Minimalizm

|

minimalny minimalizm i wolna powolność

Przyjaciele lasu

Październik 21st, 2014 at 18:27

Uwaga reklama.  A, co tam. Warto reklamować to, co dobre, szczególnie, jak mi nikt za to nie płaci – wtedy czuję się w porządku.

Pamiętam, jak kiedyś pewna aktorka, tłumacząc się z udziału w reklamie szamponu z odżywką dwa w jednym powiedziała, że reklamuje z przekonaniem, bo u niej w domu od dziecka zawsze taki szampon był. Jako, że pani jest sporo starsza ode mnie i dzieciństwo spędziła w Polsce, mogę ją zapewnić, że nie było. To znaczy nie muszę jej zapewniać, bo ona dobrze o tym wie i lepiej by zrobiła głupio się nie tłumacząc.

Jeśli tak zwana gwiazda albo i nawet całkiem dobra aktorka dorabia sobie chwaląc zalety odkurzacza, to mnie to niespecjalnie gorszy – patrzę na reklamy z przymrużeniem oka, a żyć z czegoś trzeba. I nie trzeba się z tego tłumaczyć.

Wstydzić może trochę tak, ale któż z nas nie zrobił w życiu czegoś z powodu czego się odrobinę przynajmniej czerwieni. Wszyscy, o ile nie jesteśmy niemowlakami, mamy zapisaną w życiorysie jakąś żenadę i trudno.

Wracając do reklamy, to po pierwsze i a propos żenady oglądam seriale (mimo że nie mam telewizora, ale od czego jest internet). Szczególnie lubię takie z wątkiem kryminalnym, mimo że, powiem nieskromnie, dosyć łagodna ze mnie osoba.

Po drugie – chciałam wam polecić serial dla dzieci, nawet się zrymowało. Serial zwie się “Przyjaciele lasu” i można go obejrzeć na stronie tvp. Jest uroczy i silnie odstresowujący. Prowadzi go przemiły pan, naprawdę przemiły, a nie cukierkowy, który jest, zdaje się, leśniczym, na pierwszy, drugi i trzeci rzut oka kocha zwierzaki, a do tego, mimo że serial jest przeznaczony dla dzieci, nie zachowuje się jak pajac i nie zwraca się do dzieciaków, jak do małych półgłówków.

Jasne, że lepiej iść do prawdziwego lasu, ale niewielkie są szanse na spotkanie w nim borsuka czy wilka, które można sobie pooglądać w serialowym leśnym pogotowiu. Pan zresztą, w przeciwieństwie do bohatera mojego dzieciństwa, pana Sumińskiego z programu Zwierzyniec, który widział każde możliwe zwierzę miliony razy, nie opowiada dyrdymałów, że wilki mu się pchają pod nogi, a sarny stadami podbiegają pod próg domu. Jak borsuka widział “na dziko” dwa razy w swojej trzydziestoletniej zawodowej karierze, to mówi, że widział dwa razy, a nie dwa razy dziennie. Pana tego bardzo lubię, chociaż go nie znam i jeśli wy oraz wasze dzieci jeszcze nie oglądaliście serialu, to gorąco polecam. Dzisiaj obejrzałam odcinek o jeżu i borsuku i od razu mi się lepiej zrobiło na duszy.

Przyroda to jest w ogóle to, co naprawdę dobrze nam robi tylko za rzadko o tym pamiętamy. Pewna pani psycholog pytała swoich pacjentów alkoholików co im sprawia prawdziwą radość. I wielu mówiło, że chodzenie po lesie. A kiedy byłeś ostatnio w lesie – dopytywała. I okazywało się, że większość dawno temu.

Odmawiamy sobie stosunkowo łatwo dostępnych, darmowych przyjemności, a zamiast tego szukamy wrażeń w drogich zabawkach, często w szkodliwych nałogach.

