Minimalizm

|

minimalny minimalizm i wolna powolność

Bardzo nudne miasto…

Kwiecień 6th, 2015 at 16:58

To miasto, w którym spędzam święta. Moje rodzinne miasto, tutaj chodziłam do podstawówki i do liceum, zanim wyjechałam na studia do mniej nudnego miasta.

Życie w nim płynie bardzo slow, a mnie roznosi.

Zastanawiam się, jak ja mogłam tutaj wytrzymać tyle lat? Co robiłam, żeby nie oszaleć? Szczególnie w dni takie, jak dziś, gdzie wszystko niemal zamknięte, można co najwyżej pójść do Żabki, bo otwarta, ot taka rozrywka.

Przypominam sobie, jak z koleżanką z liceum chodziłyśmy po starej części miasta, robiłyśmy zdjęcia zabytkom i sobie na tle zabytków, taka sesja w kolorze black and white, albo chodziłyśmy do wieży, Olka się wspinała, bo wspinaczkowa była, a ja podziwiałam widoki, z Lidką szalałyśmy na rowerach, z Karoliną umawiałyśmy się zwykle u niej w domu, słuchałyśmy muzyki i rozmawiałyśmy dużo o książkach oraz chłopakach, a i owszem. Omawiałyśmy też zdarzenia klasowe.

To był nasz świat, mam wrażenie, ale może się mylę, z perspektywy czasu wszystko wygląda inaczej, że to, co poza tym światem nie było nam specjalnie potrzebne, ledwo to dostrzegałyśmy. Może to trochę zaściankowe, ale z drugiej strony nie oczekiwałyśmy od świata, że nas zabawi, bo same umiałyśmy sobie zapewnić rozrywkę. I wcale nie musiały to być imprezy z alkoholem, chociaż w liceum już się zdarzały. Najważniejsze jednak było, że możemy się spotkać, pogadać i zawsze coś z tych rozmów wynikało, jakiś pomysł na ciekawe spędzenie czasu.

Karolina w Niemczech, Olka we Francji, Lidka mężata, dzieciata i prowadząca własny biznes, Anka w Belgii. Prawie, jak u Kaczmarskiego.

Snuję się po mieście jak struta i oczekuję rozrywki. Proszę mnie zabawić, niech coś się wydarzy.

Na pewno jest tak, że nudę mamy w sobie, jak to mówią – człowiek inteligentny się nie nudzi, z czym jednak nie do końca się zgadzam, bo uważam siebie, a jakże, za osobę inteligentną, a bywam znudzona. Myślę jednak, że to wypływa ze mnie, a nie z zewnątrz, wiem, bo zdarzało mi się nudzić w przepięknych miejscach i w interesującym, obiektywnie, towarzystwie. Nie wiem skąd to i dlaczego tak.

Może zresztą nie ma się czym przejmować, trochę nudy nikomu nie zaszkodziło, wyspałam się przynajmniej za wszystkie warszawskie rozbiegane poranki, poobserwowałam, jak wlecze się czas, dosłownie przedefilował przede mną, zgarbiony, wlokąc nogę za nogą.

Jutro wracam do Warszawy i znowu będzie pęd ku nie wiadomo czemu.

Nie potrafię tego wypośrodkować, może dlatego, że nie umiem wypoczywać. Nie wiem co zrobić z wolnym czasem.

Jako, że sklepy pozamykane zrobiłam wirtualne zakupy na stronach z meblami, oglądanie bez wydawania pieniędzy. I mnie to trochę pocieszyło.

Minimalistka ze mnie, że hej.

Chyba sobie wypiszę listę spraw do załatwienia, które zwykle odkładam, a które mogę wykonać w taki dzień jak dziś. Bo przecież nie umiem po prostu siedzieć i nic nie robić.

Moje slow jest chyba za bardzo fast.

6 Responses to “Bardzo nudne miasto…”

  1. Bea Says:

    Ostatnio też pisałam u siebie o nudzie. Też mam z tym problem. Wydaje mi się, że ciągle trzeba coś robić. Tylko po co ? Kiedyś umiałam nic nie robić tylko myśleć, marzyć a teraz … Jakaś współczesna nerwica, czy co ?;)

  2. mini Says:

    Też mi się wydaje, że to nerwicowe:). Ale czy próby nazywania wszystkiego, szufladkowania, opisywania, to też nie jest jakieś współczesne odchylenie? A takie gmeranie, jak teraz właśnie uskuteczniam? Można się zapętlić:) Też kiedyś tak umiałam, tylko myśleć i marzyć, bez poczucia, że marnuję czas, a teraz rzadko, niemal uczę się tego od nowa. Człowiek się przyzwyczaja do nadmiaru bodźców i potrzebuje ich więcej i więcej. Inaczej się nudzi. Jakiś odwyk trzeba by zrobić chyba.

  3. Tina Says:

    Jak ja to rozumiem. Marzę wciąż o takiej nudzie i odpoczynku, a jak wreszcie nadchodzą, to na wszelkie znane mi sposoby kombinuję, co by tu jeszcze zrobić.
    Od paru tygodni (złapało mnie choróbsko i mimo licznych zadań musiałam odpoczywać, bo sił zabrakło) próbuję się nauczyć, że położenie mojego szanownego cielska na kanapie i zaleganie bezmyślnie przez pół godziny, to nie jest największe przestępstwo na świecie. Chyba robię postępy :)

  4. sowa_nie_sowa Says:

    Ale co to jest nuda? Że się nic nie robi? Przecież zawsze się coś robi, jak się leży, to się też robi;)
    Bez leżenia w wannie nie byłoby pewnego ważnego prawa, a i z leżenia pod drzewem też coś wynikło dobrego:) Więc…?

  5. mini Says:

    No właśnie, szczególnie w przypadku choroby. A tutaj media kuszą reklamami środków, które wystarczy połknąć i jak ręką odjął. Tylko, że może właśnie potrzebujemy pochorować czasami, skoro w inny sposób nie można nas zatrzymać? Życzę leniwego chorowania i powrotu do zdrowia we właściwym czasie.

  6. mini Says:

    No właśnie nuda to jest chyba coś takiego, co jest wewnątrz nas, niezależnie od tego, co robimy. I może gorszy od niej jest strach, że u mnie jednak od leżenia żadne prawo nie powstanie, ani nic dobrego nie wyniknie. Dlatego staram się zerwać i działać. I też gucio z tego:).

Leave a Reply

XHTML: You can use these tags: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>