Minimalizm

|

minimalny minimalizm i wolna powolność

Nie mam czasu

Marzec 29th, 2014 at 11:01

Tytuł wpisu nie wynika z tego, że nie mam czasu pisać na blogu. Czas na przyjemności zawsze się znajdzie, tylko weny czasem brak. Chociaż tak naprawdę, to wiele codziennych zdarzeń może być inspiracją i nawiązywać do tematyki slołlajfowo-minimalnej. Coś czytam, potem o tym myślę, analizuję, najczęściej w drodze do pracy, postanawiam, że napiszę o tym na blogu, a później albo zapominam o co mi chodziło, albo mi się wydaje, że już o tym pisałam ze sto razy i ile można, albo uznaję, że to nieciekawe i po co w ogóle, sensu to nie ma żadnego.

Na przykład niedawno przeczytałam, w przerwie na ciekawsze zajęcia, że jakaś firma-krzak oszukała setki osób w całej Polsce. Nic nowego. Spółka wysyłała wezwania do zapłaty, oczywiście zupełnie bezpodstawne, a ludzie płacili. Zwykła rzecz i chociaż smutna, to wcale nie zaskakująca. Dziennikarza zdziwiło, że płaciły również kancelarie prawne czy przedsiębiorcy, a nie naiwne i mało doświadczone osoby fizyczne.

Wydawałoby się, że od prawników czy przedsiębiorców można oczekiwać większej staranności w zapoznawaniu się z przychodzącą i wychodzącą dokumentacją dawał do zrozumienia dziennikarz. I ja się z nim, co do zasady (ach, to piękno prawniczego języka), zgadzam. Ale… zawsze mam jakieś ale, ponieważ nie myślę w kategoriach czarny i biały, co uważam za słuszne, ale (znowu) utrudniające życie.

Nie chciało mi się czytać komentarzy pod artykułem, kiedyś była to moja ulubiona część lektury (w przypadku internetowych wydań gazet, a nie w ogóle), często ciekawsza od samego artykułu, bo chociaż trzy czwarte to wylewanie pomyj, zawsze się znajdzie jakaś błyskotliwa uwaga, jakieś spojrzenie na sprawę z całkiem nowej strony, jakiś dobry żart albo proste wyjaśnienie zawiłej kwestii, z którym to wyjaśnieniem autor artykułu sobie nie poradził, albo w ogóle nie raczył niczego wyjaśniać, a tu proszę, mądry czytelnik raczył.

Ostatnio jednak pomyje działają na mnie na tyle zniechęcająco i odstraszająco, że nie mam ochoty się przedzierać w poszukiwaniu pereł. Mogę więc tylko domyślać się jakie były przeważające komentarze pod artykułem, na podstawie wcześniejszych moich doświadczeń. A wcześniejsze doświadczenia wskazują, że przy takich historiach zawsze pojawia się grupa mędrców, którzy nigdy absolutnie nie daliby się nabrać na te grubymi nićmi szyte podstępy i oszustwa, w ogóle nie rozumieją jak można być tak głupim, żeby zapłacić nie sprawdziwszy, żeby uwierzyć, oddać, posłusznie wykonać itede, itepe. To są po prostu ludzie nie w ciemię bici (teraz dostrzegłam obrazowość tego powiedzonka, jest naprawdę niezłe), stąpający twardo po ziemi, co to z niejednego pieca chleb jedli (szaleję:), oni nie popełnili nigdy żadnego głupstwa, nie dali się nikomu oszukać, nawet na żarty w prima aprilis się nie nabierają, zresztą nie nawet, bo to akurat nie jest trudne, jak się pamięta o dacie, mądrzy są życiowo i doświadczeni, nawet jeśli ze stylu wnioskować można, że całkiem niestarzy.

O co mi chodzi? Otóż jeden z przedsiębiorców wytłumaczył: tyle tego człowiek codziennie dostaje, nie ma czasu się przyglądać każdemu papierkowi, zapłaciłem. Wyobrażam sobie ciężko pracującego człowieka, właściciela raczej niewielkiej firmy, bo najwidoczniej nie ma oddelegowanego pracownika do uważnego przeglądania poczty, który w biegu między spotkaniem a spotkaniem przegląda jednym okiem (drugim zerkając na zegarek) stos codziennej pocztowej makulatury, odrzuca reklamę pobliskiego hipermarketu, pożyczek bez bików i zaproszeń na prezentację garnków oraz pościeli z owczej wełny i dogrzebuje się do pisma z bardzo dużą i ważną na oko pieczątką, które w bardzo oficjalnym stylu wzywa go do zapłaty.

