Minimalizm

|

minimalny minimalizm i wolna powolność

Żeby się lepiej żyło

Lipiec 20th, 2014 at 20:59

Zrobiliśmy sobie leniwą niedzielę… Dużo czytałam, trochę spałam w ciągu dnia, a później zabraliśmy orzechy i do lasu. Na wiewióry. Jest tam takie miejsce dokarmiania, co widać po dużej ilości łupin orzechowych. Niestety, było już dosyć późno. Przechodząca pani powiedziała, że wiewiórki już śpią. Ale przyszła taka jedna ruda, widocznie nie lubi tracić życia na sen i poczęstowaliśmy ją orzechami. Patrzyliśmy, jak podchodzi, rzucaliśmy jej orzeszka, ona go łapała, wskakiwała na gałąź i na tej gałęzi konsumowała. Po czym znowu schodziła. Od czasu do czasu przechodzili ludzie z psami, wiewióra była czujna i szybko wdrapywała się, to niewłaściwe słowo, bo wiewióry są bardzo zwinne, na wyższą gałąź, po czym powracała do orzecha. A później do nas po kolejną porcję. Na orzeszki załapała się też sikorka.

Pomyślałam – jakie to jest naprawdę dziwne, że takie niby zwykłe czynności mogą człowieka uszczęśliwiać. Komary gryzły, a my jak dwójka wariatów wgapialiśmy się w gałąź, na której siedziała nasza koleżanka.

Ale w sumie dlaczego dziwne? Przecież większość dzieciaków potrafi się cieszyć takimi właśnie, dla nas, dorosłych, bzdurami i może to jest jakaś mądrość, którą gubimy, bo cieszy nas przede wszystkim awans, udany zakup w promocji czy wyjazd w dalekie kraje. Bo jak jest bardziej nowo i bardziej dalej, to znaczy lepiej. A jak pod nosem jest las, to już nie jest wcale ciekawe.

Dla mądrego i wrażliwego człowieka wszystko jest ciekawe, tak sobie teraz pomyślałam, wcale nie mając na myśli siebie, no bo ja jestem właśnie wspaniałym przykładem zblazowania. Tylko mi się czasami w głowie rozjaśnia, jak z tą wiewiórą.

Jeszcze jak szliśmy do tego lasu, zobaczyliśmy leżącego na chodniku człowieka. Może ktoś reaguje w takiej sytuacji bez wahania, a może większość reaguje podobnie, jak my, ale nie skręciliśmy w jego stronę, popatrzyliśmy tylko i zaczęliśmy klasyczną, głupią gadkę: chyba pijany, no chyba tak, tak sobie właśnie pomyślałem, ale może jednak wróćmy, ale pijany chyba był, jednak wróćmy, pijany, nie pijany, może mu się coś stało, zapytamy. Wróciliśmy. Człowiek ciągle leżał. Trzeźwy nie był. W fazie – nogi już żyją własnym życiem, ale umysł coś jeszcze kojarzy. Zapytał konkubenta – może mi pan pomóc się podnieść? Ułatwił nam tym zadanie, bo już mi się zdarzało zbierać ochrzan, kiedy pytałam takich leżących czy nie potrzebują pomocy. Niektórzy chcą sobie poleżeć i guzik mi do tego.

Konkubent pomógł, podniósł też rozsypane zakupy, które zaczęły się znowu wysypywać z cienkich, porwanych reklamówek. Biedne, gotowe dania, takie smutne jakieś i jeszcze się wyturlały na trawnik. A ja miałam akurat porządną reklamówkę przy sobie, więc mu przepakowaliśmy te zakupy. Pan był trochę pokrwawiony, chyba się uderzył przy upadku, ale nic poważnego. Powiedział: ale państwo są uprzejmi, dziękuję. I poszedł, na szczęście w miarę prostym krokiem.

