Minimalizm

|

minimalny minimalizm i wolna powolność

Wszyscy żyjemy na kredyt

Wrzesień 17th, 2016 at 15:22

Tak, właśnie wszyscy, nawet, jeśli ktoś banki omija z daleka. Zużywamy więcej zasobów Ziemi, niż ona jest w stanie odtworzyć. Tak to mniej więcej, w uproszczeniu, można opisać.

Nie jestem specjalistką w tej materii, dlatego popełniam wiele błędów i ciągle mnie coś zaskakuje, co, być może, dla innych, jest oczywiste.

Na przykład bardzo ograniczam używanie torebek foliowych, noszę zawsze bawełnianą torbę, do której pakuję to wszystko, co zapakować można. Nawet większość owoców, czy warzyw w sklepie kładę na wagę przy kasie bez torby.

Dumna jestem z siebie, że hej.

Tylko, że, jak sobie doczytuję w internecie, na bawełnę przypada 25 proc. światowego zużycia środków owadobójczych oraz do 10 proc. nawozów sztucznych, a do wytworzenia jednej bawełnianej koszulki potrzeba 2700 litrów wody, czyli na torbę trochę mniej.

Niby kiedyś coś tam czytałam, coś mi się o uszy obiło, niby wiedziałam, że dużo wody, dużo pestycydów, ale widocznie w końcu trafiłam na tę informację w odpowiednim czasie i miejscu, tak, że nie tylko wiem, ale sobie to uświadomiłam.

A ja nie mam jednej torby tylko kilka. W tym ze trzy, które dostałam w ramach promocji tzw. funduszy unijnych (to zresztą osobny temat – jak bezsensownie czasami wydawane są środki unijne na cele informacyjno-promocyjne), jakaś tam kupiona na wyjeździe, bo zapomniałam zabrać z domu, jakaś inna kupiona w Warszawie, bo “taka ładna i przyda się na zapas”.

Przyjemniej mi się żyło bez tej wiedzy.

Ale stało się, mleko, jak to mówią, rozlane, wiem i nie wyczyszczę sobie pamięci, nawet, gdybym mogła, bo jednak wolę mieć świadomość, nawet tę nieprzyjemną.

Dotychczas wydawało mi się, że żyję w miarę ekologicznie – mam małe mieszkanie (głównie dlatego, że nie stać mnie na większe, ale jednak), nie mam samochodu i nigdy nie czułam potrzeby, żeby go mieć (no dobra, czasami, przy wyjazdach i przeprowadzkach; a tak na marginesie – przy produkcji jednego samochodu zużywa się 379 000 litrów wody), jestem wegetarianką, oszczędzam wodę, segreguję śmieci. I ciągle widzę, że to niewiele, że zaliczam “wpadkę za wpadką”, a Ziemia, jak sądzę, ma w nosie moje dobre chęci.

Staram się kupować tylko to, co naprawdę potrzebne, ale wciąż mi nie do końca wychodzi.

Ostatnio na przykład kupiłam sobie kubek, konkubent zapytał: po co ci kolejny kubek, skoro masz już kilka, na co mogłam odpowiedzieć tylko tyle, że jest ładny, tani i czerwony. Zupełnie nieminimalistycznie i kompletnie bez sensu.

Cały czas się potykam w tym moich próbach minimalnego i powolnego życia.

Ale ciągle próbuję.

Jak mawia moja koleżanka, tu potrzebna jest edukacja, edukacja i jeszcze raz edukacja.

I jak śpiewał Kazik – możesz robić co chcesz, miej świadomość.

Bo tak to chyba jest, że kiedy masz świadomość, czyli nie tylko wiedzę, ale i zrozumienie i wewnętrzne przekonanie, bo to chyba razem tworzy świadomość, wtedy działasz jak trzeba.

Zatem edukuję się i poszerzam swoją świadomość.

Się staram.

Jeśli inni robią tak samo, a myślę, że coraz więcej takich innych, to może uda się tę naszą, całkiem ładną planetę, trochę odciążyć od naszej ludzkiej, jakże upierdliwej, obecności.

