Minimalizm

|

minimalny minimalizm i wolna powolność

Co mnie wkurza

Kwiecień 2nd, 2016 at 6:47

Jestem po ważnym dla mnie egzaminie. Dosłownie egzaminie, nie jest to żadna metafora, że egzamin z życia czy coś. Najtrudniejszy egzamin w mojej dotychczasowej “karierze naukowej”, stresujący i wyczerpujący.

Wszystkie ważne, ale jednak mniej ważne sprawy, odkładałam na “po”, każdy pewnie zna ten stan, jak to się już wszystko skończy, niech się skończy, czy to się kiedyś skończy, będę miała wreszcie czas dla siebie (a tamten był dla kogo?), zajmę się nareszcie tym, co mnie interesuje (czyli co? uczyłam się przez kilka lat tego, co mnie nie interesuje?), będę czytać, pisać, szaleć z kotami, obejrzę filmy, które zawsze chciałam, usprawnię stan ciała  (ćwiczenia, zdrowe odżywianie) i ducha (medytacja), wszystko się teraz ułoży w całość, która dotychczas leżała porozrzucana na stole życia mego (metafory zdecydowanie mi się psują), układanka będzie taka, jak ma być, obrazki ze Strażnicy albo z wydania Biblii dla dzieci, nie, wróć, taka ma nie być, ale wiadomo o co chodzi, że wszystko będzie na swoim miejscu, pasowało do siebie. I takim już pozostanie.

I co? I kolejny guzik. To wcale tak nie jest, że jak odpadł jeden ciężar, to się zrobiło lekko i mnóstwo czasu do wydania. Wcale tak nie jest. Doba się nie wydłużyła, a tak na nią liczyłam, miałyśmy umowę, a ona teraz mówi, że na nic takiego się ze mną nie umawiała. Że przedtem byłam w niedoczasie, w czasie ujemnym, ciągle mi brakowało minut, godzin, dni, a teraz “po prostu nie mam czasu”.

Zasada Pareta, slow life, uważność, minimalizm. Tak, słyszałam o tym. Gdzieś na końcu głowy coś mi ględzi, że robiąc mniej mogę zrobić więcej. Tylko, że nie wiem, jak to się robi.

Poproszę o przepis, jak ze składników: zadbać o dobrostan kotów (jak ktoś chciałby mieć kota, bo uważa, że kot jest czasowo i uczuciowo niewymagający, to niech nie ma kota; może żółwia? nie znam żółwi, mogę się mylić), przeczytać i obejrzeć to, co chcę przeczytać i obejrzeć, zresztą nie mówmy o luksusach, raczej starać się nie zapomnieć tego, czego się nauczyłam dotychczas, zadbać o ciało na tyle, żeby nie ciążyło na starość, posprzątać, pozmywać, umówić się (i pójść!) do lekarzy, urzędów i sądów, dotrzymać tego, co się naobiecywało i obiecać sobie, że się już nie będzie obiecywać i jeszcze kilku innych składników, o których teraz nie pamiętam, przygotować smaczne i zdrowe danie.

Jak ktoś teraz napisze, że ma trójkę dzieci, dwa domy, pięć etatów i doskonale to wszystko godzi, bo to kwestia organizacji, to proszę, niech nie pisze.

Jestem wystarczająco zmęczona.

12 Responses to “Co mnie wkurza”

  1. biegajacazwilkiem Says:

    och zdecydowanie zawsze tak jest.. wydaje sie że jeszcze tylko TO i bedzie łatwiej,wiecej.. ech

  2. Tina Says:

    Mam dwójkę dzieci, urlop wychowawczy i teoretycznie masę czasu.
    Nie pamiętam, kiedy nie miałam tony rzeczy do zrobienia.
    Jestem niesamowicie niezorganizowana, zawsze coś na mnie czeka. I do lekarzy też kiedyś się umówię i pójdę. Filmy obejrzę, książki przeczytam, zwiedzę całą Polskę i pół świata, a w międzyczasie będę regularnie publikować wpisy na blogach ;)

  3. Lili Says:

    mam recepte:
    1.kalendarz z podzialka na tygodnie. Wypisz wszystkie zadania do zrobienia. od czytania ksiazki po medytacje i pomysl co da sie delegowac co zrobic od razu a co przelozyc na pozniej.
    2. medytacja codziennie min. 15 minut by…. miec czas dla siebie i znalesc motywacje do odhaczania wszystkich tych zadan ;-)

  4. Amatorka Cooltury Says:

    Fragment z wydłużeniem doby niezmiernie mnie rozbawił ;-) To chyba lepiej niż zasmucił- bo wielokrotnie borykam się z podobnym problemem :-P

  5. Mirek Says:

    …a może tak…
    Za Leo Babautą, obserwować co się robi, jako to się robi i po co to się robi oraz czy rzeczywiście musi się to robić – to pierwszy etap; następnym etapem – to już ode mnie – zapisywać rzeczy i spraw do zrobienia i załatwienia. Myślę, że wtedy rzeczy zbędne i bezwartościowe po prostu odpadną, będzie więcej czasu :)

  6. Andzia Says:

    Hej Mini, samo sedno. Mam tak samo i chyba nic się na to nie poradzi, w praktyce chyba żadna nasza adoptowana filozofia nie znajdzie odpowiedzi na prozę życie. A może radość z rzeczy małych?

  7. mini Says:

    biegajacazwilkiem
    ale tak ma nie być:) nie chcę, żeby tak było, w końcu to powinno zależeć ode mnie, no nie? Ech…:)

  8. mini Says:

    Tino, dziękuję Ci, że jesteś niezorganizowana:) Gdybyś mi napisała, że masz dwójkę dzieci i wszystko poukładane… No właśnie, może to kwestia bycia zorganizowanym lub nie, a może brania zbyt wielu spraw i obowiązków na siebie? Jak się robi spokojnie, to zaczynam wymyślać. A później narzekam. Może ja to lubię? A propos zwiedzania – nawet Wwy jeszcze tak naprawdę nie poznałam.

  9. mini Says:

    Lili, dzięki za receptę. “Kupuję” punkt drugi. Tego mi potrzeba. A dopiero później te wszystkie podziałki. Może wówczas okażą się niepotrzebne? Delegować – moje ulubione słowo z poradników. Prawie zawsze się okazuje, że niczego się nie da delegować:) Chociaż ostatnio konkubent wypełnił za mnie pita. Sukces w zarządzaniu czasem.

  10. mini Says:

    Amatorko Coooltury – dziękuję za miłe słowa. Podoba mi się Twój blog, będę zaglądać.

  11. mini Says:

    Mirku,
    pierwszy etap przede wszystkim. Obserwować co, jak, po co i czy potrzebnie się robi. Zapisuję, zapisuję, to mi pozwala nie zapomnieć, ale nie powoduje, że jest mniej spraw. Ale obserwacja, owszem. To daje nadzieję, że w końcu jakoś się sprawy poukładają.

  12. mini Says:

    Andziu, mam nadzieję, że się jednak poradzi. Chociaż nie wiem do końca jak. Ale w komentarzach pojawiło się kilka dobrych rad. Również Twoja – radość z rzeczy małych, które zresztą nie są małe, ale o tym obie wiemy.

Leave a Reply

XHTML: You can use these tags: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>