Nie piszę tego po to, żeby się przechwalać jacy to jesteśmy dobrzy, szlachetni i uprzejmi. Miałam jednak taką refleksję, że czasami byłoby miło, gdyby każdy zrobił coś zupełnie niewielkiego dla drugiego człowieka i że wtedy może to życie stałoby się całkiem znośne. Bardziej znośne. Nic wielkiego, akurat to, co może zrobić w danej chwili i co go niemal nic nie kosztuje. Kilka minut, jedną reklamówkę.

I że nikt nie powinien leżeć na ulicy, na chodniku, w miejscu, które nie jest przeznaczone do leżenia, wszystko jedno czy jest pijany czy trzeźwy. Że zawsze trzeba człowieka podnieść (pomijam przypadki, kiedy ktoś leży, bo lubi). Poczułam się jakoś lepiej, że ten człowiek nie leży i że sobie poszedł, dokąd miał pójść. Że jednak wróciliśmy. Żadna wielka sprawa, ale gdybyśmy tego nie zrobili, to jednak nie byłoby tak, jak trzeba. A na drugi raz nie będę się zastanawiać czy podchodzić czy nie podchodzić, bo nie ma nad czym.

10 Responses to “Żeby się lepiej żyło”

  1. krk Says:

    Nie wiem czemu, ale słowa “konkubent” “konkubina” wydają mi się okropne, kojarzą mi się ze sądem, rozwodem itp:((
    Ale może tylko ja mam takie konotacje:))
    Pozdrawiam :)

  2. mini Says:

    Wszystkim się tak kojarzą – z meliną, znęcaniem się, degeneratami itd. Właśnie dlatego ich używam, kiedyś w jakimś wpisie to wyjaśniałam. Skoro państwo daje mi alternatywę mąż, a za mąż nie chcę wychodzić, bo nie widzę powodu oraz ośmieszone i pogardliwe – konkubent, to właśnie będę używać słowa konkubent. Bo przecież nie partner – partnerskich związków u nas nie ma i długo nie będzie. Zatem mój konkubent nie jest zapijaczonym menelem, jest po prostu konkubentem, tak jak inne kobiety mają męża. Mnie się też źle to słowo kojarzy, ale to nie wina konkubinatu tylko stereotypów. A stereotypy trzeba zwalczać, bo są niewłaściwym uproszczeniem.

  3. ola Says:

    Uwazam , ze powinnismy robic wielkie I niewielkie czynnosci dla innych , od tak ,bez czekania na rewanz . Ponad 30 lat myslalam , ze jestem samotnym sternikiem , a potem zycie pokazalo mi , ze bez pomocy innych daleko bym nie zaszla . Ciagle wlacza mi sie opcja ‘tylko ja’ , jestem na auto=pilocie , ale czasami udaje mi sie otrzasnac I wyjsc z wlasnej skorupy I jesli nawet nie pomoge to poslucham I dam komus moj czas . Musimy sobie pomagac , inna opcja nie istnieje.

  4. Minimalny Z Says:

    Witam ! Gratuluję pomysłu strony i pomysłu na życie. Zapraszam początkujących i zaawansowanych minimalistów na mojego bloga (monotematycznie :) ) http://www.minimalizm.eu.
    Wzbierało, wzbierało i wkrótce nowe posty. Ruszam dziś! Zapraszam i ew. proszę o konstruktywne opinie (i krytykę).

    Pozdrawiam,
    Minimalny Z

    http://www.minimalizm.eu

  5. Agnieszka Says:

    Lubie ten dylemat. Jak przedstawic osobe, z ktora zyje, bez uzywania jego imienia?
    No bo mezem nie jest, narzeczonym tez nie, za stara jestem zeby miec chlopaka, konkubent brzmi szokujaco (a w rozmowach zawodowych chyba nie lubie szokowac), zostaje parnter i chyba spelnia te sama funkce co konkubent… Kiedy jestem wsciekla, moglabym Go nazywac od biedy wspollokatorem, ale szybko mi przechodzi…
    A wszyscy i tak uzywaja pozniej slowa “maz”.

