Minimalizm

|

minimalny minimalizm i wolna powolność

Podsumowanie

Luty 1st, 2017 at 11:04

Zrobiłam podsumowanie mojego mini i mojego slow. I cóż – nie mam się za bardzo czym pochwalić. Piszę już tego bloga kawał czasu, można powiedzieć, że moja świadomość minimalistyczna narodziła się jeszcze wcześniej, ale widocznie świadomość nie zawsze pociąga za sobą właściwą zmianę zachowania.

A może moja świadomość jest powierzchowna i dopiero kiedy naprawdę zrozumiem, jak ważny jest minimalizm, czy powolne życie, moje działanie stanie się zgodne z wewnętrznymi przekonaniami? Może te przekonania, które teraz mam pływają sobie tylko po powierzchni i wcale nie są jeszcze przekonaniami, a tylko zbiorem opinii na temat życia, które uważam za właściwe?

Kto wie?

Z czegoś przecież wynika to, że wciąż kupuję niepotrzebne przedmioty (może nie aż tak wiele, jak kiedyś, ale nie mogę tego stwierdzić na pewno, bo nie pamiętam, poza tym teraz lepiej zarabiam, więc trudno to porównywać), że nadal obsesyjnie zbieram gazety (których jest tyle, że nie sposób je wszystkie przeczytać, a z każdą rozstaję się, jak z drogą sercu przyjaciółką), że mam zagracone mieszkanie i zamiast je bezlitośnie wyczyścić, marzę o większym (żeby tam robić większy bałagan?), że wypożyczam książki w kilku bibliotekach i oddaję część nieprzeczytaną (już wypożyczając wiem, że wszystkich nie zdążę przeczytać, ale… lubię wypożyczać).

Że chomikuję, zagracam, gromadzę, jakby miała nadejść wojna.

Że zaśmiecam nie tylko zewnętrze, ale i wnętrze, spędzając bezsensownie czas na czytaniu plotek i sensacyjnych wiadomości w Internecie, na wypisywaniu na portalach społecznościowych komentarzy, które niczego nie wnoszą do niczyjego życia, na oglądaniu seriali o niczym, na prowadzeniu rozmów o niczym, na narzekaniu i krytykowaniu, na wprowadzaniu niepotrzebnego zamętu, zamiast skupienia na tym, co ważne.

Że w ogóle w życiu robię dużo zamieszania, trochę jakbym memłała wodę po powierzchni, zamiast się w niej zanurzyć i popływać.

No więc memłam i czuję się niespełniona.

Czuję, że moje życie nie jest wiele warte. Że czas mi śmiga przed oczami i nawet nie wiem, co się dzieje, czy coś się dzieje, mam wrażenie, że im więcej się dzieje, tym mniej się dzieje.

Telefoniki, mailiki, artykuliki, filmiki, rozmówki, zakupki, koniec dnia. Miało być mini i slow, a wyszło junk fast life.

Pocieszam się, że to może przełom przed, przepraszam za wyrażenie, dobrą zmianą.

Kiedy poziom frustracji i niezadowolenia sięgnie sufitu, coś się w końcu musi wydarzyć, na przykład sufit zawali mi się na głowę.

Może takim początkiem zmiany jest wczorajsza lektura Leo Babauty?

Swoją drogą sam tytuł wiele mówi o polskim czytelniku lub o tym, jak tego polskiego czytelnika widzą wydawcy – wersja angielska: Focus. A simplicity manifesto in the Age of Distraction, polskie tłumaczenie: Skup się. Prosta droga do sukcesu.

Przytaczam kilka mądrości z tejże pozycji, dla siebie na dobry, nowy początek i dla innych, ku wzmocnieniu.

Wielu z nas jest niewolnikami newsów i potrzeby bycia na bieżąco ze światem, niszą biznesową czy życiem przyjaciół (…) Jeśli się nad tym zastanowić, niewiele zyskujemy, przyswajając wszystkie napływające informacje. W jaki sposób ulepszają one nasze życie? Jak pomagają nam tworzyć, odczuwać szczęście, robić to, co się dla nas liczy, spędzać czas z ludźmi, których kochamy? Nadmiar newsów co najwyżej oddala nas od tych celów. Powtórzę tę ważną prawdę: obsesja bycia na bieżąco odbiera nam to, co jest dla nas najważniejsze. A jednak nie staramy się jej wyzbyć, ponieważ się boimy, że:

* ominie nas coś ważnego i wyjdziemy na niedoinformowanych,
* stracimy jakąś okazję,
* nie dostrzeżemy, że dzieje się coś złego, czemu trzeba zapobiec,
* niewiedza o możliwym zagrożeniu sprawi, że przytrafi nam się coś złego.

