Minimalizm

|

minimalny minimalizm i wolna powolność

Ten obcy

Maj 15th, 2015 at 20:04

Na początek anegdotka.W podstawówce mieliśmy lekturę “Ten obcy”. Pani nam kazała wypożyczyć i przeczytać, że za jakiś czas będzie omawianie, co autor miał na myśli, sylwetki głównych bohaterów, kto przeżył ten wie, teraz może jest inaczej, a może tak samo. W każdym razie lektura była akceptowalna, mnie się podobała, sobie czytałam w spokojności, jak i reszta klasy. Któregoś dnia pani dopytuje, jak tam postępy i Judyta, dobra uczennica zresztą, coś tam zaczyna marudzić, że…, nooo… trochę dziwna jakaś ta książka. Po krótkiej wymianie zdań okazało się, że Judyta czytała, owszem, dziecko bidne z podstawówki, “Obcego” Camusa, bo coś takiego znalazła na półce u swojej mamy, a że brzmiało podobnie z tytułu…

Dzisiaj rozumiem komizm sytuacji i dlaczego pani później chichotała przez pół lekcji.

To tak ze skojarzeń z tym obcym.

A obcy dlatego, że ludzie są obcy, każdy człowiek i żeby go oswoić, trzeba na to trochę czasu poświęcić. Może poświęcić, to nie jest dobre sformułowanie, bo poświęcenie oznacza jakąś ofiarę, że się męczymy i poświęcamy coś, niemalże na ołtarzu, a przecież, jak tak pomyśleć, to powinna być czysta ciekawość i radość. I znowu “powinna” – może i powinna, ale to zakłada przymus i  karę i poświęcenie.

Czy jestem ciekawa drugiego człowieka?

Czy mam chwilę, a nawet dwie, żeby przystanąć i wysłuchać co ma do powiedzenia?

No, właśnie nie wiem czy mam. To znaczy wiem, że tak naprawdę mam, ale czy to robię? Czy też wszystkie moje spotkania z drugim człowiekiem, to takie machanie ręką z daleka? No, cześć, fajnie cię widzieć, to się zdzwonimy, jesteśmy w kontakcie, intacz.

Takie myśli mnie dzisiaj naszły, jak się kierowałam rano do środka komunikacji, celem dotarcia do pracy. Pomyślałam o mojej babci, która się urodziła w okolicach Wilna, a przed wojną przyjechała do Warszawy do pracy, opiekowała się dzieckiem u arystokracji. Arystokracja miała kucharkę, służącą i osobną opiekunkę, czyli moją babcię. Traktowano ją dobrze, jak członka rodziny, jeździła z nimi  do Zakopanego i wszędzie tam, gdzie bogaci ludzie przed wojną jeździli. Opowiadała mi, jak się wygłupiali z Jerzykiem, podopiecznym, w muzeum, ślizgając się na filcowych kapciach. Jerzyk do końca życia mojej babci wysyłał jej kartki na święta.

Babcia mówiła, że kucharka opiekała im bułki nad ogniem, żeby bakterii nie było, a później, w czasie wojny, spali w psiej budzie. Rodzice z Jerzykiem. Taki kontrast. Babcia, gdy wybuchła wojna, uciekła przed Niemcami do Wilna, pieszo z Warszawy.

Pozwolę sobie na takie osobiste wyznanie – moja babcia nie była uważana za dobrego człowieka, najpierw chciałam napisać, że była złym człowiekiem, ale nie mogę. Nie wiem czy istnieją źli ludzie, czasami myślę, że tak, ale częściej, że jednak nie. Kiedy czytałam “Ja, Klaudiusz” Gravesa, to moja babcia wydała mi się kolejnym wcieleniem cesarzowej Liwii. Taka osoba, o której dzisiaj się mówi “toksyczna”, dominująca, despotyczna, podporządkowująca sobie całą rodzinę.

A dzisiaj, jak szłam do pracy, to pomyślałam: do cholery, ta kobieta przeżyła dwie wojny światowe, w czasie pierwszej głód-tak mi mówiła. I śmierć dwóch braci, tyle pamiętam, że jeden, ten ukochany brat, się utopił. Dzisiaj żołnierze wracający z Iraku, którzy nie przeżyli nawet połowy tego, co moja babcia i większość starszych ludzi w tym kraju, mają stres pourazowy i traumę. Ja nie kpię, ja tylko sobie uświadamiam.

