Minimalizm

|

minimalny minimalizm i wolna powolność

Ciężki odpoczynek

Sierpień 12th, 2014 at 21:21

Tak się roztopiłam od upału i wakacyjnej pory, że przestałam pisać. Niby jestem nadal w Warszawie i chodzę do pracy, więc to żaden urlop, ale się jednak czuje wakacje w powietrzu. I w środkach transportu publicznego troszeczkę też – mniejszy tłok.

Chodząc po mieście zastanawiałam się o czym napiszę, najlepiej mi się myśli o pisaniu w porannej drodze do pracy, a z drugiej strony jakiś głos mi odpowiadał – kto teraz bloga będzie czytał, ludzie na plażach leżą, wędrują po świecie, zwiedzają, integrują się, poznają, odkrywają. Blogi są dobre na jesień.

Z trzeciej jednakże strony blog jest dobry dla mnie i to o każdej porze roku, bo pewne przemyślenia lubię przelać na monitor, uporządkować, a potem pokazać internetowemu światu, może ktoś pomyśli podobnie, podzieli się swoją refleksją. To lubię, więc sobie nie będę odmawiać.

Zatem piszę.

W zeszłym tygodniu byłam chora i siedziałam w domu na zwolnieniu. Mogłam obserwować, jak czas przepływa mi przez palce i jak mnie to denerwuje. Znowu ten nadmiar możliwości. Całe siedem dni, podczas których tyle mogę zrobić. Nadgonić zaległości w czasie wolnym.

Dziesiątki książek do przeczytania, setki filmów do obejrzenia, tysiące słów do napisania.

Może pouczę się niemieckiego? Albo zrobię twarożek z nerkowców? Zasieję koperek i pietruszkę na balkonie? Wysprzątam dokładnie mieszkanie? Posegreguję papiery? Odpowiem na wszystkie zaległe maile?

I co? Siedem dni głównie przespanych, przechodzonych z kąta w kąt, przegadanych o niczym. Jaka byłam na siebie zła. Dostać tyle dni w prezencie i tak je zmarnować na nicnierobienie.

I jaka byłam zła, że jestem zła. No, bo co z tego? W końcu jestem chora, to chyba mogę się powłóczyć bez celu po własnym mieszkaniu i spać do południa? Posiedzieć na balkonie i pogapić się na sąsiada z domu na przeciwko? Co mnie tak frustruje, tak spina, tak męczy? Dlaczego ja nie umiem normalnie wypoczywać?

Po tygodniu wróciłam do pracy. I od razu się uspokoiłam. Coś przeanalizować, coś zaopiniować, komuś odpowiedzieć, innemu zadać pytanie, przygotować jakieś dane, wyciągnąć z nich wnioski, nawet jeśli nikomu to, poza mną, niepotrzebne. Jakże to uspokaja.

Coś tu jest nie tak. Wiem. Ktoś mnie jakoś niewłaściwie przesterował, coś mnie skierowało nie w tę stronę co trzeba. Mam tę świadomość. Tylko tyle? Aż tyle? Chciałabym powiedzieć, że czas nauczyć się odpoczywać, ale dziwnie mi to brzmi – przecież to się powinno mieć z natury.

Cóż, wyżaliłam się na siebie. Taka niby zwolenniczka slow life, a jak tylko życie jej zwalnia, to wpada w popłoch. Nie wiem skąd się to bierze. Może (uwaga, będzie mocno) z lęku przed śmiercią? To całe gonienie nie wiadomo za czym, łapanie czasu, nadrabianie, jakby w ogóle był jakiś obowiązek, żeby przed odejściem odhaczyć listę przeczytanych lektur, obejrzanych filmów, nabytych umiejętności.

Ktoś mnie po tamtej stronie zapyta: Obejrzałaś całego Bergmana? Nauczyłaś się siedmiu języków obcych? Byłaś w czymś mistrzem, ekspertem, a w przynajmniej kilku dziedzinach umiarkowanym znawcą? Nie? To jakbyś wcale nie żyła. Zmarnowałaś życie, hahaha. Do piekła.

Niedługo i ja wybiorę się na wakacje. Na szczęście większość czasu spędzę w rodzinnym mieście, gdzie czeka mnie załatwianie spraw remontowych i walka z chwastami na działce.

Co za ulga.

11 Responses to “Ciężki odpoczynek”

  1. Tofalaria Says:

    Ja czytam, melduję się :) Z tym odpoczynkiem – to nie tylko Twój problem, mam wielu znajomych, którzy “muszą” coś robić, nawet w wolne dni, inaczej czas, nie wykorzystany na maksa, uważają za zmarnowany. ;)

  2. Chilli Says:

    I to (błędne) poczucie winy, że można było jakoś efektywniej wykorzystać czas.
    Efektywność, choroba XXI wieku? Żeby przeżywać, przeczytać, obejrzeć wszystko, co możliwe. Przypomniał mi się ten tekst: http://www.prostyblog.com/2013/01/zachannosc-na-zycie.html

    Dziękuję za te przemyślenia. Idę nauczyć się odpoczynku. Powoli, żeby się nie zmęczyć. Pozdrawiam!

