Minimalizm

|

minimalny minimalizm i wolna powolność

Prowizorka

Maj 12th, 2016 at 22:23

Taka jedna piosenkarka powiedziała w wywiadzie, że kiedyś była perfekcjonistką, a teraz jest królową prowizorki. I że zamiast sprzątać woli się zdrzemnąć.

Niektórzy nabierają z wiekiem i przeżytym czasem tak zwanej mądrości życiowej. To jest zawsze miłe dla ucha i oka. Na przykład moje koleżanki z dzieciństwa, z którymi zdarzyło mi się odnowić relacje. Pamiętam, jak się kłóciłyśmy o pierdoły, jak byłyśmy dla siebie zwyczajnie wredne, a teraz spotykam mądre, dobre kobiety, z tzw. klasą.

I to jest krzepiące.

Piosenkarki osobiście nie znam, ale z jej słów wynika, że jest z tego gatunku.

Uczy się na błędach, analizuje, obserwuje, wyciąga wnioski.

Polubić prowizorkę, oswoić się z nią, zaakceptować, może nawet zaprzyjaźnić się?

W epoce perfekcjonistów, dających z siebie wszystko, w każdej dziedzinie życia. Idealni partnerzy, kochankowie, rodzice, doskonali pracownicy.

Nawet czas wolny mają ściśle i pożytecznie zapełniony pouczającymi rozrywkami, o których można opowiedzieć znajomym i powrzucać zdjęcia do Internetu.

W sobotę byliśmy na wystawie kotów rasowych, w galerii sztuki nowoczesnej i na kursie lepienia pierogów, a w niedzielę przejechaliśmy rowerem z Gdańska do Katowic i jeszcze się załapaliśmy na pokaz sztucznych ogni. I nie, wcale nie jesteśmy zmęczeni, rzucamy się od poniedziałku w wir pasjonującej, nikomu niepotrzebnej pracy.

Kto się przyzna, że od piątku do niedzieli przewalał się z boku na plecy oglądając jednym okiem serial “Singielka” (żadne tam House of cards czy Gra o tron), drugim przeglądając prasę z zeszłego tygodnia, popijając piwo i jęcząc w duchu na myśl o poniedziałkowym poranku?

Że nie dał z siebie wszystkiego, ba, nie dał z siebie niczego, był całkowicie zbędny, niepotrzebny światu, bezproduktywny, prowizoryczny?

Że leżał bezczynnie gapiąc się w pustkę przed sobą, ze świadomością, że jego “słodkie nicnierobienie” wcale nie jest słodkie?

Zaakceptować prowizorkę.

Zgodzić się na nieperfekcyjność, czasem nawet bylejakość.

Popełniać gafy, mówić bzdury, być nie na miejscu, nie umieć się zachować, nie chcieć umieć się zachować, nie starać się, nie oczekiwać, nie wypaść dobrze, ośmieszyć się, odczepić się. Od siebie.

Tak mi dopomóż, o boska Prowizorko, pocieszycielko perfekcjonistów, frustratów i zestresowanych.

 

15 Responses to “Prowizorka”

  1. Tina Says:

    Ha! Dodaj do tego jeszcze perfekcyjne mamy. Takie, które codziennie wieczorem przygotowują zajęcia tematyczne na następny dzień i od rana edukują swoje dzieci, stosując metody Montessori, Domana i inne takie. Perfekcjonizm od A do Z. A dzień nudy dla takiej mamy, to parogodzinna wycieczka na plac zabaw.
    A w nocy nie śpią i sprzątają. Bo przecież wszystko musi wyglądać idealnie.
    Kiedy czytam książkę i każę dziecku zająć się sobą, to chyba powinnam mieć największe możliwe kompleksy. Zwykle nie mam.
    Ale jak patrzę na podłogę w kuchni, na której znowu wylądowała zupa, plasterek pomidora i tona okruszków, to już zaczynam zazdrościć tym perfekcjonistkom. U nich pewnie mieszkanie nie wygląda, jakby 5 minut wcześniej przeszło tornado…

    Hej Tino. Znam takie mamy, może nie aż perfekcyjne, ale przesadne. Dziecko kilkuletnie ma więcej zajęć niż dorosły. Tak sobie myślę i nie jest to tylko moje zdanie, że dziecko się powinno czasami ponudzić, bo to jest, wbrew pozorom, twórcze. W mieszkaniu się żyje, a im więcej stworzeń ludzkich i zwierzęcych, tym większy rozgardiasz. No i może dobrze. W końcu nie żyjemy w serialu (tam zwykle mieszkania wyglądają, jakby nikt w nich nie mieszkał).