Poniżej słowa astronautów opisujących Ziemię widzianą z Kosmosu, które znalazłam na stronie ziemianarozdrozu.pl.

“Ziemia była mała, jasnoniebieska i tak uderzająco samotna – nasz dom, który musimy chronić jak najświętszą relikwię”. Aleksiej Leonow, ZSRR

“Podczas ośmiu dni spędzonych w kosmosie uświadomiłem sobie, że ludzkość potrzebuje spojrzeć na Ziemię z oddali, aby lepiej ją poznać i zobaczyć to, czego nie widać z bliska. Nie tylko aby zachwycać się jej pięknem, ale aby upewnić się, że jej nie skrzywdzimy”. Pham Tuan, Wietnam

„Już zanim poleciałem w kosmos byłem świadomy, jak mała i delikatna jest nasza planeta. Jednak dopiero, kiedy ją ujrzałem z orbity, jak jest w swoim niezmierzonym pięknie i jak delikatna, zrozumiałem, że najpilniejszym zadaniem ludzkości jest ją chronić i zachować dla przyszłych pokoleń.” Siegmund Jähn, Niemcy

“Teraz już wiem, czemu znalazłem się na orbicie Księżyca. Nie po to, aby spojrzeć na niego z bliska. Ale po to, aby spojrzeć z daleka na nasz dom – Ziemię”. Alfred Worden

 

 

6 Responses to “Wszyscy żyjemy na kredyt”

  1. Anna Says:

    Ja też się staram. I też mi czasem (a może i często…) coś nie wyjdzie… Oprócz tego, co opisałaś (poza wegetarianizmem, bo czasem jem mięso i noszę skórzane buty, które są chyba bardziej eko niż z eko skóry, bo dłużej wytrzymują, więc nie muszę co sezon kupować nowych) wspieram projekt ochrony pszczół i nawet czasem zdarzyło mi się niejedną uratować latem, kiedy padła z upału na chodniku – wystarczy przełożyć ją w cień i dać trochę wody z cukrem (na łyżce, listku, zakrętce od wody) lub ewentualnie soku, żeby odzyskała siły. Mam też pojemnik, w którym zostawiam świeżą wodę dla ptaków. Mam niewiele ubrań i rzeczy w ogóle, pilnuję zużycia wody i prądu, nie nagrzewam mieszkania, raczej wolę posiedzieć sobie w swetrze lub pod kocem. Dbam też o zdrowie, kondycję, unikam egzotycznych owoców i warzyw, a te nasze polskie staram się kupować w niewielkim warzywniaku, prasę ograniczyłam do jednego miesięcznika i ostatnio uczę się o szkodliwych substancjach w kosmetykach – wybieram te bez parabenów, SLS czy SLES. Ale co z tego, kiedy one wszystkie zapakowane są w plastik? Nie wiem, jak to obejść…
    Czy to coś da? Kiedy według prognoz tegoroczna jesień będzie o 2 stopnie cieplejsza od średniej, lipiec też był o 2 stopnie cieplejszy, a druga połowa sierpnia to już istna Afryka była! Kiedy wchodzę do lasu czy parku, a tam mnóstwo porozrzucanych śmieci, bo ludzie są zbyt leniwi i zapatrzeni w siebie, żeby po zaspokojeniu swoich potrzeb jak prażenie się w słońcu na leżaku w parku posprzątać to, co pozostało z tego co przywieźli: plastikowe butelki po wodzie, jednorazowe grille, szkło i aluminium po piwie, opakowania po chipsach i kiełbasie.

    Im bardziej się temu wszystkiemu przyglądam i widzę ten ludzki egoizm, głupotę i samouwielbienie, tym bardziej wydaje mi się, że jedynym ratunkiem dla ziemi jest… wymarcie człowieka. Bo jednak tych, którzy się starają jest garstka w porównaniu do tych, którzy widzą jedynie koniec własnego nosa. I nie przekonuje mnie gadanie, że niektórzy nie mają wyboru, bo bieda, bo głód, więc muszą palić w piecu gumowymi oponami itd.

    Wyznacznikiem nie jest dla mnie zasobność portfela, ale głowy – bo śmiecą i bogaci, i biedy, a ich cechy wspólne to lenistwo i głupota.

