
    Mini, naprawa kosztuje tyle samo co kupno nowego, bo producent tak ustala cenę części pseudozamiennych, żeby nie opłacało się naprawiać. Dla producenta to jak najbardziej logiczne rozwiązanie. Jak kupisz nowe, to zarobi więcej. Gdyby opłacało się naprawiać, prezesi koncernów nie kupiliby sobie piątego domu z siedmioma basenami – a przecież o to chodzi w życiu, prawda? A że Ziemia już ledwo dyszy – kogo to obchodzi? Z perspektywy przeciętnego zjadacza komórek prawie tego nie widać.

  7. mini Says:

    Tofalaria – mój telefon też nie ma dostępu do netu. Na mieście mi tego nie brakuje. Mój chłopak ma dostęp i bardzo uwielbia sprawdzać w necie za ile mamy autobus. Mnie to bawi, o czym Mu zresztą mówię, bo dla mnie to niewiele zmienia. Za pięć czy za dziesięć minut, co za różnica? Obsługi też się nie lubię uczyć, każdy nowy gadżet z instrukcją, to dla mnie stres:)

  8. mini Says:

    Violino, też się cieszę, że trafiłaś na mojego bloga. Ciekawa jestem jaką drogą:), poza tym, że przypadkową.
    Zapewne, kiedy mój telefon padnie też kupię coś super hiper nowego, bo stare modele będą już niedostępne, zresztą taki nowy stary, to i tak nowy, więc co za różnica. No, nauka języków brzmi dość kusząco.

  9. mini Says:

    Wisiu – stare jest dobre, a lepsze jest wrogiem dobrego, czy jak to się mawia. W Polsce takie myślenie jest jeszcze mało popularne, ale pociesza mnie, że zachód Europy, a nawet USA się budzą z letargu. Nie wiem tylko czy to wszystko nie idzie zbyt wolno i czy Ziemia, która ledwo dyszy nie udusi się mimo wszystko. Ludzi, którzy myślą tak, jak my, którzy w ogóle myślą o tym, jakie konsekwencje ma nadmierna konsumpcja jest ciągle zbyt mało.

  10. Łukasz Says:

    Sytuacja w przypadku laptopów faktycznie nie wygląda za ciekawie. Wystarczy, że uszkodzi nam się klawiatura albo gładzik, a już mamy problem. A żywotność baterii to często prawdziwa tragedia. Zazwyczaj gwarancja na baterię trwa krócej niż na cały komputer. Tutaj znacznie bardziej opłaca się mieć komputer stacjonarny. Za 10 lat używane części do naprawy dostanie się za grosze.

    Jednak nie wszystko, co nowe, od razu musi być sposobem na wyciągnięcie kasy albo zbędnym gadżetem. Nawet w przypadku komputerów. ;) Rzeczy takie jak np. przeglądarka internetowa ( darmowa ) albo system ( najpopularniejszy windows – 300zł raz na parę lat ) naprawdę warto mieć najnowsze. Inaczej narażamy się na niebezpieczeństwo oraz spowalniamy rozwój technologii.

  11. mini Says:

    Ale w sumie cóż z tego, że go spowalniamy? Pytanie czy wierzymy w niekończący się rozwój technologii i czy uważamy, że taki rozwój jest wartościowy. Ja zaczynam w to wątpić. Czasami wydaje mi się, że ludzie ze swoim rozwojem intelektualnym i emocjonalnym (czy duchowym) nie nadążają za technologią i może powinni najpierw uporządkować sobie co nieco w głowach, a dopiero później powrócić do dalszego rozwoju technologii. Inaczej wykorzystają ją w niewłaściwym celu. I to dopiero jest niebezpieczne.

  12. Łukasz Says:

    Rozwój nie jest aż tak wielki, jak w czasie podboju kosmosu każdym możliwym sposobem. Nowy feature w przeglądarce to jednak nieco lipny postęp w porównaniu z człowiekiem na księżycu.

    Koszt faktycznie czasami jest zbyt duży. Szczególnie w kwestii pracy ludzi, którzy są u podstaw.

    Jednak musiałbym zaprzeczyć własnemu sposobowi życia i własnym przekonaniom, by będąc programistą powiedzieć, że nie powstaje nic nowego.

    Zdaję sobie świetnie jednak sprawę z tego, że nie reprezentuję kompletnej grupy odbiorców i wiele nowych rozwiązań w swojej pierwotnej postaci przydaje się tylko wąskiej grupie ludzi. Jednak z czasem jest to wdrażane w na rynek konsumencki i staje się fajnym (niekoniecznie niezbędnym) produktem.

    Kwestia pragnienia posiadania i oceny, czy to jest wartościowe, jest już czymś zupełnie innym.

    Wszystko można wykorzystać w złym celu. Chociażby sieć, dzięki której odbywa się tutaj dyskusja. :) To samo z nożami kuchennymi albo energią jądrową.

  13. Środa, 19-03-2014 : Kaizenek Says:

    [...] Oda do rupiecia – Niestety prawda o dzisiejszym sprzęcie elektronicznym. [...]

  14. mini Says:

    Czy człowiek na księżycu spowodował, że człowiek na Ziemi poczuł się lepiej? Nie mówię o tej chwili dumy, że tak, oto jesteśmy zdolni do wielkich osiągnięć i bez wątpienia pięknych. Ale ludzie nadal umierają na nowotwory, od tysięcy lat. Ludzie nadal zabijają się w wojnach o nie wiem co. Tak, wiem, że to patetyczne, co piszę, ale po cholerę nam ten księżyc? Chcę, żeby ci, których kocham żyli jak najdłużej i bardzo chętnie to wymienię na rozwój technologii. Wiem, że to uproszczenie i jedno nie przeszkadza drugiemu, ale czy nie jest tak czasami, że ten rozwój technologii najbardziej jest potrzebny tym, którzy go tworzą? Wszystko można wykorzystać w złym celu. To prawda. Książką można zabić. Ale rozwój technologii umożliwia wymordowanie całych narodów, może i całej ludzkości. Chyba nie dorośliśmy to takiego rozwoju. Jednocześnie bardzo szanuję ludzi, którzy tę technologię rozwijają, podziwiam ich i kocham wiedzę. Tylko tak dywaguję – do czego nas to zaprowadzi. Pozdrawiam Cię, Łukaszu.

  15. aga Says:

    Kiedy rozleci mi się stary telefon , lodówka , pralka , pytam znajomych czy nie mają jakiegoś “rupiecia” w szufladzie czy komórce i zwykle mają i zwykle są zadowoleni że się go pozbyli , a mi służy :)
    Są również sklepy z zachodnimi sprzętami(chyba z tzw. wystawek), tanimi i produkowanymi jeszcze przed czasem projektowania długości życia sprzętu.

    I cytat z filmu “Baśń o ludziach stąd ”
    “-Jakby nie wyrzucali starych to by nie mogli robić nowych a oni z tego żyją
    - Z przerabiania świata na śmieci ?!”

  16. mini Says:

    I słusznie. Sama korzystałam kilka razy z niepotrzebnych telefonów znajomych. Takich sklepów nie widziałam, widziałam sklepy z używanym sprzętem AGD, może to to samo.
    Muszę obejrzeć ten film:)

Leave a Reply

XHTML: You can use these tags: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>