Minimalizm

|

minimalny minimalizm i wolna powolność

Oto człowiek

Wrzesień 8th, 2016 at 21:04

Mój wujek zbierał na malucha. To był taki samochód, co chyba miał być fiatem, ale został FSO, nieważne, taki lepszy trabant, w każdym razie nic ciekawego, ciasne, wiem, bo jechałam kiedyś, jako dziecko, maluchem mojego wujka, w dłuższą trasę, nie pamiętam tego, ale tata mówi, że podobno wysiadłam płaczliwa i stwierdziłam, że nie będę więcej czymś takim jeździć.

Proszę, jaki człowiek był wymagający od, nomen omen, malucha.

Chyba wówczas nie byłam minimalistką, tylko szczerym, wrednym bachorem, który nie chciał jeździć tym, co go przyprawiało o ból wszystkich kości.

No i ten wujek, wracając do tematu, mój tzw. chrzestny zresztą, brat mojej Mamy zresztą, zbierał na malucha i nie wiem, co się stało, ale coś się załamało, może na giełdzie złoto poszło w górę, a liry w dół, w każdym razie się okazało, że za to, co wujek zbierał przez kilka lat można sobie, co najwyżej, kupić wycieraczki do malucha.

I mój wujek wtedy dostał zawału.

Niby nie ma się czemu dziwić. Nie chodzi o kwotę i o towar, ale że zbierasz, oczekujesz, nastawiasz się i masz nadzieję. Tak myślę. Że bardziej chodzi o to. Wujek dostał zawału, ale przeżył, co więcej pięknie schudł, nie ironizuję, ale dobrze się z tego podniósł.

Później założył jakiś biznes, sklepy, te sprawy, razem ze swoim synem jedynakiem i chyba nieźle się im powodziło, i pewnie jeździli lepszymi furami niż maluch, o co zresztą nietrudno, tak się domyślam, bo nie interesowałam się tą sprawą. Czymś jeździli po towar i nie był to maluch, trabant, ani syrenka.
I tak sobie żyli, chyba dobrze, wiele lat. I zawał się zabliźnił.

A teraz mój kuzyn, syn tego wujka, zmarł. O czym pisałam. Może to chłodno zabrzmiało, ale jak miało zabrzmieć, skoro widziałam Roberta kilka razy w życiu. I mnie to niby mało obeszło, chociaż dużo o tym myślę. I o moim chrzestnym, który dostał zawału z powodu malucha.

I to nie jest tak, że jakoś na chłodno sobie analizuję, że w ogóle mu nie współczuję, chociaż, kiedy zmarła moja Mama, a jego siostra, a on jest moim chrzestnym, co dla mnie nic nie znaczy, bo nie chodzę do kościoła, ale dla niego chyba znaczy, bo chodzi i się zdecydował zostać moim chrzestnym, to nie interesował się za bardzo moim samopoczuciem, a chyba od tego są chrzestni, jak dobrze pamiętam z KK, że jak rodzice umierają, to mają się starać, choć trochę, ich zastąpić.

Jestem jakoś przerażona, w głębi siebie, bo na zewnątrz się tym nie zajmuję.

Jestem przerażona, jak ten mój wujek sobie radzi.

I rozmyślam.

I sobie dzisiaj uświadomiłam, jakie to było absurdalne, z tym maluchem i ze wszystkim podobnym.

Że zostało sto złotych na koncie, ale ogólnie jest z czego żyć, a za chwilę wypłata. Że się chciało pojechać na Malediwy, a wyszły Mazury. Że miała być sukienka siaka i torebka owaka, a wyszła tańsza, może brzydsza, albo w ogóle bez torebki i sukienki.

Nie mam samochodu, zresztą, bo akurat nie chcę, mieszkanie na kredyt, zarobki takie, że można w miarę dobrze żyć, coś odłożyć, ale bez luksusów, cokolwiek to znaczy.

Mam kilka najbliższych osób, które kocham.

Nie mam wniosków z tych przemyśleń, jest jak jest i jest dobrze.

Leave a Reply

XHTML: You can use these tags: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>