Minimalizm

|

minimalny minimalizm i wolna powolność

Mieć, czy korzystać?

Listopad 9th, 2016 at 22:34

Mieć, to trzeba styl, a z rzeczy należy korzystać. Taki slogan reklamowy zobaczyłam dzisiaj na jednym z banków.

Nie lubię reklam, ale przyznam, że ten mnie zastanowił i nawet się spodobał. Chociaż trochę bym go przeformułowała. Mieć nic nie trzeba, nie ma takiego obowiązku. Ale dobrze mieć na przykład spokojny umysł, ciekawość świata, życzliwość dla innych, można tutaj wymieniać, co komu przyjdzie do głowy i wyda się potrzebne i zacne.

Stylu w ogóle bym nie wymieniła, co to znaczy mieć styl nie do końca rozumiem, każdy jakiś tam styl ma, nawet, gdy przede wszystkim naśladuje cudzy.

Jeśli już, to raczej klasę mieć można i dobrze mieć, ale też, czy trzeba? Co to jest klasa lepiej rozumiem, bardziej może przeczuwam.

A co do drugiej części – pomijając, że reklama widniała na banku, zatem miejscu związanym z pieniędzmi, czyli takim, które jednak zachęca bardziej do wydawania niż niewydawania, a więc i nabywania rzeczy, to sama zasada bardzo mi się podoba.

Z rzeczy należy korzystać.

Po co kupować coś, co przyda się dwa, trzy razy w życiu, skoro można pożyczyć, skorzystać i oddać? A w zamian pożyczyć komuś coś innego, swojego, z czego ten inny chętnie skorzysta?

To bardzo rozsądne, oszczędzające zasoby, minimalistyczne.

I trudno wykonalne dla takiej osoby, jak ja, która nie za bardzo lubi prosić. Kiedy się nieco bardziej zagłębię w to, dlaczego nie lubię prosić, to mi się wydaje, że chyba nie chcę, żeby mi odmówiono, większość ludzi tego pewnie nie lubi, ale niektórzy bardziej.

Ale też może dlatego, że kiedy proszę, to czuję się słabsza, jakby mi czegoś brakowało, a kiedy nie muszę prosić, bo “mam”, wówczas wydaję się sobie niezależna, samowystarczalna, zatem silna.

Taką sobie stawiam diagnozę.

Zatem “wolę nosić, niż się prosić”. Chętnie się dzielę tym, co mam, chętnie pomagam innym, czasami nawet mam wrażenie, że się narzucam za bardzo z pomocą, a przecież może ktoś jej wcale nie potrzebować, tak “wrobiłam” moją koleżankę w opiekę nad jej kotem, której ona chyba wcale nie potrzebowała, tej mojej opieki, ma wielu znajomych, dużą rodzinę, chyba mi na to pozwoliła dla świętego spokoju, kiedy to sobie uświadomiłam, poczułam się dość głupio, a wracając do meritum, wolę dawać niż brać i przyjmować za bardzo nie umiem.

Ta diagnoza nie powoduje, że coś się zmieni, no, może trochę, zawsze lepiej mieć świadomość, niż jej nie mieć, mimo że świadomość czasem ciąży (a myślenie, wbrew obiegowej opinii, boli). Mogę próbować nauczyć się proszenia o, dziękowania za, przyjmowania od, bycia tą, która, teoretycznie, jest w gorszym położeniu. Bo tak mi się to kojarzy – ten, który daje jest “górą”. Chociaż wcale tak być nie musi i pewnie nie jest.

Pewien Afrykańczyk powiedział, że u Europejczyków go bardzo dziwi, a może u Polaków tylko, nie pamiętam, że gdy tylko się im wyświadczy jakąś przysługę, to oni się od razu chcą rewanżować.

Jakby relacje między ludźmi miały polegać na takim braniu i dawaniu jeden do jednego.

A przecież można od kogoś przyjąć, a później oddać to w innej formie, czasie, miejscu całkiem innej osobie, innemu stworzeniu.

Faktycznie, zauważam, że ludzie nie lubią być wdzięczni. Coś dla kogoś robisz, co wydaje ci się mało nawet istotne, a ten już cię zaprasza na kawę, już kupuje słodycze, już chce ci stawiać piwo.

Gdybyśmy umieli prościej przyjmować – rzeczy, ale i przysługi, pomoc – nie potrzebowalibyśmy tak bardzo przedmiotów, którymi zapychamy mieszkania, nie musielibyśmy płacić za każdą usługę, może też nie musielibyśmy zabijać czasu i wypełniać pustki zakupami.

Zresztą, mówię o sobie, może innych to nie dotyczy, albo dotyczy w mniejszym stopniu. Na pewno są ludzie, którzy potrafią się dogadać z innymi i obdarzać się nawzajem. Na tym opierają się choćby różnego rodzaju spółdzielnie, czy kooperatywy.

I tak oto bank, siedlisko zgniłego i mrocznego kapitalizmu sprowadził moje myśli na pogranicze, jak to niektórzy pogardliwie mówią, “lewactwa”.

W każdym razie uważam, że slogan wart był refleksji.

3 Responses to “Mieć, czy korzystać?”

  1. Samorozwijalnia Says:

    To odwdzięczanie to tak jakbyśmy próbowali wyswobodzić się z poczucia zobowiązania i mieć je już za sobą. Też mam problem z proszeniem, a daję chętnie. Ot, paradoks.
    No właśnie o to chyba chodzi. Wydaje się nam, że z czymś “zalegamy” i to nam ciąży. Ale, jak widać na przykładzie Afrykańczyka, nie jest to cecha ogólnoludzka, a raczej kulturowa. Pozdrawiam

  2. basiaho Says:

    Wowowow, ale super mądre!!!
    Dzięki:)

  3. Anna Says:

    A mi się tak przypomniał taki eksperyment a propos tego rewanżu. Naukowcy zamknęli w oszklonym pomieszczeniu małpkę, chyba makaka. I dali mu tam górę jakichś orzechów, takich które ta małpka umiała rozbijać kamieniem. Ale nie miała kamienia. Za to w pomieszczeniu obok, które sąsiadowały ze sobą, też oszklonym był drugi makak. Nie miał orzechów, ale miał kamień. Oba pomieszczenia łączył niewielki otwór we wspólnej ścianie. I oto maka, który miał kamień, dał ten kamień makakowi, który miał orzechy. Orzechowy makak wszystkie je porozbijał. Oddał kamień. I dał temu kamiennemu makakowi ponad połowę swoich rozbitych orzechów. Jak to wytłumaczyć? Rewanż? Wdzięczność? Chęć dzielenia się?
    O tym eksperymencie nie słyszałam. Bardzo to ładne, nawet, jeśli do końca nie wiadomo czym kierowała się małpka.

Leave a Reply

XHTML: You can use these tags: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>