Minimalizm

|

minimalny minimalizm i wolna powolność

Smutne

Luty 9th, 2016 at 1:12

Nie ma nic smutniejszego niż martwy blog.

Dobra, znowu przesadzam dla zwiększenia dramatyzmu. Nic nie umarło, uczę się intensywnie, a w przerwach choruję. Stąd stan zawieszenia.

To mnie zresztą “natchło” do banalnych, ale jakże ożywczych refleksji, że zdrowie najważniejsze i że nie warto się za bardzo przejmować tym, czym nie warto się przejmować.

Nie miałam prawdziwej grypy z dziesięć lat, nie szczepię się, chodzę, jak to mówi mój znajomy, rozchełstana (czy to się tak pisze?), kurtka rozpięta, czapki brak i zwykle bez rękawiczek, no chyba że już naprawdę jest zimno.

Ale to nie ten rok.

W pracy cyklicznie wszyscy padają na grypę, anginę, zapalenie oskrzeli, zależnie od tego, co kto przywlecze z domu, najczęściej od dzieci, i czym zarazi resztę. A ja nic. Sama na placu boju, mnie bakterie i wirusy jakoś nie lubią. Czasami infekcja na dwa dni siedzenia w domu, aż żal. By się chciało porządnie i długo wyleżeć i porozczulać nad sobą.

Natomiast w tym roku, gdy tylko wzięłam urlop, żeby się uczyć, kolejno – przeziębienie, grypa i zjawiska anginopodobne. Grypa porządna, nie byle co, ponad 39 stopni, co u mnie jest niezwykłe, łamanie i inne przyjemności. Zanim konkubent przybył po pracy z lekami widziałam już siebie po tamtej stronie (ten dramatyzm), wyobraziłam sobie całe swoje nędzne życie jako jedną, przewlekłą chorobę i swoją śmierć w bólu i samotności.

To jest jednak urocze, jak ktoś o końskim zdrowiu urządza taki cyrk we własnej głowie.

Wszelkie stereotypy, że to mężczyźni umierają przy pierwszym kichnięciu, a kobiety są twarde się zupełnie w naszym związku nie sprawdzają. Konkubent swego czasu stracił przytomność przy zapaleniu oskrzeli, a kiedy wpadłam w panikę, ocknięty powiedział: spokojnie, jeszcze nie umieram. Ja natomiast tak rzadko choruję, że jak już choruję, to z przytupem. Nie, żebym bawiła się we Freuda, którego jakoś do końca nie popieram, ale myślę, że to z tego, że choroba przypomina mi dzieciństwo. Mama się rozczulała, przynosiła herbatkę i ciasteczka, pozwalała na wszystko, bo dziecię chore. Potem całe życie człowiek potrzebuje takiej mamy.

Zatem, zdrowie najważniejsze. Tak mówią wszystkie ciocie – babcie i mają rację. Jak łamie w kościach i osłabienie, że nawet kotów nie ma siły nakarmić (ale karmiłam, żeby nie było), to jest raczej mało zabawne. Gruźlica z gorączką, rumieńcami, lekkim osłabieniem, ale bez cierpienia, to by może była do przyjęcia, ale grypa jest zdecydowanie do kitu i nie polecam.

No, to się wyżaliłam, trzeba z tego zdarzenia niecodziennego wycisnąć ile można, poproszę o wyrazy współczucia.

A druga refleksja, że nie warto się przejmować czym nie warto się przejmować, przyszła po rozmowie z koleżanką. Niektórzy ludzie lubią złe wieści. Ona lubi, a ja lubię ją, więc słucham. To trochę, jak brukowce, zwykle piszą o chorobach, morderstwach, nieszczęściach i wypadkach, gdybym pracowała w takim medium, to bym wpadła w ciężką depresję. Tak więc słucham, chociaż ostatnio mniej z nią rozmawiam, bo to jest jednak niemiłe uczucie, kiedy ktoś ci w jednej rozmowie opowiada o umierającej na nowotwór sąsiadce, zmarłym tragicznie w wypadku koledze i o tym, że na pewno nas zwolnią, bo milion powodów. Ogólnie – będzie gorzej, nie będzie lepiej. Czuję się wypluta po takiej rozmowie.

Koleżanka opowiedziała mi dwie historie osób, które mają, mówiąc oględnie, większe problemy niż mój egzamin, powiedzmy sobie szczerze – one mają prawdziwe problemy, a nie jakieś popierdółki. Nad jedną znęca się psychicznie mąż, a druga dostała udaru, kolejny miesiąc leży w szpitalu, a jest matką samotnie wychowującą niepełnosprawne dziecko.

Może nie powinnam o tym pisać, bo działam trochę, jak brukowiec.

Ale bardziej chodzi mi o wnioski, które z tego wyciągnęłam.

A mianowicie uznałam, tadam, że moje problemy, to nie są żadne problemy.

I że nie warto – powtórzę po raz trzeci – przejmować się tym, czym się nie warto przejmować.

 

 

6 Responses to “Smutne”

  1. Tina Says:

    Trochę się chcę nie zgodzić. Zdrowie nie jest najważniejsze. Najważniejsza jest jakość życia. Są zdrowi ludzie, którzy mają życie byle jakie. Są ludzie chorzy, którzy góry przenoszą. Jest im trudniej, ale często potrafią żyć lepiej i pełniej niż niejeden zdrowy.
    A grypy, oczywiście, nie zazdroszczę. Nie lubię chorować. Oj, nie lubię.

  2. Mirek Says:

    Współczuję choroby i złego samopoczucia :)
    To prawda, ludzie maja różne problemy. Nie do końca podzielam jednak opinię, że moje problemy (jeżeli nie jest to rak, śmierć bliskiego itp. wielkie cierpienie) są bez znaczenia – nie prawda, są istotne. Natomiast poczucie właściwych (wyśrodkowanych) proporcji, które to porównanie wprowadza to co innego.To właśnie jest potrzebne – odzyskanie właściwych proporcji oceny własnej doli (nie użalać się nad sobą, ale i nie bagatelizować)… tak sobie myślę… :)

  3. mini Says:

    Tina, w tym sensie masz rację. Właściwie w każdym sensie. Inne ujęcie tematu, dzięki:)

  4. mini Says:

    Mirku, dziękuję:) Nie chodziło mi o bagatelizowanie, ale o to, żeby się za bardzo nie wczuwać w sprawy, które które nie są aż tak ważne, jak nam się wydaje. Może o to, żeby umieć odróżniać co i w jakim stopniu jest warte naszej uwagi. Czyli, jak to ładnie ująłeś, zachować właściwe proporcje.

  5. Thoughts Blender Says:

    Cieszę się, że wróciłaś! A także – zgadzam się, że nie warto się przejmować tym czym nie warto się przejmować.
    Dotyczy to błahostek w życiu własnym.
    Ale także tragedii w życiu zupełnie nam obcych osób, dla których nic lub niewiele możemy zrobić. Powtórz to swojej koleżance.

  6. mini Says:

    Ja też się cieszę:) Powtórzę jej jakoś “naokoło”, może się pozytywniej ukierunkuje. Ale to jest chyba niereformowalne. Pozdrawiam

Leave a Reply

XHTML: You can use these tags: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>