Minimalizm

|

minimalny minimalizm i wolna powolność

Chrzanić niespodzianki

Czerwiec 21st, 2015 at 11:54

Ostatnio postanowiłam pójść po rozum do głowy. Swoją drogą, jak sobie człowiek zwizualizuje to powiedzonko “pójść po rozum do głowy”, to w tej głowie mogą się pojawić przedziwne obrazy. Postanowiłam, że jeśli już naprawdę chcę kupić prezent, to niechże on będzie praktyczny, a nie durnostojący na półce lub kurz zbierający w piwnicy.

Padło na konkubenta, bo miał urodziny. Nie umiem obmyślić prezentu dla mężczyzny, szczególnie, jeśli jest informatykiem, słucha muzyki, której ja nie słucham i pasjonuje się koleją, o której wiem tyle, ile mi potrzeba, żeby dojechać z miejsca a do miejsca b. Obce światy.

Poinformowałam go zatem, że nie wiem, co mogłabym mu podarować na urodziny, a chcę, mimo że kiedyś tam uznaliśmy, że nie będziemy sobie kupować prezentów, szczególnie z okazji, bez, owszem, czasami, może, coś przydatnego, coś, co i tak by się kupiło, ale na pewno nie dlatego, że akurat jest okazja, zwłaszcza sztucznie rozdmuchana przez marketingowców, patrz: walę w tynki. Nie rozumiem, jak można się przejmować tym niby świętem, przywleczonym skądś tam, wręczać sobie serduszka i słodkie misie.

Pamiętam jak byłam tak zwaną singielką (słowo też przywleczone, bo niby wstyd powiedzieć, że sama byłam, bez partnera) i kolega mnie dopytywał, ile dostałam walentynek. Jakby to było oczywiste, że się dostaje. I było mi jakoś nieprzyjemnie, że żadnej, zanim mnie zapytał, nie odczuwałam braku, a nagle poczułam się wybrakowana. Niczym po lekturze gazetki promocyjnej z hipermarketu.

Zatem obiecaliśmy sobie, że nie, ale nie dotrzymaliśmy obietnicy. Ustaliliśmy, że skoro solenizant nie ma porządnych butów, a buty jednak są potrzebne, nawet minimalistom, to kupię buty. A żeby była niespodzianka, buty kupię sama, sama wybiorę, sama zdecyduję, w których, że się tak wyrażę, będzie obdarowanemu do twarzy. No i kupiłam, nawet dwie pary, na różne okazje (praca, wycieczki do lasu). Jedne obcierają i drugie, niespodzianka, też obcierają.

Dlatego mówię, chrzanić niespodzianki.

Następnym razem tak, jak to robi babcia konkubenta, zabiorę go na zakupy, żeby sam sobie wybrał prezent.

Że mało spontanicznie?

Że zbyt praktycznie?

Ile nietrafionych prezentów-niespodzianek wylądowało w szufladzie? Ile z tych, które sama ofiarowałam znalazło się w koszu? Zwracanie do sklepu – niepotrzebna strata czasu. Grzebanie na półkach z myślą, spodoba się czy nie, przyda się czy wyrzuci, udawanie radości z niechcianego gadżetu – niepotrzebny stres.

Żadnych więcej niespodzianek, jeśli chodzi o prezenty. Jak kupować, to tylko to, co się przyda, co się spodoba i z czego się obdarowany naprawdę ucieszy.

W końcu temu służy prezent – nie radości obdarowującego, ale obdarowanego.

 

12 Responses to “Chrzanić niespodzianki”

  1. Natalia Says:

    “pasjonuje się koleją” – trochę jak Sheldon Cooper ;)

  2. mini Says:

    No, widać geniusze już tak mają:)

  3. Agnieszka Says:

    Swieta prawda, “chrzanic niespodzianki” na urodziny.