A przedsiębiorca ma za sobą i przed sobą setki różnych małych i większych tego typu wezwań.

A tu za chwilę spotkanie, od którego zależy, czy zwolni połowę pracowników czy może zatrudni kilku nowych.

Siada więc do komputera, przelewa tę niewielką (bo kwota była niewielka) kwotę i wybiega, już spóźniony, na spotkanie. Tak to widzę oczyma duszy mojej.

I jak ja go świetnie rozumiem. Co prawda nie przydarzyła mi się podobna historia i zapewne nie zapłaciłabym, ale nie dlatego, że jestem mądrzejsza tylko dlatego, że nie jestem przedsiębiorcą, a zwykłą etaciarą i nie otrzymuję tego typu wezwań w ilościach hurtowych, zatem wezwanie to, ze zrozumiałych względów, wzbudziłoby moją czujność.

Ileż jednak pieniędzy straciłam z braku czasu? Ile kaw wypitych na mieście, bo nie było czasu dopić w domu własnej, ile gotowizny spożywczej, bo niby że nie ma czasu na gotowanie (ostatnio kupiłam dwa kotlety z ciecierzycy – były smaczne, ale kosztowały 10 złotych, zgroza), ile gotówki przepuszczonej w barach mlecznych.

Gdybym nie była tak skąpa i gdyby to nie było dla mnie krępujące, najchętniej zatrudniłabym pana do sprzątania.

Ileż to rzeczy kupują ludzie z braku czasu, albo żeby nie tracić czasu. Samochody, żeby się szybciej przemieszczać i “zdanżać”, mikrofalówki, żeby szybciej przygotować posiłek, zmywarki, żeby nie stać nad zlewem, empe trójki, czwórki i dziesiątki, żeby “czytać” w drodze do i z, bo na oczną lekturę nie ma czasu, setki innych pozornych przyspieszaczy i ułatwiaczy. Przedmiotów, o które trzeba dbać, pilnować, konserwować, rejestrować, modernizować, naprawiać, ulepszać.

Bywały drzewiej takie utopijne wizje, że jak już maszyny będą za nas pracować, to będziemy mieli mnóstwo wolnego czasu.

Gdzie jest ten czas? Proszę mi go natychmiast oddać. Obiecaliście. A zresztą, do kogo ja to mówię? Do siebie to mówię. Sama go sobie zabieram, pozwalam go sobie zabierać razem z pieniędzmi, a później się dziwię, że w portfelu pusto i właśnie minęła północ.

Nie, żebym tylko ja była winna temu spustoszeniu, ale i ja do tego rękę przykładam w sposób znaczący.

Dlatego mówię sobie – nie spiesz się. Ugotuj dobry obiad, chociaż w sobotę, przeczytaj grubą i zawiłą powieść (W poszukiwaniu straconego czasu?), zamiast tysiąca krótkich artykułów o niczym, powłócz się po mieście bez celu, ładu i składu. Nie spiesz się kochać ludzi, mimo że szybko odchodzą, kochaj ich wolno (tak, wiem, że nie do końca o to chodziło poecie, ale pasuje mi do kontekstu) – słuchaj co mówią, pamiętaj o tym co dla nich ważne, upiecz dla nich ciasto (przesadziłam, nie umiem piec ciast), napisz list, zamiast maila, a jak piszesz maila, to napisz coś więcej niż hej, co słychać, opowiedz im coś zabawnego, a nawet sobie z nimi pomilcz bez skrępowania. O ile znajdziesz takich, którzy będą mieli na to czas.

Bądź Mini czasami mentalną emerytką, która przegląda stare zdjęcia w albumie, a nie kolekcjonuje je w milionach na komputerze.

Napisz na blogu co ci tam w głowie kołacze, długo, zawile i bez pośpiechu.

No, to napisałam.

I będę pisać. I będę czytać książki, spacerować bez celu, majsterkować “tymi ręcami”, gotować zupy, może nawet dziergać na drutach.

Będę, tylko nie wiem kiedy.

Bo już jedenasta, a tyle jeszcze do zrobienia:).

 

8 Responses to “Nie mam czasu”

  1. Agnieszka Says:

    Pieknie Mini przeanalizowalas w jaki sposob mozna sie dac nabrac “cwaiakom” pomimo znajomosci podstawowych zasad.
    Moje Kochanie proadzi wlasna, niewielka firme. Ewidentnie, osoba, ktora raz spotkala sie z windykacja, wie ze szybko mala kwota faktury, ktorej nie uregolowalo sie przez nieuwqge moze pociagnac kosmiczne odsetki. Oczami niekoniecznie tylko duszy widze, ze to sie dzieje troszka tak, jak opisalas.