  3. mini Says:

    Tofalario, dziękuję, że czytasz, miło mi:). No tak, w sumie zauważam, że wiele osób ma problem z wypoczynkiem. Wszyscy starają się być aktywni, ciągle się o tym pisze i mówi w mediach, jak ktoś leży w łóżku do góry brzuchem, to się go traktuje jak trędowatego. Nie wypada się przyznać, że się w czasie urlopu po prostu odpoczywało, człowiek się czuje zobowiązany do zwiedzania, poznawania.
    Chilli – dziękuję za linka. Zaraz przeczytam. To Ty idź i się ucz tego odpoczynku i daj znać, jak Ci poszło:)
    Pozdrawiam

  4. krk Says:

    Z tym piekłem to może być coś na rzeczy (vide Przypowieść o talentach) ;-)
    Mnie z kolei takie “nicnierobienie” tak potwornie męczy, że czuję się później jak po ostrym melanżu
    I na dodatek boli mnie kręgosłup (także ten moralny) ;-) Więc nawet jak nie chcem, to muszem aktywnie:)))
    Pozdrawiam :)

  5. mini Says:

    Może być. Swoją drogą taki talent, to też niezłe obciążenie, człowiek się czuje w obowiązku go wykorzystać.
    Mnie też to nicnierobienie zmęczyło i sfrustrowało.
    Pozdrawiam:)

  6. sowa_nie_sowa Says:

    “Dostać tyle dni w prezencie i tak je zmarnować na nicnierobienie.”
    Dostałaś na chorowanie, a nie odwalanie wszystkich zaległych robótek:)

    Nawet jak się nic nie robi, to zawsze się coś robi, jest tylko kwestia pożyteczności/użyteczności tych zajęć. Uważamy, że jeśli nie użyteczne, to znaczy, że zmarnowane.
    Czy kot albo pies leży całymi dniami użytecznie? A już szczególnie jak jest chory? I czy my z tego powodu kotu albo psu robimy wyrzuty, czy kochamy je za to jakie są (bez względu na to czy kot przyniesie mysz, a pies w odpowiednim momencie zaszczeka)?

  7. mini Says:

    Sowo, trafiłaś w sedno. I ja to też niby wiem. Jak się nic nie robi, to się zawsze coś robi. Prawda. A patrząc na to z innej strony, jeśli robienie czegoś rozumiemy jako działanie, to może nie zawsze jest to konieczne i potrzebne. Jest czas działania i niedziałania i oba są równie ważne. Jak pies czy kot chorują, to się udają do swojej wewnętrznej jaskini i tam sobie liżą rany. I nikt nie ma żalu i pretensji. A durny człowiek się naogląda reklam, że jedna z drugim zagrypiona weźmie pigułę i pędzi do pracy i ma wyrzuty sumienia, jak sam nie pędzi.

  8. Wisia Wisiowska Says:

    Mini, witaj, dawno nie zaglądałam, ale znów Cię postalkuję (stalkerzę?) ;)
    Z tym syndromem niespokojnych nóg i rąk na urlopie sprawa jest bardzo prosta: człowiek, choć lubi myśleć, że panuje nad wszystkim przy pomocy umysłu, tak naprawdę jest automatem napędzanym nawykami. Jeśli codziennie chodzisz do pracy i wykonujesz pewne czynności, i tak przez rok, i kolejny rok, i jeszcze jeden, to po prostu trudno Ci się przestawić na inne, to budzi niepokój jak każdy nieoswojony stan. To trochę jak z bitą żoną: niby wie, że chciałaby odejść od oprawcy, ale łatwiej jej znieść znane piekło niż nieznany raj. Gdyby odeszła, przez pierwsze tygodnie nie wiedziałaby, co ze sobą zrobić, przed czym uciekać – zna tylko walkę z katem i ona definiuje jej dni. Przykład może zbyt dobitny (pun not intended) ale tak to jest. Dlatego wolne krótsze niż 2 tygodnie w ogóle nie ma sensu – przez 1 tydzień człowiek się aklimatyzuje do chodzenia bez kieratu, i to nawet taki, który nie jest pracoholikiem. Dopiero później może odpocząć i ewentualnie porobić coś sensownego. Te urlopy wydzielane jak na lekarstwo odebrały nam umiejętność cieszenia się wolnością, która przecież jest stanem przyrodzonym. Nie kierat, w którym na co dzień funkcjonujemy. Więc nie miej do siebie zbyt wielu pretensji, że nie zasiałaś koperku – po prostu nie zdążyłaś się odtruć od pracy. :)

  9. K. Says:

    Zaczytuję się ostatnio w tekstach dotyczących uważności i jedno zdanie zapadło mi w pamięć. Człowiek jest taką dziwną istotą – boi się śmierci więc żyje szybko, nie zwracając uwagi na mijające dni, nieuchronnie zbliża się do śmierci.

  10. mini Says:

    Stalkeruj i stalkuj, bardzo proszę. Miałam kryzys i się nie odzywałam, ale już się odradzam.
    No właśnie. A ja bym chciała nie działać jak automat. Zauważać codzienność. I umieć odpoczywać. A tu guzik.
    Chwastów sporo wyrwałam, remont trwa (przynajmniej ekipę znalazłam – “będzie pani zadowolona”).
    I co? I się stresuję, że za mało zrobiłam. Nie dość dobrze.
    Chociaż… im dalej w las (w sensie – im jestem starsza), tym lepiej sobie z tym niezadowoleniem z siebie radzę.

  11. mini Says:

    Witaj K., po raz pierwszy:)
    Ładne zdanie.
    Tego się boję, że w ciągłym pędzie, żeby nie tracić czasu właśnie ten czas tracę. Trudno sobie z tym poradzić, ale chyba ważne, że się ma tego świadomość. Mam nadzieję, że to pierwszy krok do zwolnienia. Już zauważam u siebie, że coraz częściej staram się skupić na tym, co właśnie robię, szczególnie kiedy rozmawiam z drugim człowiekiem. Pozdrawiam

Leave a Reply

XHTML: You can use these tags: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>