Obawy te wydają się uzasadnione, dopóki ich nie przeanalizujemy. Wówczas okaże się, że stoją za nimi wyłącznie normy społeczne i „potrzeby” wykreowane przez korporacje medialne i informacyjne.

Przyznam, że dla mnie dotychczas istotny był pierwszy powód – nie lubię wychodzić na niedoinformowaną i wstydzę się, kiedy wszyscy rozmawiają o jakimś wydarzeniu, a ja nie wiem o co i o kogo chodzi. A wydaje mi się, że powinnam.

I tutaj Babauta:

Wyjdziemy na niedoinformowanych. Naprawdę? Jak często ktoś przepytuje cię z bieżących wydarzeń albo wyśmiewa twoją niewiedzę? Gdyby nawet coś takiego się zdarzyło — co z tego? Niech inni kierują się obsesją newsów. Ty skup się na tym, co jest dla ciebie ważne, a nie na tym, co inni uważają za ważne.

No właśnie – co z tego?

Czy książka wyda ci się lepsza wtedy, gdy ją pobieżnie przewertujesz, czy wtedy, gdy znajdziesz czas, aby zatracić się w opowieści? A czy piosenka brzmi lepiej, gdy ledwie obije ci się o uszy, czy gdy skupisz się na niej i faktycznie jej wysłuchasz? Czy jedzenie bardziej smakuje, gdy wpychasz je sobie do gardła, czy gdy rozkoszujesz się każdym kęsem i cieszysz smakiem? Czy efekty twojej pracy są lepsze, kiedy robisz dziesięć rzeczy naraz, czy gdy poświęcisz uwagę tylko jednemu ważnemu zadaniu? Czy przyjemniej spędzasz czas z przyjacielem albo ukochaną, gdy spotykacie się w pośpiechu i co chwila rozpraszają was emaile i SMS-y, czy gdy możecie się odprężyć i skupić na sobie nawzajem?(…) Życie jest lepsze, kiedy się je smakuje, a praca — gdy wykonuje się ją w skupieniu.

I kilka porad, jak uprościć życie:

Rób mniej. Zmniejsz liczbę przedsięwzięć i spraw, którymi się zajmujesz. Nie staraj się zrobić jak najwięcej każdego dnia. Stawiaj na jakość, nie na ilość. Wybierz dwa, trzy najważniejsze zadania — albo nawet jedno — i pracuj nad nimi w pierwszej kolejności. Drobne rutynowe prace zostaw sobie na późniejsze godziny dnia. Pozwól sobie na pracę w skupieniu.

Często przebywaj poza siecią. W określonych porach dnia wyłączaj telefony, powiadomienia o poczcie itp. Wygospodaruj sobie czas na to, by móc po prostu tworzyć, bez dzwonienia nad uchem, albo po prostu spotkać się z kimś, czytać, spacerować czy jeść w skupieniu. Możesz nawet odłączyć się od sieci na (uwaga!) cały dzień — nie stanie ci się żadna krzywda, zapewniam.

Daj sobie czas na przygotowanie i dotarcie na miejsce. Jeżeli jesteś w nieustannym biegu pomiędzy kolejnymi spotkaniami czy zebraniami, dzieje się tak dlatego, że nie rezerwujesz sobie dość czasu na przygotowanie się i przemieszczanie. Uwzględnij te czynniki w harmonogramie. (…)

Oswajaj się z bezczynnością. Zauważyłem, że gdy ludzie muszą na coś czekać, niecierpliwią się i nie wiedzą, co ze sobą zrobić. Sięgają po komórkę albo gazetę, bo bezczynne oczekiwanie to dla nich strata czasu. Czują się źle w takiej sytuacji, ponieważ nie nawykli do świadomego przebywania z samymi sobą. Zamiast się denerwować, po prostu bądź, obserwuj, syć się otoczeniem.(…)

Wyłączaj z życia sprawy niepotrzebne.