  2. ola Says:

    Amen lub tak mi dopomoz bogini :)
    Tak jest:)

  3. Tofalaria Says:

    O, ja często nic nie robię. W weekendy uprawiam nudyzm na wsi albo palę ogniska (w zależności od pogody).
    A w domu luzuję z wpojonym mi (niestety) przez mamę perfekcjonizmem. A luzuję, bo mam w domu perfekcjonistę większego ode mnie – musi być jakaś równowaga. ;)

    Nudyzm:) Dwóch perfekcjonistów pod jednym dachem? Jak się żyje? Pewnie lepiej, niż gdyby jedno było zupełnie wyluzowane, a drugie skrajnie perfekcyjne. Wtedy obie strony się męczą.

  4. willmith Says:

    tak sobie myślę, że chyba nie znam takich ludzi (albo po prostu nie mam takich znajomych), którzy ciągle na wysokich obrotach dają z siebie wszystko, zawsze i wszędzie i są na sto procent. To chyba musi być pokrzepiające(ale i męczące), takie angażowanie się i czynne uczestnictwo w życiu, pewnie nawet daje to poczucie jakiegoś tam spełnienia. A z drugiej strony, jeśli daje się ponieść “prowizorce” to ciągle mam wrażenie, że jestem taka useless i zatracam się i życie mi przecieka. A przecież jest tyle do zrobienia.

    Tak naprawdę ja też nie znam, chyba byłoby to niemożliwe. Groziłoby zawałem albo załamaniem nerwowym. Ale znam takich, którzy na wielu, że tak powiem, polach starają się dawać z siebie wszystko. Z jednej strony ich podziwiam, z drugiej – tacy ludzie są czasami, po prostu, męczący. Nie mogą też zrozumieć, że nie każdy ma taką potrzebę, żeby być perfekcjonistą. W sumie, też mi się czasami wydaje, że daje to poczucie spełnienia, ale czasami też myślę, że to jest neurotyczne i wynika z potrzeby zapełnienia jakiejś pustki, z jakiejś wewnętrznej walki. Perfekcjoniści raczej nie wydają się szczęśliwi, tylko wiecznie spięci.

  5. Basia Says:

    Ech, do tego trzeba dorosnąć. Tydzień mam zapchany po kokardę, a na niedzielę wielkie plany: umyję, sprzątnę, poukładam. Czasem wychodzi, bo się chce, a czasem nie wychodzi, bo się nie chce. I zawsze jestem wygrana, bo albo coś konstruktywnego zrobiłam, albo sobie porządnie pobarłożyłam (na ekranie serial “Teoria wielkiego podrywu”, okropny tytuł). I już mi wisi, co kto o mnie myśli. Kiedyś na wernisażu zapytałam -wydawało mi się, że szeptem- czy już można siorbać wino. Takiego entuzjazmu, jak wtedy, nie wywołam już nigdy. Gafa jak cholera, ale fajnie wyszło. Lubić siebie i nie robić afery, to chyba dość

    Zgadzam się, że do tego trzeba dorosnąć. Bardzo mi się podoba ten tekst z wernisażu, może i gafa, ale zabawna. Zawsze lubiłam ludzi bezpretensjonalnych i bezpośrednich, a sądząc z reakcji widowni na wernisażu, widać, że nie tylko ja. Lubić siebie, dać sobie i innym spokój, nie robić afery. To bardzo dużo. Gdybyśmy wszyscy postępowali w ten sposób nie byłoby wojen. I świat byłby dużo przyjemniejszym miejscem.

  6. Amatorka Cooltury Says:

    Każda prowizorka jest dobra pod warunkiem, że nie trwa permanentnie :P

    No, może nie każda i nie zawsze. Jak wszystkie skrajności.

