Minimalizm

|

minimalny minimalizm i wolna powolność

Podróże – potok myśli

Czerwiec 2nd, 2016 at 20:06

Byłam w podróży.  Przeczytałam felieton Szczygła w Dużym Formacie w GW, co czwartek kupuję GW, przede wszystkim ze względu na jolkę, ale też i na cały DF – zawsze czytam felietony Szczygła i Vargi, zwykle też, a właściwie ostatnio zawsze, Orlińskiego. To są takie lektury, po których się myśli, albo się zauważa coś, czego się wcześniej nie zauważało, chociaż było przed nosem i się to czuło, albo też się nie wiedziało, że tak się zdarza i się nagle otwiera jakaś nowa przestrzeń.

Jak człowiek jest trochę zblazowany, a ja bywam, co mnie irytuje i smuci, ale na co niewiele mogę poradzić, to takie ożywcze słowa krzepią. Zresztą, mnie przede wszystkim słowa krzepią.

A nie świat zewnętrzny.

Ja wcale nie lubię jakoś bardzo wyjeżdżać.

Ostatnio byłam służbowo w Sofii, to miasto było dla mnie przypadkowe, bo w ogóle się tam nie wybierałam, podobnie jak kiedyś do Wiednia, do którego też trafiłam przypadkowo. I to było trochę ekscytujące. Okazało się, niewiele widziałam, ale co widziałam, to widziałam, że Sofia jest piękna, przepiękna, otoczona górami, egzotyczna i swojska zarazem, dobrze się tam poczułam, co mi się rzadko przydarza u obcych, było mi tam u siebie.

Jeśli już latam, a ostatnio dużo rzadziej, bo to jednak zanieczyszcza bardzo środowisko, co mnie, mimo całej blazy, jakoś obchodzi, a do tego nie lubię, jak mnie prześwietlają wzdłuż i wszerz, to latam z kimś, pierwszy raz od początku do końca leciałam sama za granicę, sama sobie radziłam, sama dotarłam i sama wróciłam.

Trochę jestem z siebie dumna.

Może nie pisałam o tym wcześniej, ale mam pewien defekt mózgu, który przejawia się tym, że błądzę. Nie, że w przenośni, to akurat jak większość, ale dosłownie.

Nie daj szatanie, żebym wybrała skróty, już nie trafię z powrotem.

Kiedyś mnie to nawet bawiło, ale teraz mnie nie bawi, bo raz, że czytałam, że to wróży Alzheimera, a dwa, że to jest tak naprawdę irytujące, jak się wie, że miejsce docelowe jest tuż obok, hotel za następną górką, tylko że za nic w świecie nie wiadomo, jak tam dotrzeć, a kraj obcy i ciemność zapada.

Nie jest to fajne.

Zawsze pytam taksówkarzy, bo oni są tymi, którzy wiedzą, szamani ulicy, ale mnie to wkurza.

To już jest legenda, jak mi kiedyś kolega przez telefon podpowiedział, żebym szła na północ, konkubent do dziś się naigrawa i mówi, kiedy dzwonię, że co prawda niby wiem, że jestem blisko, ale jednak nie wiem gdzie – “to idź na północ”.

No i, wracając, wcale nie lubię za bardzo podróży. Jestem domatorką, mam agorafobię troszeczkę i najbardziej mnie cieszy, gdy mogę w czas wolny zalec na łóżku z książką i kotami, a konkubent obok informatyzuje albo czyta gazety.

W podróżach najbardziej lubię to, że się z nich wraca, się bierze prysznic we własnej łazience i się kładzie do własnego łóżka i głaszcze koty, nie powiem, że własne, bo to koty, bierze książkę, albo się zasypia.

Nie dobraliśmy się z konkubentem pod tym względem, bo on lubi podróże, ale może właśnie dobraliśmy, bo gdyby nie on, to bym się w ogóle z domu nie ruszyła.

Tak to ze mną jest.

I teraz siedzę w Wwie, chodzę do pracy, wracam do kotów i jest mi dobrze.

4 Responses to “Podróże – potok myśli”

  1. Amatorka Cooltury Says:

    Wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej..:-)
    Wychodzi na to, że i owszem:)

  2. Basia Says:

    Jakbym o sobie czytała. Wchodzę do sklepu, wychodzę i dziarsko ruszam dalej, czyli tam, skąd przyszłam.. W wiedeńskim metrze nie miałam pojęcia, co to za stacja (a co im szkodzi dać na planie kropkę “tu jesteś” jak w Krakowie? Już wiem, jakie miasto jest stolicą Galicji i dlaczego). Mogę wyjechać, ale na dzień, dwa. Odpoczywa się w domu, w swojej pościeli, w swoich kotach, zapachach, kwiatach, chwastach i kubkach do kawy. I dobrze mieć kogoś, kto za fraki z chałupy wyciągnie, potem się człowiek cieszy, że coś zobaczył i szczęśliwie do dom wrócił. Gdzie jednak najlepiej, bo koty, psy i w ogóle
    No, ja mam taki patent, że wchodząc do sklepu mówię sobie: jak będziesz wychodzić, to w prawo. Jeśli pamiętam, jest dobrze, jeśli nie, to mogę się dopiero po kilku minutach zorientować, że chyba już tutaj dzisiaj byłam:). Tak, najlepsze są takie plany na skwerkach różnych miast, gdzie pokazują jak dojść, tylko nie pokazują gdzie się człowiek akurat znajduje. Pozdrawiam Siostrę w dezorientacji:)

  3. Paweł Says:

    Drogie siostry w dezorientacji, mam tak jak wy, a jestem facetem. Też potrafię wyjść z budynku i pójść w złotym kierunku albo stać i się zastanawiać gdzie ja w ogóle jestem. Na szczęście mam dziewczynę, która się nieźle orientuje w terenie
    Zorientowany partner/partnerka są na wagę złota. Sama dzwonię często do mojego i pytam gdzie jestem i w którą mam iść, a on, po standardowym “idź na północ” (haha, bardzo śmieszne), wskazuje mi właściwą drogę, że się tak górnolotnie wyrażę. Podobno Marek Kotański też należał do zdezorientowanych, nawet do własnego mieszkania nie mógł trafić (to już wyższy poziom:). Zatem nie jest to kwestia płci. Pozdrawiam Brata w dezorientacji.

  4. Pola - Odpoczywalnia Says:

    Ja, gdy idę piechotą, orientuję się, i nawet jak trochę zabłądzę, to umiem się odnaleźć. Gorzej przy jeździe samochodem, wtedy orientację w przestrzeni tracę totalnie, co powoduje dodatkowy stres, że zaraz na pewno wyrzucie mnie gdzieś na autostradę czy coś, i nie będe miała jak zawrócić… Nie lubię.
    A w podróży, w sensie wakacyjnej podróży, to nawet lubię trochę pobłądzić:)

    Pewnie, że jak się ma dużo czasu, to można pobłądzić, byle nie późnym wieczorem, w niezbyt przyjemnej okolicy. Samochodu nie używam i chyba dobrze, tak sobie teraz pomyślałam. Pewnie dotarcie gdziekolwiek samochodem, z moim defektem, trwałoby dłużej niż transportem publicznym.

Leave a Reply

XHTML: You can use these tags: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>