Trenuj się w świadomym życiu. Naucz się po prostu żyć teraźniejszością, zamiast rozmyślać tak wiele o przeszłości albo o tym, co cię czeka. Kiedy jesz, smakuj jedzenie. Kiedy się z kimś spotykasz, poświęć tej osobie pełną uwagę. Spacerując, przyglądaj się otoczeniu, niezależnie od tego, gdzie jesteś.

Stopniowo zmniejszaj liczbę obowiązków. Mamy zbyt wiele obowiązków na głowie i to dlatego wszędzie się spieszymy. (…) zajmując się na siłę wieloma różnymi rzeczami, obniżamy jakość własnego życia.(…) Wybierz cztery czy pięć najistotniejszych zajęć i zrozum, że na resztę — choć są miłe czy ważne — nie masz w tej chwili czasu.

Takie, niby oczywiste, a czasami potrzeba jeszcze raz sobie to wszystko uświadomić.

Może książka Babauty, to właśnie ten sufit, który spadł mi na głowę?

6 Responses to “Podsumowanie”

  1. Tomasz Bełza Says:

    Książkę Babauty którą cytujesz w tym wpisie pochłonąłem momentalnie, jest naprawdę wartościowa i inspirująca. A co do Twoich przemyśleń o tym, że wychodzi Ci czasem “junk fast life” – ja bym się za bardzo nie przejmował :) Minimalizm i slow life jest ułatwieniem życia, a nie świętością, której nie można złamać, bo straci się wtedy szacunek do siebie.
    A temat bycia niedoinformowanym to chyba choroba XXI wieku – każdy boi się, że przegapi coś istotnego. Najlepsze w tym wszystkim jest to, że w większości te “informacje” które tak często chcemy sprawdzać, są niewiele warte.
    Dzięki za bardzo wartościowy, ciekawy wpis! :)
    To prawda, że minimalizm i slow life nie są świętością. Jednakże bardziej martwi mnie to, że życie przecieka mi przez palce i mam wrażenie, że mało w nim naprawdę wartościowych zdarzeń. Chociaż to się ostatnio zmienia, o czym napiszę, również dzięki książce Babauty. Faktycznie, większość takich codziennych newsów (i nawet nie mam na myśli ploteczek o gwiazdach, ale “poważniejsze” tematy, jak polityka, czy ekonomia) niewiele wnosi do życia. Staram się zapoznawać z nimi przynajmniej w językach obcych, żeby wzbogacać słownictwo. Dziękuję za komentarz:)

  2. Basia Says:

    To może jest tak, jak ze szczęściem. To nie tyle stan, co sposób życia. Ja też się biję ze sobą, ale potem sobie tłumaczę: innej siebie nie będziesz miała, polub, co masz, zaraz może być za późno. Nie musisz być doskonała, nie możesz. Jak w jodze, ważny jest kierunek, nie osiąg. A Twoje życie jest wiele warte, co ja się przez Ciebie namyślałam…A, no i dzięki Tobie wielu rzeczy nie powiedziałam lub nie napisałam. Dozgonnie wdzięczna B.
    Ważny jest kierunek, a nie osiąg:), ważna jest droga, a nie cel. Zresztą chyba nie ma celu. Jeśli mamy jakiś cel, to znaczy, że po jego osiągnięciu stworzymy sobie następny i następny. Nic w tym złego, ale chodzi o to, żeby się dobrze bawić w drodze do…, zamiast biegać z szaleństwem w oczach i zbolałą twarzą od celu do celu. Dziękuję za miłe słowa:).

