Minimalizm

|

minimalny minimalizm i wolna powolność

Nikt nic nie wie

Maj 20th, 2015 at 21:35

Ludzie się dzielą na różne podgrupy. Jak ktoś woli dzielić, zamiast łączyć. Bo chyba lepiej znaleźć punkt wspólny, coś, co jest właściwe nam wszystkim, albo większej grupie, niż to, co nas różni.

I punktów wspólnych i różnic mogą być setki.

Na przykład: jedni wierzą w przeznaczenie, a inni w przypadek.

Ja mam chyba sceptycyzm odziedziczony po dziadku, który, jako oficer w powojennej Polsce, kiedy mu przyszło tłumaczyć, dlaczego żona wiesza nad łóżkiem święte obrazki i chrzci dzieci i czy wy towarzyszu wierzycie w boga, odpowiedział: ani ja widziałem, że on jest, ani ja widziałem, że go nie ma.

Do dziś żałuję, że zmarł przed moimi narodzinami, myślę, że mielibyśmy dużo do obgadania.

Zatem nie wierzę ani w jedno, ani w drugie, bo ani ja widziałam przeznaczenie, ani ja widziałam przypadek. Jeśli teraz napiszę, że wierzę w jakąś miks mieszankę tego wszystkiego, ale ani w to, ani w tamto, to mi ktoś zarzuci postmodernizm i relatywizm moralny (dziadek pewnie o tych dziwach nie słyszał, a był postmodernistą, no proszę).

Ja się nie nadaję do czarno-białych rozwiązań, ja po prostu nie wiem.

A o przypadku i przeznaczeniu mię naszło z powodu, że tak nawiążę do mistrza Pawlaka, duchoty jakiejś dzisiaj. Nawiasem mówiąc moja babcia zaciągała kresowo, po pawlacku. Słabo się poczułam, jakaś taka blada i senna, ledwo się doczłapałam do pracy i ledwo po pracy do domu. Jedna koleżanka spytała czy dobrze się czuję, bo marnie wyglądam, druga mi powiedziała, że jak ktoś przez dwa dni z rzędu sypia po kilkanaście godzin i się nie wysypia, to normalne nie jest, trzecia, że to pewnie syndrom przewlekłego zmęczenia, czy jak to się zwie. I że powinnam sobie zrobić badania.

A ja sobie przypominam, jak mi ktoś mówi o badaniach, historię pilota, znajomego  znajomej, który zrobił sobie dokładne badania, a wiadomo, że piloci mają najdokładniejsze, wszystko było w porządku, po czym zszedł do samochodu na  parking koło przychodni, usiadł za kierownicą i zmarł na zawał.

Od tej pory mam, poza ogólnie sceptycznym podejściem do świata, sceptyczne podejście do badań. Nie wiem czy taka jedna historia powinna w takim stopniu kształtować moje nastawienie do spraw dosyć ważnych, żeby nie powiedzieć kluczowych. Zasadniczych. Priorytetowych.

Ale ukształtowała.

I sobie myślę, że pewnym sprawom być może nie można zapobiec.

Być może.

Nie można się ubezpieczyć od tego, co nadejść musi, z powodów, o których nie mamy pojęcia.

Nie można zapłacić za najdroższe badania, żeby się ustrzec przed tym, co przeznaczone.

Nie można wejść na jezdnię chwilę później, żeby jakiś naćpany wariat przejechał nam przed nosem, zamiast wjechać w sam nos.

Nie można się z ostrożności zabezpieczyć, kupując zestaw małego surwiwala, co to przetrwa katastrofę atomową dzięki latarce i kilogramom mąki.

Nie można całego życia budować na zapewnianiu sobie i bliskim bezpieczeństwa, którego nie ma.

Czy można?

 

2 Responses to “Nikt nic nie wie”

  1. sowa_nie_sowa Says:

    Nie można i co to za życie by było z taką pewnością wszystkiego? Choć, paradoksalnie, nam się marzy. I dzięki temu wielu zbija na nas fortuny;)
    Historia z pilotem kapitalna i jakże prawdziwa. Żadne badanie żadnej pewności nam nie daje. Choć nie jestem przeciwniczką i czasem warto to i owo zbadać.

  2. mini Says:

    Nie można i co to by było za życie. Prawda to. A z drugiej strony, ile wysiłku wkładamy, ile czasu i pieniędzy, żeby się zabezpieczać na różne sposoby, przed różnymi niebezpieczeństwami, które – jak nam się wydaje – tylko czekają, żeby wykorzystać chwilę naszej nieuwagi.

Leave a Reply

XHTML: You can use these tags: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>