Gdyby tak pojąć na nowo, że to wszystko jest w gruncie rzeczy bardzo proste, że radość jest prosta, wówczas w ogóle życie byłoby prostsze. Może i trochę nudne, może przewidywalne, ale chyba tak wolę.

13 Responses to “Przyjaciele lasu”

  1. Aska Says:

    A ja codziennie chodzę do lasu z moimi trzema super psinami-dziewczynkami. Tak się świetnie złożyło, że mimo mieszkania w mieście mamy przy naszym osiedlu lasek. Żeby było radośniej w lasku są dziki. I nie tylko w lasku, bo parę razy miałyśmy przyjemność wiać przed nimi na ulicy, którą maszerowały. Samochody przystawały i przepuszczały tych nietypowych pieszych (o dziwo! nikt nie trąbił na nie). Oprócz dzików, które są stałym elementem krajobrazu, parę razy zdarzyło nam się spotkać sarny. Niestety zabraliśmy zwierzątkom ich tereny, pobudowaliśmy osiedla, a one biedne starają się jakoś żyć na tym swoim i już nie swoim terytorium. Prawdę mówiąc serce mi się kraje, gdy widzę te biedne dziki ciągle odbijające się od płotów, którymi te osiedla zostały pogrodzone.

  2. K Says:

    Ponoć w PRL były szampony, po których wypadały włosy: szampon i depilator w jednym.

  3. Anna Stranc Says:

    Ja też kiedyś dużo chodziłam po lesie. Teraz niewiele go zostało. Coraz mniej zwyczajnych ścieżek. Okazuje się, że tramwaj i markety są ważniejsze od przyrody.

  4. Kirei Says:

    Przepadłam oglądając sagę o prastarej puszczy (opowieść o dziku, kruku, rysiu i wielu innych). Świetne filmy państwa Walencików. Puszcza Białowieska jest taka piękna, że zawsze płacze jak oglądam te filmy.

  5. mini Says:

    Aśka Szczęściara:) W sumie ja też mam blisko las, ale bez dzików, za to z wiewiórami. Ale nie mam żadnej psiny, a co dopiero trzech:) Uściskaj je ode mnie. Też mnie smuci widok “dzikich” zwierząt, którym człowiek odbiera terytoria. Jesteśmy tacy ofensywni i zachłanni.

  6. mini Says:

    K., ta opowiastka to chyba z filmu Barei:) Aż takiej beznadziei nie pamiętam. Pamiętam kolejkę, jak “rzucili” szampony – dwa rodzaje, jeden zielony, chyba pokrzywowy, a drugi żółty, chyba rumiankowy. Stałyśmy z koleżanką i miałyśmy udawać, że nie znamy naszych mam, bo każdemu sprzedawali po dwie sztuki. Ale czasy.

  7. mini Says:

    U mnie też las usycha. Akurat nie z powodu tramwaju i marketu, chyba z powodu okolicznych osiedli i nowej drogi. Mam czasami wrażenie, że kierowcy są najważniejsi. Przynajmniej władze Wwy mają takie podejście.

  8. mini Says:

    Kirei, nie widziałam tych filmów, ale poszukam. Wyguglam:) Dzięki za informację. Piękne są te filmy i smutne jednocześnie, kiedy człowiek pomyśli, że ta przyroda tak szybko ginie, przy naszym nieskromnym udziale.

  9. Aska Says:

    Wiewiórki też są, nawet je dokarmiam. No i dużo ptaków: sójki, rudziki, sikorki, kosy, dzięcioły, że nie wspomnę o srokach, kawkach, wronach i wróbelkach i gołębiach. Życzę im jak najlepiej, bo ciągle obawiam się, że na tym okrojonym skrawku lasu mogą mieć kłopoty z przeżyciem. Psiny już od Ciebie wygłaskałam. Dzięki :)

  10. mini Says:

