Minimalizm

|

minimalny minimalizm i wolna powolność

Spotkanie po latach

Październik 23rd, 2016 at 16:26

Byłam ostatnio na dziwnym spotkaniu. Otóż spotkałam się z ludźmi z mojej klasy, ze szkoły podstawowej, z ludźmi, z którymi w większości straciłam kontakt po zakończeniu ósmej klasy, bo w liceum byłam zaabsorbowana nowymi znajomościami, na studia wyjechałam do innego miasta, a później do Warszawy.

Przyznaję, że nie zabiegałam o utrzymywanie kontaktów, bo nie za dobrze się czułam wśród tych osób – tak to wspominam. W komunistycznej, szarej rzeczywistości, część moich koleżanek i kolegów, to były dzieci marynarzy albo tzw. prywaciarzy, jak na tamte czasy ludzi majętnych. Prym zatem wiodła bogata, gówniarska elita, a pozostali albo musieli wkupić się w łaski, albo znaleźć coś dla siebie poza tą rzeczywistością.

Myślę, że dla mnie to były książki.

Chociaż wspomnienia oczywiście wiele przekłamują, bo jeśli skoncentruję się na faktach, to byłam wiceprzewodniczącą samorządu szkolnego, pisałam artykuły do gazetki, wiele koleżanek mnie odwiedzało, zatem wedle faktów byłam towarzyska i aktywna, a z moich wspomnień wynika, że się raczej alienowałam.

To jest w ogóle ciekawy temat dla psychologa.

Jak zaczęliśmy omawiać kto co pamięta, to się okazało, że każdy z nas chodził do całkiem innej klasy. A większość miała jakieś tam swoje kompleksy i czuła, że odstaje. Nie wiem, jak to wygląda w innych podstawówkach, ale my nie byliśmy grupą niewinnych, grzecznych dzieci, mimo że szkoła miała tzw. wysoki poziom.

Może wszystkie dzieci są takie, tylko dorosłym się wydaje, że ich świat jest czysty i sielski.

Długo się wahałam, czy jechać, czy nie jechać, bo przecież nie wyglądam, w mojej surowej ocenie, wystarczająco świetnie, czyli tak, żeby im oko zbielało, będą mnie oceniać i za plecami obgadywać.

Konkubent dziwnie na mnie patrzył, że tak przeżywam zwykłe spotkanie z dawną klasą, rzeczywiście stres był chyba nieproporcjonalny do rangi zdarzenia. Nagle się okazało, że duchy z przeszłości są ważniejsze niż wszystko, co się dookoła mnie dzieje.

Podobnie czuła moja najlepsza w tamtych czasach koleżanka, obecnie mieszkająca w Niemczech, ale ostatecznie umówiłyśmy się, że idziemy, a jak będzie źle, to po prostu wyjedziemy.  Najważniejsze, że my dwie miałyśmy się spotkać, również po latach niewidzenia i muszę powiedzieć, że z całego wydarzenia, to okazało się najważniejsze – jak dawniej nie mogłyśmy się nagadać i wszystko było tak, jak byśmy się widziały tydzień wcześniej.

A samo spotkanie z klasą okazało się miłym zaskoczeniem.

Osoby, przed którymi czułam kiedyś taką obawę, bo chyba respekt nie jest właściwym słowem, wobec których czułam się gorsza, ukazały mi się teraz w innych proporcjach, jako dorosła osoba musiałam przyznać, że moje kompleksy nie miały żadnych podstaw, zresztą tak to chyba bywa z kompleksami i że przez tyle lat demonizowałam pewne postaci i sytuacje.

Osoby, które wydawały mi się mało interesujące wyrosły na ciekawych ludzi, a jedna z moich nauczycielek (przyszły dwie) okazała się wręcz fascynującą osobą.

I co chyba najciekawsze, to to, że po tylu latach niewidzenia rozmawialiśmy zupełnie swobodnie, bez dystansu, ale jednak przyjemniej niż kiedyś, bo, jak mi się wydaje, dosyć dobrze wyrośliśmy i z wiekiem złagodnieliśmy.

Wniosek z tego taki, że czasami warto się zmierzyć ze starymi demonami, bo się może okazać, że te demony to tylko małe, złośliwe trolle, które w dodatku wyrosły na normalnych ludzi. Doznałam dziwnego uczucia, że coś sobie ułożyłam i zamknęłam. Cieszę się, że poszłam, cieszę się, że ubrałam się zwyczajnie i bez zadęcia, chociaż wcześniej biegałam po sklepach i zastanawiałam się, co na siebie włożyć, żeby było świetnie, ale żeby nikt nie zauważył, że mi zależało.

Wniosek numer dwa – najważniejsi są ludzie i przeżycia, a nie to, co mam w portfelu, na koncie, czy w szafie, chociaż oczywiście pieniądze i dobry wygląd dużo ułatwiają.

To było zwykłe i niezwykłe spotkanie.

Tak mnie to wszystko podekscytowało, że do tej pory nie mogę ochłonąć, a po reakcjach w sieci widzę, że pozostali czują się podobnie.

Postanowiłam teraz zorganizować spotkanie klasy z liceum.

P.S. I zapomniałabym o najważniejszym:) Większość dziewczyn, łącznie z naszą nauczycielką, koszmarnie wspomina skok przez kozła na lekcji wf. A wtedy mi się wydawało, że jestem sama z tym dramatem…

spotkanie

 

2 Responses to “Spotkanie po latach”

  1. Mirek Says:

    To ciekawe i ważne – co napisałaś. Te cholerne “demony” :)… to głównie i przede wszystkim twory naszej zaprogramowanej wyobraźni, to głęboko, bardzo głęboko zakorzenione myślowe schematy interpretacji otaczającej nas rzeczywistości. Nagle, bardzo często – w konfrontacji z prawdziwą rzeczywistością – pękają jak niegroźne i prawie nic nie znaczące bańki mydlane.
    Dlatego warto się z nimi zmierzyć. Ale to trudne. Dopiero, jak się przez to przejdzie, może się okazać, pewnie zwykle się okazuje, że łatwiejsze niż wieloletnia walka z demonami we własnej głowie:)

  2. Amatorka Cooltury Says:

    Ja to chyba byłam jedyną dziewczyną w klasie, która skok przez kozła uwielbiała! Mój wzrost bardzo mi w tym pomagał ;-)
    Znaczy, większość nie uwielbiała:) Zwykle wolę się znajdować w mniejszości, bo to nobilitujące się wydaje, ale też taka świadomość, że większość miała podobnie jest krzepiąca:)

Leave a Reply

XHTML: You can use these tags: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>