    Poza tym, czesto zdajemy sobie oboje sprawe, ze decyzje finansowe podejmujemy wlasnie kalkulujac na podstawie “rentabilité” czyli biorac pod uwage i cene za usluge czy towar ale rowniez, czy pozwoli to oszczedzic czas i czy przyniesie to cos wiecej niz tylko “przyjemnosc z konsumpcji”. Juz tlumacze: garaz pod domem, w ktorym naprawialismy samochod fakturowal 20% wiecej niz garaz w innej czesci miasta… ale ten Pan jest w garazu od rana do nocy, zna rownie dobrze jak Pani Gardienne wszystkich krecacych sie w okolicy i wiem, ze w razie problemu moje dzieci beda mogly zwrocic sie do niego o pomoc – a to jest moim zdaniem bezcenne.

    A wracajac do tego co napisalas, mnie najbardziej ujal watek z Panem do Sprzatania. Podoba mi sie, ze zatrudnilabys wlasnie Pana, a nie Pania :)

    Zycze Ci, bys znalazla czas na spacery, wagabundowanie po miescie i powolne czytanie nawet i cienkich ksiazek, oraz zebys zaczela piec ciasta a nawet i robic wlasne sery :)
    Pozdrawiam serdecznie !

  2. krk Says:

    Nie wiem na czym to polega, Mini, ale czytanie Twoich postów niesamowicie mnie uspokaja i wycisza :-)
    Kiedy wchodzę na tego bloga automatycznie dopada mnie slołlajfowy nastrój, i to jest fajne, to jest dobre, to jest pożądane! :-)
    Pozdrawiam :-)

  3. mini Says:

    Znajdę, na emeryturze:) Żartuję. Rozumiem o czym mówisz. Czasami warto zapłacić więcej, żeby zyskać coś niematerialnego, na przykład współpracę z osobą, do której mamy większe zaufanie, czy też, jak to się niezbyt ładnie mawia, uzyskać wartość dodaną.
    Przyznam, że odruchowo chciałam napisać “panią do sprzątania”, a później pomyślałam: zaraz, zaraz, a czemuż to niby jak do sprzątania, to zawsze pani? Pozdrawiam

  4. mini Says:

    To bardzo się cieszę. W takim razie być może mam w sobie trochę spokoju i wyciszenia, skoro to co piszę może tak działać. Chociaż zwykle mi się wydaje, że raczej nie mam. Pozdrawiam slołlajfowo niedzielnie.

  5. Wisia Says:

    Ha, otóż, z braku czasu dopiero teraz miałam chwilę, żeby Cię wreszcie poczytać i powyławiać kwiatki z tekstu i kontekstu :) “Nie w ciemię bici” – genialne, rzeczywiście. Człowiek zawsze prześlizguje się po takich powiedzonkach, a tu proszę, sens, głęboki i dowcipny zarazem – dzięki :)
    Pan do sprzątania – widzę, że nie tylko mnie to zachwyciło ;) Gdybyś kiedy potrzebowała pani do remontowania, to się polecam, ostatnio moje umiejętności na tym polu bardzo się rozrosły dzięki panom “fachowcom”, po których trzeba łatać niedoróbki. Etos pracy rozpuścił się w którymś z kolei piwie :)
    Nie wiem, czego Ty chcesz od żartów primaaprilisowych, ja się przedwczoraj nabrałam na genialny, można powiedzieć, że padłam ofiarą swojego miłośnictwa zwierząt. Otóż, policja w Kartuzach kupiła konia do wykrywania narkotyków :))) kliknęłam ochoczo w link i dopiero na widok zdjęcia ślicznej szkapy w niebieskim czapraku z napisem POLICJA uświadomiłam sobie, jaki mamy dzień :)
    A tak ogólnie, zgadzam się z krk. Ostatnio Twoje teksty są jedynymi, które chce mi się doczytać do końca.

  6. mini Says:

    No, już nie wiem co odpisywać na takie słowa. Może po prostu dziękuję:) Na konia od wykrywania narkotyków też bym się nabrała, a co, koń gorszy od psa?:) Jak będę potrzebowała pani do remontowania, to się oczywiście odezwę, Pani Złota Rączko.

  7. Janek Says:

    Dzisiaj na swoim blogu też poruszyłem problem braku czasu – zapraszam na http://www.operator-paramedyk.pl/2014/04/28/choroba-nie-mam-czasu/ do zapoznania się z tematem.

  8. mini Says:

    Przeczytam. Pozdrawiam.

Leave a Reply

XHTML: You can use these tags: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>