    Dziękuję, nigdy dosyć głasków dla psin:)
    “Moje” wiewióry znikają, kiedy akurat mam orzechy. Jakaś gierka z ich strony:).
    Jeśli chodzi o ptaszory, to wróbli coraz mniej, każdy to mówi, kogo znam, kiedyś było ich mnóstwo, a teraz spotkać wróbla, to niemal rzadkość. Mam do nich jakiś szczególny sentyment, chociaż lubię wszystkie ptaszory. Ale wróble mnie jakoś rozczulają. Chociaż, tak jak mówisz, wszystkim życzę jak najlepiej. Pozdrawiam:)

  11. Kocia Szamanka Says:

    Tu już byłam, ale wracam, bo mi się przypomniało, że pisałaś o Panu Sumińskim. Otóż niedawno, zaliczając bezsenną noc telewizyjną, trafiłam w TV regionalnej na rozmowę z jego synem. Podobny do ojca jak zdjęta skóra – może to trochę nie na miejscu frazeologizm w świetle tego, co nastąpiło po chwili. Okazało się, że wywiad z synem przeplatany jest gawędą Pana Sumińskiego Seniora, który jest już w bardzo senioralnym wieku. Prawie nic się nie zmienił, wciąż ma ten sam wąs i głos – zmieniła się tylko sceneria: tym razem był nią jego ulubiony gabinet ze ścianami obwieszonymi DZIESIĄTKAMI trofeów łowieckich. Serio, brakowało tam chyba tylko słonia – może się nie zmieścił. I w tym wszystkim Pan Sumiński, piejący z dumy nad swoją kolekcją, pokazujący rogi, poroża, wieńce – bo to, uważacie, nie wszystko jedno! Jako dziecko niby wiedziałam, że jest myśliwym, ale, żeby aż tak? Cóż, ostatnio, jako dorosła, mam z nimi na pieńku. Z ciekawości wytrzymałam kolejną anegdotkę Juniora, opowiedzianą z iście sumińską swadą, jak to ojciec wrócił z safari i taksówkarz nie chciał go zabrać, bo do plecaka miał przytroczone dwie niewyprawione czaszki antylop; kiedy stary pierdoła zaczął z kolei opowiadać, jak to w głębokiej Tajdze, w środku zimy, psy jego towarzysza wypłoszyły z gawry półprzytomnego niedźwiedzia, i ów niedźwiedź bezczelnie zaszarżował, “…a ja wtedy BAM! BAM!” – wymiękłam. To nie były wymysły, niedźwiedzia skóra zajmowała honorowe miejsce na ścianie. Wiem, telewizja kłamie, za komuny kłamała jeszcze bardziej, były inne kryteria, facet miał niezłą gadkę – ale dziś ta cała historia bardzo mi pasuje do tezy, że facet ze strzelbą to po prostu facet ze strzelbą i prawdziwa gęba w końcu wylezie spod maski “miłośnika przyrody”. Te co skaczą i fruwają na nasz program zapraszają, kua kua kua.

  12. Kocia Szamanka Says:

    A, i owszem, wiem, że Pan Sumiński nie żyje i że nie powinno się źle mówić o zmarłym. Niech to będzie głos w obronie tych wszystkich “trofeów”. Mini, wygląda na to, że on naprawdę widział te stada i tabuny – większość wylądowała na jego ścianach.

  13. mini Says:

    Ha, no to tego nie wiedziałam o tym panu. Straszne to. Naprawdę nienormalne, żeby się przechwalać tym, że się wybudziło biednego zwierzaka ze snu, wypędziło z własnego domu i go “bohatersko” zastrzeliło. Okropne to.
    Jeśli chodzi o miłośników przyrody, to mnie zawsze “rozczula” kiedy słyszę, jak to myśliwi troszczą się o zwierzynę i ile dobrego robią dla przyrody. Aż nie wiadomo co odpowiedzieć, takie to głupie. Ręce opadają.

Leave a Reply

XHTML: You can use these tags: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>