    Anno, dziękuję za Twój komentarz. Jeśli chodzi o skórę i skórę eko, to pewnie faktycznie – ta sztuczna się dłużej rozkłada. Z drugiej strony nie chodzi mi tutaj o ekologię akurat, chociaż w pewnym sensie też, tylko o to, że zwierzęta bardzo cierpią, mam na myśli najbardziej te trzymane specjalnie na futro, czy skórę. Zatem pewnie najlepiej byłoby mieć jak najmniej butów, czy torebek ze sztucznego materiału, żeby to wszystko jakoś pogodzić. A i ja mam na sumieniu buty, które miały być nie ze skóry, a mają skórzaną, jak się okazuje, wyściółkę w środku. Trudno jest czasami kupić coś nie ze skóry, trudno nawet dociec, z czego jest zrobione, dopytuję sprzedawców, ale nie wiem, czy oni tak do końca sami wiedzą, czy buty z ich sklepu są wegańskie. Zwykle patrzę na cenę, jeśli są tanie, to raczej nie ze skóry. A jeśli mam ze skóry, to takie z lumpeksu. W ogóle zaczynam myśleć, że najlepiej, poza bielizną, ubierać się w lumpeksie. Na świecie jest tyle ubrań, że pewnie można by wyposażyć szafy całej ludzkości. Ludzie głodują, ale jakieś tam ubrania mają chyba wszyscy, z przeróżnych Sue Ryder (nawiasem mówiąc, mają całkiem ładne rzeczy), czy innych fundacji. To po co kupować nowe?
    Niedawno czytałam, że jacyś polscy naukowcy wynaleźli urządzenie, które może zapylać kwiaty, za pszczoły. Niby dobrze, bo pszczoły wymierają, a jednak jakie smutne. Może za jakiś czas ktoś wymyśli sztuczne drzewa i nie będziemy potrzebować przyrody, a nasze wnuki nie będą wiedziały, co to las, czy park albo łąka. Przetrwają, ale za jaką cenę.
    Ja też myślę, że ratunkiem dla Ziemi jest może nie wymarcie, ale duże ograniczenie liczebności naszej rasy. Jesteśmy niestety zachłanni, nawet, gdy się staramy. Mam taką, w sumie uważam, że optymistyczną teorię, że kiedy już tak mocno zanieczyścimy Ziemię do granic możliwości, to ludzie zaczną wymierać w szybkim tempie z powodu chorób cywilizacyjnych (od tego właśnie zanieczyszczenia) i kiedy zostanie ich tak niewielu, jak przed setkami lat, to Ziemia znowu odetchnie i się odrodzi. Pozdrawiam Cię:)

  2. Mirek Says:

    Masz rację Mini, nowa perspektywa spojrzenia jest bardzo ważna, wprowadza właściwe proporcję recepcji rzeczywistości – podobnie jak np. poczucie humoru. Ja tylko dodałbym jeszcze zdrowy rozsądek w całej tej materii :)
    Zdrowy rozsądek i poczucie humoru, to coś, co bardzo cenię i staram się stosować w życiu. Może nie zawsze po moich postach to widać, ale wolę ludzi rozbawiać niż zasmucać. I czasami mi się to udaje (w sensie rozbawiania). A co do innej perspektywy, to ostatnio trochę czytałam o myśleniu lateralnym, całkiem ciekawe zagadnienie. Pozdrawiam

  3. Amatorka Cooltury Says:

    Każdy, nawet najmniejszy gest wobec ekologii jest ważny. Nie popadajmy w paranoję :-P Żeby tak wszyscy chociaż te bawełniane torby mieli zamiast foliówek :-P
    Z jednej strony też myślę, że tak jest, a z drugiej myślę sobie, że wcale nie. Po prostu zasyfiamy Ziemię i ona ma w nosie nasze dobre intencje. To takie myślenie magiczne, że się uda. A może po prostu jest jak jest i powinniśmy właśnie popaść w paranoję?:)

  4. Basia Says:

    No i wszystko powiedzieli :) Trzeba się starać, to i tak zawsze więcej , niż olać. Wydaje mi się, że takie podejście jest ewolucyjne i siłą rzeczy musi trwać. Róbmy swoje i nie oglądajmy się na innych, tak sobie kombinuję

    No i powiedzieli:) A ja właśnie tak bym chciała, jak piszesz, ale się obawiam, że może być całkiem inaczej. Bo skąd wiemy, że musi trwać i że nasze starania wystarczą? Nie wiem. Mam nadzieję, że tak, że jest coś, co to wszystko jakoś urządzi i zatrzyma to szaleństwo.