  7. Thoughts Blender Says:

    Lubię prowizorkę od czasu do czasu. Ale czasem po prostu muszę żyć bardziej, by tę prowizorkę w sobie docenić.
    Ja właściwie też:).

  8. sowa_nie_sowa Says:

    Jak zwykle Mini w sedno:)
    A perfekcjonizm nie może dać poczucia spełnienia, bo w nim nie ma końca. Moim zdaniem, żeby się poczuć spełnionym trzeba umieć sobie powiedzieć: to jest dobre takie jakie jest.
    Może się mylę i znacie spełnionych i zadowolonych ze swoich działań perfekcjonistów, ja nie. Zawsze przecież coś można zrobić lepiej, czyż nie?
    Problem chyba polega w naszym świecie na tym, że i perfekcjonizm i posiadanie tzw. ambicji są w cenie i trzeba mieć dużo w sobie siły i mądrości, żeby żyć wg swoich zasad i nie dać się wpuszczać w ten kanał.
    A z tym winem, to chyba klasyka i to w przełożeniu na wiele takich oficjalnych sytuacji, większość o tym myśli, mało kto ma odwagę powiedzieć;)
    Pozdrawiam:)
    To prawda. W perfekcjonizmie nie ma końca. Można to czasami, w niektórych dziedzinach, potraktować jako wyzwanie, sposób na życie, takie dążenie do doskonałości, czemu nie? Ale nie zawsze, nie wszędzie i nie za wszelką cenę. Bez napinania się. I żeby to nie prowadziło do sytuacji, kiedy nie możesz niczego zakończyć, bo wciąż nie jest dość dobre. No właśnie – chyba nie ma spełnionych perfekcjonistów. Perfekcjonizm i spełnienie chyba się wykluczają.

  9. Andzia Says:

    A jak w wieku lat czterdziestych chciałam zostać perfekcyjną panią domu, to mi moja perfekcyjnie porządna kuzynka powiedziała, że w życiu nie ma się co napinać. Świętość w tych słowach.

    Twój blog jest świetny, coś jak deser w niedzielne popołudnie.

    A Mini, skąd ja mam wiedzieć, kiedy coć napiszesz? Nie mogę się zalogować po zawiadomienia na maila, czy coś w tym stylu, bo mi Firefox nie daje.

    Dzięki, deser w niedzielne popołudnie to bardzo miłe porównanie.Chociaż jeszcze bardziej lubię sobotnie popołudnia, a najbardziej piątkowe. Są takie obiecujące. Szczerze, to nie wiem jak to zrobić, żebyś miała powiadomienia, widziałam, że ktoś ma na swoim blogu linka do mojego i jak się pojawia coś nowego, to widać. Może ktoś coś podpowie?
    Nie ma się w życiu co napinać, prawda to. Zwłaszcza w takiej dziedzinie, jak bycie “panią domu”. Święte słowa:).

  10. jan Says:

    Z prawej na Twojej głównej jest kanał RSS, jak go kliknę w Firefoxie to się pojawia podpowiedź że można go dodać do zakładek. Można też zainstalować specjalny program do obsługi RSSów.
    O, dzięki za info. Ja to widzę inaczej u siebie.

  11. Mirek Says:

    Perfekcjonizm nie jest taki zły, trzeba go polubić i jednocześnie się do niego zdystansować. To tylko objaw neurozy – tak powszechnej przecież – i/lub postawa cechująca określony typ osobowości.
    Ładne mi tylko:)

  12. Andzia Says:

    Dzięki Jan xx

  13. Blue Says:

    Dziękuję za całość, chyba coś do mnie dotarło.
    To ja dziękuję, bardzo tajemniczo, ale i zachęcająco (do dalszego pisania:)

  14. Mirek Says:

    Mini, oczywiście trochę lekce sobie ważę perfekcjonizm jako taki, nie neurozę. Nerwica to poważna sprawa.
    Wiem, wiem, w końcu nie pierwszy raz rozmawiamy:) I chyba Ty wiesz, że ja wiem.

  15. Mirek Says:

    … w sumie… wiem – Mini :)

Leave a Reply

XHTML: You can use these tags: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>