Wiem, że może marudzę, ale im jestem starsza, tym więcej o tym myślę. O przeszłości, która nie jest moją przeszłością. O przeszłości, która jest moją przeszłością. Kiedyś przeczytałam, że traumy obozów koncentracyjnych przenoszone są w genach do drugiego pokolenia. Nie wiem czy to prawda, czy nieprawda. Ja tylko wiem, że to wszystko wydarzyło się nie tak dawno, jak mi się wcześniej zdawało.

Jak mogłam być tak głupia, żeby oczekiwać od mojej babci, że będzie inna, niż była?

W ostatnim Dużym Formacie GW jest wywiad z Martinem Pollackiem “Jestem synem gestapowca”. Bardzo mocne wrażenie na mnie zrobił ten człowiek. Po prostu się w nim zakochałam, jest cudowny.

Wszyscy jesteśmy poranieni, nawet jeśli nie chcemy tego przyznać.

Kiedy moja babcia leżała umierająca świadomie jej nie odwiedzałam, to była taka moja głupia zemsta za to, co złego zrobiła, tak mi się wtedy wydawało, moim bliskim, bliższym niż ona, chociaż ją kochałam. Bo byłam jej ukochaną wnuczką i wiedziałam, że ją to zaboli. Zabolało ją i mnie boli do dziś, nawet trudno o tym myśleć. Chciałabym ją przytulić i powiedzieć, że chyba ją rozumiem, troszeczkę.

 

12 Responses to “Ten obcy”

  1. Natalia Says:

    Nie istnieją ludzie źli, nie istnieją też ludzie dobrzy. Ludzie są, tacy jacy są i nie możemy wymagać od nich, żeby byli inni.

  2. mini Says:

    Tak też myślę, najczęściej. Ale często też brakuje mi chęci i cierpliwości, żeby tolerować niektóre zachowania i żeby sobie przypominać to, o czym piszesz.

  3. M. Says:

    Twojego bloga czytam już od jakiegoś czasu i choć zazwyczaj, jak większość ludzi zresztą, nie komentuję, tym razem postanowiłam coś napisać. Inspirujesz, mini. Bardzo lubię Twoje teksty. Nie przestawaj.
    M.

  4. mini Says:

    M. Bardzo dziękuję za ten komentarz. Chyba właśnie teraz był mi potrzebny, bo jestem na etapie wątpliwości, czy nie przesadzam, nie zanudzam, czy kogoś to w ogóle ciekawi, o czym piszę. Dziękuję:)

  5. M. Says:

    Kiedyś ja też prowadziłam bloga, więc wiem, że nawet parę miłych słów może przywrócić wiarę w siebie i w to, że pisanie jednak ma sens, tak samo jak dzielenie się nim. Powróciłam do pisania po długiej przerwie i myślę, że czytanie Twojego bloga również miało w tym swój udział – więc to ja dziękuję :)

  6. mini Says:

    Tak właśnie jest. Mam nadzieję, że podeślesz kiedyś linka:) Powodzenia.

  7. M. Says:

    Droga mini, to bardzo miłe, ale już dawno go nie prowadzę. Zresztą wstydziłabym się pokazać komukolwiek to miejsce. Błędy młodości, sama rozumiesz :) Teraz piszę opowiadanie, mam nadzieję, że je skończę. Kończenie opowiadań nigdy mi nie wychodziło.

  8. mini Says:

    Zrozumiałam, że znowu piszesz bloga, po przerwie, a przecież “powróciłam do pisania” nie oznacza, że do pisania bloga. To tak a propos mojej uważności – przeczytałam, co chciałam przeczytać:) Też mam problem z kończeniem opowiadań. A jeśli chodzi o bloga, to jest to też chyba dobra wprawka dla przyszłego pisarza:) Pozdrawiam

  9. M. Says:

    Nie jestem pewna, czy chcę być pisarzem. (Myślę, że wiesz, jak pisanie uzależnia, a niepisanie boli. Boję się tego). Właściwie nie wiem, kim w ogóle chcę być – a nadszedł czas, by zadecydować. Wielkie wybory przerażają.

  10. mini Says:

    Ja mam ciągle tak, że nie wiem kim chcę być i może z tą niewiedzą odejdę. Też postrzegam to w kategorii wielkich wyborów. Ale może to nie musi być taki ostateczny wybór, wielki i na zawsze, ale taki na dziś, na spróbowanie? A co do uzależnień – myślę, że to pozytywne uzależnienie, takie od pisania, chociaż pewnie psychologia ma inne zdanie na ten temat. Ale gdybyśmy byli wszyscy podręcznikowo normalni nie byłoby sztuki.

  11. M. Says:

    Bo byśmy jej nie potrzebowali.

  12. mini Says:

    Prawda to:)

Leave a Reply

XHTML: You can use these tags: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>