  5. Anja Says:

    Staram sie ograniczać produkcję odpadów w moim gospodarstwie domowym, oszczędzam wodę, prąd, korzystam z bawełnianej siatki, staram sie unikać chemicznych środków czystości itd i uważam, że na moje małe istnienie, to dużo. Bulwersuje mnie natomiast jak widzę pokazy wielkich projektantów i te dziwolągi krawieckie, które trudno nazwać ubraniami, a na ktpracowników w najuboższych krajach świata – to dopiero jest marnotrawstwo i szkodzenie środowisku, ale czemu o tym się nie mówi ?
    Mnie też to bulwersuje. Ale nie tylko wielcy projektanci korzystają z pracy mieszkańców najbiedniejszych krajów świata. Powiedziałabym, że oni pewnie mniej, bo te dziwolągi są raczej jednostkowymi egzemplarzami, a jeśli jest to haute couture, to wydaje mi się, że raczej szyte na miejscu. Gorsze są chyba sieciówki z ubraniami, ze względu na ilość sprzedawanych ubrań. Mówi się o tym, ale może niewystarczająco. Możemy z tym walczyć kupując używane i ograniczając zakupy. Pozdrawiam

  6. Ruda Says:

    Taka świadomość może człowiek pogrążyć. Co tylko dotkniemy, to okazuje się, że okupione jest krwią innych (czy to zwierząt, czy ludzi – o tym jakoś mniej się mówi). Czytałam kiedyś książkę, która mnie nie tylko zdołowała, ale również zdenerwowała (miałam wrażenie, że autor pisząc o tych wszystkich okropnościach powtarza tylko – to Twoja wina, to twoja wina) “Śmierć w Amazonii: Nowe eldorado i jego ofiary” Artura Domosławskiego. Okazuje się, że kupując pralkę, lodówkę, ba, nawet szczoteczkę do zębów – przykładasz rękę do śmierci całych grup etnicznych w Ameryce Południowej. Tak samo jest w Afryce, czy Azji. Przecież sama świadomość tego może sprawić, że człowiek chce położyć się i umrzeć, bo na każdym kroku sprawia innym ból.
    Oczywiście staram się kupować najmniej, stosować zasady zero waste home, upcyclingu, nie kupuję nowych telefonów czy komputerów, gdy tylko się pojawią, tylko używam aż do końca, ale przecież nie zrezygnuję z pralki czy lodówki (w sierpniu tego roku nie miałam lodówki przez 3 tygodnie i choć było to ciekawe doświadczenie, to raczej nie polecam) czy nie będę zbierała gałązek w parku i scyzorykiem strugała sobie szczoteczki do zębów.
    Jeśli jeszcze nie piszesz bloga, to powinnaś zacząć, bo masz świetny styl:) Ja bym chętnie czytała. To prawda, że z jednej strony taka świadomość jest dołująca, a z drugiej – mając świadomość coś możemy zrobić, żeby zmienić, chociaż trochę, to, co jest niewłaściwe. Może to na tym właśnie polega, że robisz tyle, ile możesz, zgodnie ze swoją wiedzą i możliwościami? Bez lodówki (zwłaszcza w sierpniu) i bez pralki trudno żyć i chyba nie ma sensu się tego pozbawiać, chociaż, gdyby człowiek miał naprawdę mało jedzenia i mało ubrań, to taki eksperyment mógłby się udać. Ale to dla “hardkorowców”. A co do szczoteczki, hmmm… dałaś mi do myślenia.

Leave a Reply

XHTML: You can use these tags: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>