Minimalizm

|

minimalny minimalizm i wolna powolność

Historia

Sierpień 12th, 2016 at 18:38

Byłam w dyskoncie. Za często tam chodzę, nabijam kabzę sieciówce, co mnie nie cieszy, nie z zawiści, ale ze złości na agresywne rozmnażanie. Wszystko, co się agresywnie rozmnaża mnie przeraża. Kojarzy mi się nie z życiem, ale wręcz przeciwnie, zachłanne sieci namnażające się po świecie i pochłaniające mniejszych i słabszych.

A ja im w tym pomagam, bo widzę różnicę na paragonie i mi żal zapłacić więcej za to, co mogę dostać za mniej. Chociaż ostatecznie kupuję więcej (no, bo mogę) i ostatecznie, być może, cenowo wychodzi na jedno. Ale tylko cenowo, bo, jak to mówił pewien ekonomista, w życiu nie ma darmowych obiadów.  Zatem za moje “mniej”, gdzieś ktoś płaci więcej. Czasem, wysiłkiem, niższą płacą, gorszymi warunkami pracy. Sama nie wiem, co bym zrobiła prowadząc biznes i widząc, jak konkurencja mnie wypycha z rynku, przenosząc produkcję do Bangladeszu, czy Indonezji, płacąc ludziom grosze, wykorzystując pracę dzieci, zmuszając ludzi do wysiłku ponad możliwości i w niebezpiecznych warunkach.

Jedynie klient może to powstrzymać, głosując portfelem.

Ale ja kupuję. Zresztą nie do końca nawet wiem, czy ten dyskont stosuje takie chwyty, co jeszcze gorzej o mnie świadczy, bo jako osoba wykształcona, powinnam kupować świadomie. Nawet czytam sporo o świadomym kupowaniu, ale, jak widać, zachłanność jest silniejsza.

Durna ja.

Hipokrytka.

No nic, się wyspowiadałam, a teraz historyjka.

Otóż, wracając, jestem w dyskoncie. Zatrzymuję się przy regale z mydłem i powidłem, w tym z książkami, niektóre tytuły są nawet kuszące, chociaż ceny zwykle nie dyskontowe, i materiałami biurowymi. I widzę kobietę, taką, o której się mówi, że sterana życiem. A z nią chłopca, lat na oko 6, mówiącego dziwnym językiem, wydaje mi się, że to może chorwacki.

Chłopiec jest chudziutki, a prawe oko mu ucieka całkiem w bok.

Mówi do kobiety mamo, a ona wygląda bardziej na jego babcię.

Chłopiec biega po sklepie, a kobieta podpytuje inne kobiety: a nie wie pani, ile to kosztuje? a to? nie wie pani?

Chłopiec podchodzi do mnie i wrzuca mi do koszyka pudełka z kredkami. Kilka pudełek. Nie mówi po chorwacku, ale po polsku, tylko, że bardzo niewyraźnie, tylko trochę rozumiem. Widzi w moim koszyku karmę dla kotów i krzyczy: o, pani ma kotka?! I coś jeszcze, z czego rozumiem, że on też ma, ale pluszowego. Na co jego mama podnosi głowę znad kosza z zeszytami i mówi: no, ale prawdziwego też masz. Chłopiec pyta: a pani jest dziewczynką? I nie czekając na odpowiedź wrzuca mi do koszyka piórnik z księżniczką.

Matka podchodzi do mnie, nachyla się i cicho pyta: nie ma pani dwóch złotych, bo mi zabrakło?

Daję jej 20 złotych i czekam, czy się nie obrazi.

Ale ja chciałam 2 złote, nie 20 – krzyczy kobieta.

Proszę wziąć – mówię. I wtedy ona się uśmiecha. Bardzo ładnie. Wygląda dużo młodziej i zdrowiej z takim uśmiechem.

Szybko uciekam, bo sytuacja jest dla mnie krępująca. Myślę, że mogłam jej dać więcej.

Myślę też, jak to dobrze, że czasami się dostaje taką małą chwilę, taką okazyjkę, żeby coś dla kogoś zrobić.

Niewiele, ale przynajmniej tyle, że się uśmiechnie.

I ja też się uśmiecham w środku, bo się czuję mniej bezsilna.

To dlatego Mini, mówię sobie, że zwolniłaś. Dlatego ta kobieta odważyła się poprosić. Bo zwykle to się spieszysz i zostawiasz za sobą wszystkie “nie tak”. Nie zauważasz.

Ale czasem się zatrzymasz i wtedy się zdarzają historie.

4 Responses to “Historia”

  1. karolina.ja Says:

    Te zatrzymanie jest kluczem. Zauważyłam u siebie, że jeśli jestem w biegu, czymś zaaferowana to moim odruchem jest powiedzenie “nie” (a potem nieraz widzę, że mogłam i nawet powinnam była dać, ale już jest za późno). Jeśli ktoś mnie prosi, kiedy mam czas to zazwyczaj mam o wiele bardziej ludzkie reakcje.
    Mam tak samo. Może powolność jest bardziej ludzka, po prostu? Myślę, że tak jest. Powolność jest bliższa naturze, pośpiech, to wymysł nowych czasów. Chociaż nie można powiedzieć, że kiedyś ludzie byli lepsi.

  2. Paweł Says:

    Wszędzie się piętnuje pracę dzieci. Tylko czy te dzieci wolałyby nie pracować? Czy ich rodziców na to stać? Nawet jeśli to one może chcą mieć własne pieniądze? Ja chciałem i pracowałem. Ciężko, na czarno, za niską stawkę, ale i tak byłem zadowolony i do dziś nie żałuję ani nie czuję się wykorzystany.
    Uważam, że dobrze jest pracować, również w młodym wieku. Ale to dziecko było za młode na pracę, takie jakieś chore, zabiedzone, wydaje mi się, że lekko upośledzone. Myślę, że to nie jest tak, że się wszędzie piętnuje pracę dzieci. Chodzi o cały szereg czynników – jeśli to jest praca ponad siły dziecka, wykonywana stale, kosztem szkoły, w niezdrowych warunkach, za głodową stawkę, przez bardzo małe dzieci, to ja jestem przeciwna takiej pracy.

  3. Mirek Says:

    Chylę czoła przed Twoim “zatrzymaniem się”, świadomością i wrażliwością – taką zwyczajną :)
    Dziękuję:)

  4. Amatorka Cooltury Says:

    A ja nieufna i doświadczona życiem nie dałabym jej pieniędzy tylko..coś kupiła lub zapłaciła za jej zakupy w kasie :-P

Leave a Reply

XHTML: You can use these tags: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>