    Podoba mi sie, ze poszliscie karmic wiewiorke. tak po prostu.
    I ze pomogliscie temu panu. zawsze wtedy mysle, niestety, o moim tacie, ktory takim chwiejnym krokiem wracal zazwyczaj do domu, czy ktos mu pomogl wstac?

    Pod kosciolem, przy ktorym mieszkam ciagle leza pijani ludzie. na poczatku czulam sie nieswojo. dzis…. Wydaje mi sie, ze lubia. Bo za kosciolem jest Czerwony Krzyz i foyer, gdzie oferuja noclegi…

  6. mini Says:

    Witaj Minimalny,
    dziękuję za zaproszenie i będę śledzić Twojego bloga. Może i monotematycznie:), ale blogów na ten temat w języku polskim jest b. mało. Jak sobie podejrzysz moje linki, to jest ich niewiele, a część wpisów jest sprzed wielu miesięcy, więc zakładam, że blogi umarły. Szkoda. I dobrze, że pojawił się nowy.
    Pozdrawiam

  7. mini Says:

    Ha, no właśnie. Słowa chłopak nie lubię, zresztą nie mam nastu lat, żeby mówić o chłopaku. Imienia nie zawsze chcę używać. Mężem nie jest, narzeczonym nie jest. Konkubent, owszem, brzmi szokująco, niestety. W pracy go nie używam, też nie lubię tam szokować, chyba i tak wydaję się wystarczająco dziwna (żyje bez ślubu, nie ma dzieci, nie chodzi do kościoła, nie je mięsa, no dziwna – trochę przesadzam, bo większość osób, z którymi mam najczęściej do czynienia w pracy, jednak mnie toleruje i chyba się specjalnie nie dziwi; sami zresztą są nietuzinkowi). Mówię partner, czasami, żartobliwie, współlokator albo mój osobisty informatyk. Słowa mąż używają obcy, kiedy widzą, że mieszkamy razem, trochę ich rozumiem, bo co niby mieliby mówić?
    Wiewióry uwielbiam, więc nie tak po prostu:) tylko interesownie.
    Ja jednak myślę, że ci ludzie wcale nie lubią tak leżeć, ale jeszcze mniej lubią nocować tam, gdzie oferują im noclegi i gdzie trzeba się dostosować, przestrzegać pewnych reguł, no i gdzie nie mogą pić.
    Pozdrawiam

  8. mini Says:

    Ola
    ja też uważam, że powinnismy robic wielkie i niewielkie czynnosci dla innych, bez czekania na rewanż czy na wdzięczność. Z obcymi jest łatwiej, bo robisz swoje i odchodzisz. Ale od osób, które znasz, przeważnie jednak oczekujesz wdzięczności. To jest jakoś silniejsze od człowieka. Staram się tak do tego nie podchodzić. Udaje mi się nie oczekiwać wdzięczności, ale jeśli za dobry uczynek spotyka mnie niewdzięczność (bo np. ktoś nie lubi mieć “długów”), to jednak czuję się trochę rozgoryczona. To złożony temat. Bo przecież jest jeszcze kwestia wyczucia, zrozumienia czy się ze swoimi dobrymi uczynkami nie narzucamy. A może przeciwnie, może jest to właśnie proste? Może trzeba po prostu podejść i zapytać?
    A to, co napisałaś, że musimy sobie pomagać, inna opcja nie istnieje – zgadzam się w stu procentach. Jeśli już nie z miłości czy empatii, to ze zdrowego egoizmu.

  9. Wisia vel Kocia Szamanka Says:

    Mini, napisałam Ci komentarz, jak zwykle długi i przemądry, ale wywaliło mnie z netu i cała mądrość przepadła. Nie mam siły tego wszystkiego odtwarzać, więc uwierz mi na słowo, że było fascynująco :D

  10. mini Says:

    No wierzę Ci, ale wolałabym jednak przeczytać:). Może co kilka zdań sobie zaznaczaj komenta i go kopiuj do schowka? Ja mam taki nawyk przy pisaniu, co by nie zgubić swoich złotych myśli. Pozdrawiam

Leave a Reply

XHTML: You can use these tags: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>