  3. Majka Says:

    Ja też tak mam z książkami z biblioteki,że w jednej 5 wypożyczę i w następnej też kilka, a potem większą cześć oddaje bo nie jestem ich wszystkich w stanie przez miesiąc przeczytać, albo były tak nudne. A nawet w jednej bibliotece zawsze biorę do tych 5 bo się boje ,że jak przyjdę innym razem to już będą wypożyczone i nie będę mieć okazji ich nigdy więcej przeczytać, więc biorę wszystko co mi się spodoba.
    Ja wypożyczam czasem coś, co mi się rzuci w oczy, co mi się wyda ciekawe, bo się boję, że o tym zapomnę. Chociaż mogłabym wpisać do notesu tytuł i autora, ew. zrobić zdjęcie okładki. Ostatnio, heroicznie, oddałam książki w dwóch bibliotekach i nie wypożyczyłam następnych, z czego jestem dumna. Bo dochodziło do tego, że prosiłam kogoś, żeby oddał za mnie, ponieważ nie powstrzymałabym się od wypożyczenia kolejnych. Uważam czytanie za bardzo wartościowe, ale kiedy zmienia się w obsesję, to jest to taki sam nałóg jak każdy inny (mniej szkodliwy dla organizmu). Chcę czytać mniej, ale świadomie i z przyjemnością. Chcę czytać powoli i zagłębiać się w lekturę. Została mi jedna biblioteka, może z niej nie zrezygnuję. Trzymam kciuki za Ciebie:)

  4. ola Says:

    Mozliwe, o ile nie otrzepiesz sie i nie zapomnisz o tym sufice za kilka tygodni;-) Aczkolwiek ja zamierzam odswiezyc sobie te pozycje – dziekuje za przypomnienie. Co do reszty Twoje opisu to bardzo Cie rozumiem – tez tak sie wlasnie czuje i wiem , ze mogla bym uzywac czasu w lepszy sposob . Ale zauwazylam , ze w sobie , gdzies gleboko ma poczucie , ze dyscyplina to cos nudnego , paskudnego i nie warto jej podlegac . Teraz konia temu , kto znajdzie sposob na podswiadome wierzenia – tylko dlugie miesiace sumiennej pracy , aby wylapywac te wierzenia , a potem codziennie nie poddawac im sie i robic swoje , ale tez cieszyc sie zyciem – zeby to nie byla jakas taka sztywna rutyna zrobiona z duzej ilosci obowiazkow hmmmm…..
    Może tak być, że zapomnę, na razie lektura Babauty pomaga mi lepiej się skoncentrować i żyć bardziej na luzie. Nie spinam się tak bardzo, że nie zrobiłam wszystkiego co powinnam, bo w sumie niewiele powinnam. Jak mi się nie chce posprzątać, to nie sprzątam. Wybieram jedną istotną dla mnie sprawę i się w niej zagłębiam, dopóki nie skończę. To jest nawet przyjemne. Bardziej słucham tego, co się do mnie mówi, więcej jestem niż rozmyślam. Pewnie za jakiś czas znowu sięgnę po tę książkę, bo mi pomaga. Tak, ja też mam mieszane uczucia w stosunku do dyscypliny. Raz mi się wydaje, że powinnam być bardziej zdyscyplinowana, a kiedy indziej, że to jakieś marnowanie życia i że nie na tym to wszystko polega.

  5. Pati Says:

    A mnie Leo Babauta mimo całej lekkości przekazu i poważnego zaniteresowania tematu w ogóle nie natchnął -może odbieram na zupełnie innych falach choć na podobne tematy- więc w duchu minimalizmu sprzedałam zakupioną książkę i mam nadzieję, że może chociaż nowego nabywcę zauroczy :) Miło przeczytać takie podsumowanie- mój pierwszy komentarz, ale czytuję od dawna- obiecuję się poprawić ;p
    Pozdrawiam i trzymam kciuki.

  6. ola Says:

    To zaglebianie rowniez mi pomaga ,czuje sie calkiem inaczej po wykonej pracy – ugruntowana , mysli nie skacza jak dzikie malpy . Nie ma wtedy ochoty nic czytac czy ogladac , staracza mi przebywanie w terazniejszosci. Jednakze czesto nie mam nic do zrobienia – wiekszosc czasu jestem sama czy to w pracy i czy to w domu . Od jakiegos czasu czule , ze czego brakuje w moim zyciu , cos stracilam lub , ze cos jest zablokowane . Kiedy nie jestem zajeta wtedy to uczucie powraca mi na mysl i je analizuje w te i wew te , staram sie znalezc odpowiedzi co buduje we mnie pewien niepokoj.

Leave a Reply

XHTML: You can use these tags: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>