    Kiedy pojechalismy z moim Ksieciem z Bajki do NY, zabral mnie na musiacal, na Brodway.
    Kilka lat pozniej, postanowilam zrobic niespodzianke na urodziny, chcialam, zeby bylo to cos, czego dlugo sie nie zapomina.
    Padlo na premiere francuskiego musiaclu, Robin Hood, w jakiejs paryskiej sali – czyli cala organizacji : bilety do Paryza, bilety na przedstawienie, organizacja noclegu no i przy okazji krotki spacer po Paryzu, cala 4 osobowa rodzina, zeby te urodziny uczcic.
    No i co ? Ksiaze zbladl, kiedy zobaczyl tytul, pozniej nie odzywal sie do mnie przez 3 dni (skad mi przyszedl do glowy pomysl o musicalu ??), przedstawienie okazalo sie byc niezlym kniotem, za to teraz, po latach jeszcze sie z tego zajscia smiejemy :)

    Ale kiedys udalo mi sie (raz!) zrobic cos dobrze: byl kiedys w Lyonie cafe-theatre, gdzie dwie dziewczyny ulozyly scenariusz zlozny z gagow, a przed przedstawieniem, mozna bylo podszepnac imiona delikwenta, pardon, jubilata, jego przyjaciol i rodziny i pozniej cale przedstawienie nagle stawalo sie bardzo kustomizowane”, dowcipy sytuacyjne trafialy jeden na dwa w rzeczywistosc i wszyscy Ksiaze, zaproszni rodzice, przyjaciele i znajomi dobrze sie bawili. Pomysl zycia. Niestety, “jak czaru w bajce lub sztucznych ogni, mozna go uzyc tylko raz…” :)

  4. sowa_nie_sowa Says:

    Tak całkiem z tych niespodziankowych prezentów to bym nie rezygnowała, mają swój urok.
    Ale też lubię najbardziej te “podpowiedziane” wcześniej, a są to zwykle prezenty przydatne, ale zwykle z gatunku takich, co to samemu szkoda wydać na nie.
    Co do terminu “singielka”, od jakiego wieku takie miano się nosi, od ukończenia 18 lat, czy jak?

  5. mini Says:

    Agnieszko, ja bym się za Paryż nie obraziła, mimo Robin Hooda:) Ale rozumiem, że Książę jest Francuzem i dla Niego Paryż to taka trochę dla mnie Warszawa. A z tym spektaklem i odniesieniem do konkretnej osoby, to niezły pomysł, chociaż ja bym się akurat czuła chyba nieswojo. Sama nie wiem. Po prostu trzeba kogoś dobrze znać, albo wiedzieć, że coś tam akurat go ucieszy. Wg mnie wszystkie prezenty polegające na “doświadczeniach” (koncerty, wycieczki, spektakle) są lepsze niż prezenty-rzeczy.

  6. mini Says:

    Sowo, nie mam pojęcia od jakiego wieku:) Tak, jak nie wiem, od kiedy się zostaje starą panną, który to termin bawi mnie i jednocześnie nastraja nostalgicznie. Nie ma już starych panien, ech…:) Znam jednak osoby, które jeszcze tego terminu używają.
    Fakt, że niespodzianki mają swój urok. Ale czasami jest to urok obcierających butów:)

  7. Monika Says:

    Prezentem może być też czekolada, wafelek;)

  8. N. Says:

    Niespodzianki nie są takie złe, jeśli dobrze się kogoś zna, ale butów nigdy bym nikomu nie kupiła, bo wiadomo, że trzeba przymierzyć ;)

  9. Agata Says:

    Niematerialne niespodzianki urodzinowe lub innookazyjne (chociażby kino, teatr, opera) jak najbardziej na tak, ale tylko z kimś kto to lubi. Chociaż nie lubić wyjścia do teatru? Jak tak można :D w innym wypadku jak najbardziej zaciągnąć solenizanta do sklepu i pozostawić mu wybór. Może jest coś tak bardzo niepraktycznego, że sam nie chce tego kupić, ale bardzo tego pragnie?

  10. mini Says:

    Moniko, czekolada, wafelek albo owoc. Na urodziny dostałam od koleżanki ananasa obwiązanego wstążką. Bardzo miło to wspominam. W ogóle spożywcze prezenty są całkiem niezłe, o ile wiemy kto co lubi. Wiadomo, że się nie zmarnują:)

  11. mini Says:

    N. No trzeba przymierzyć:) Kilka razy się sprawdziło, więc myślałam, że i tym razem…

  12. mini Says:

    Agato, niematerialne niespodzianki mogą być różne, pewnie dla każdego coś by się znalazło. Już nie mówię, że teatr czy inna sztuka przez duże sz. Np. kiedyś podarowałam konkubentowi lekcje strzelania, bo lubi. Żaden psychopata, a tym bardziej myśliwy, żeby była jasność:)
    A następnym razem będę zaciągać do sklepu.

Leave a Reply

XHTML: You can use these tags: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>