Minimalizm

|

minimalny minimalizm i wolna powolność

Szkoda wyrzucić

Czerwiec 17th, 2017 at 22:11

Się stereotypowo uważa, że kolekcjonują bardziej mężczyźni.

Nie lubię uogólnień,  bo mi się jakoś wydaje, że ogólnikami myśli mózg, kiedy jest leniwy i nie ma ochoty dociekać skutków oraz przyczyn, a uważam, że warto i należy dociekać.

Oczywiście zdarza mi się myśleć i mówić stereotypami, ale chyba, najczęściej, przeważnie, mam tego świadomość i wiem, że to tymczasowe rozwiązanie.

Kiedy za chwilę przyjdą goście i upychasz wszystko do szafy, “natenczas”. W tej chwili wrzucam to i owo na jedną półkę, do jednej szufladki, ale gdy tylko znajdę chwilę, to się na spokojnie zastanowię gdzie, co i jak powinno leżeć, stać i wisieć.

Jednakowoż nie znoszę worów: a kobiety to to, a mężczyźni to tamto, a faceci to tacy, a baby owakie. Brr.

Niedawno do pracy przyszła koleżanka z małym synkiem, czasami ludzie przychodzą z dziećmi do roboty, jak nie mają z kim zostawić, wiadomo. Inna koleżanka próbowała chłopaka rozerwać, tak słuchałam piąte przez dziesiąte i nagle, jak mną wstrząsnęło: “Co tam? W to się nie będziesz bawił, bo to taka babska zabawa nie?”.

No żesz kurna, aż mi się od razu odpowiedziało: “co za durny tekst”.

A koleżanka, chyba troszkę speszona: “no, ale co zrobisz, nic nie zrobisz?”

“Wystarczy tak nie mówić” – odpowiedziałam.

Normalna dziewczyna, młodsza ode mnie (czyli bardzo młoda:), o poglądach umiarkowanych, a takie kocopoły opowiada. Na szczęście chłopak ma świetną mamę i żaden z niego macho nie wyrośnie. Ale po co ma słuchać pierdół?

Taka dygresja i wstęp po tym, jak sama użyłam stereotypu, że podobno kolekcjonują głównie mężczyźni (chociaż to jest samo w sobie dosyć neutralne, więc niby nic, ale jednak po co).

Zatem mówię z własnego doświadczenia – znam więcej mężczyzn kolekcjonerów niż kobiet kolekcjonerek. Mam wujka co zbiera znaczki, konkubenta, który zbiera plany miast i monety pięciozłotowe oraz stare groszówki i dwugroszówki, kilku znajomych płci męskiej, którzy zbierają płyty według jakiegoś, nieznanego mi, schematu.

Nie znam żadnej kobiety, o której mogłabym powiedzieć, że coś kolekcjonuje, w sensie hobbystycznym.

Sama, jako dziecko, zbierałam – pocztówki, papierki po czekoladkach i cukierkach, puszki po piwie i opakowania po papierosach, plakaty piosenkarzy i piosenkarek, zdjęcia aktorów i aktorek (wklejałam je do zeszytu, a plakaty przyklejałam na ścianie). Nie wiem, czy to kwestia wieku, czy czasów – za tak zwanej komuny nic nie było, a jak było to szare i bure, w związku z czym nawet kolorowa puszka po piwie wzbudzała emocje. Aż sama w to nie wierzę, ale tak było, niech wam dziadkowie i babcie opowiedzą.

No i teraz, wracając do kolekcjonerów, w mojej i okolicznych rodzinach najbardziej kobiety, ale i mężczyzn to nie omija, dosięga syndrom pod nazwą: “szkoda wyrzucić”.

Jak się zastanowiłam w trakcie pisania, to w sumie nie wiem po co  rozdzielać na płeć i skąd mi się to wzięło, bo co to ma w końcu za znaczenie, ale że taki piękny wstęp popełniłam, to wezmę i zostawię.

Szkoda wyrzucić.

Zatem, gdybym miała zacząć od początku, to są ludzie, którym bliska jest zasada: “szkoda wyrzucić”.

Zaczęłam o tym trochę myśleć, chociaż i myślałam wcześniej, po obejrzeniu wystawy Szkoda wyrzucić! Design japońskich opakowań w warszawskim Muzeum Azji i Pacyfiku.

18891684_477653369238323_878167013921157983_o

Nie będę przynudzać, streszczę krótko, jak to przy streszczeniach, odwiedziłam ten przybytek po raz pierwszy na fali mojego szaleństwa, o którym pisałam oraz w związku z tym, że Azja mnie ciekawi: zbiory są interesujące, ale niestety ubogie, za to dużo się dzieje (wykłady, koncerty, spotkania). Tytuł wystawy dla każdego, kogo Japonia interesuje, bardzo przyciągający.

I było interesująco, chociaż mało (i to mówi minimalistka).

Chwilami zastanawiałam się, co by o tej wystawie powiedział Japończyk, tudzież Japonka, czy byłoby to dla nich trochę, jak wyprawa do przydomowego śmietnika?

Dla nas dizajn, dla nich to, co codziennie wrzucają do wora i pozbywają się z obrzydzeniem?

Ja tam stałam, jak urzeczony głupek, przed ekranem, na którym pokazywano filmik z mężczyzną robiącym zakupy.

Ojej, a to japoński sklep wygląda jak nasz spożywczak?

I tam też jest kasjerka i ma znudzoną minę?

Ojoj, jakie to fascynujące.

A jednak, co egzotyka, to egzotyka, nawet śmieci mogą zauroczyć.

Na marginesie: zainteresowanym Japonią polecam lekturę książki: “Pracowałem dla cesarza” (autor Krzysztof J.M. Czerkawski) – to jest dopiero, aż mi słów zabrakło, co to jest dopiero.

W każdym razie “szkoda wyrzucić” pociąga za sobą szereg skojarzeń w mojej głowie.

Babcia i ciocia konkubenta mu pakują jakieś tak zwane wiktuały, najczęściej kawałki ciasta, na zabranie do domu, w pudełka po lodach. Moja ciocia pakowała mi jedzenie “na drogę” w słoiki po innym jedzeniu. Myślę, że codziennie tysiącom ludzi ich mamy, babcie i ciocie (no jednak kobiety) pakują żywność w pudełka po innej żywności.

Żadne tam nowiuśkie i dizajnerskie pudełka made in china z biedy, pepco, czy innej ikei.

Po co kupować nowe, skoro można wykorzystać stare, które się swego czasu umyło, wysuszyło i skrzętnie zachomikowało, bo “szkoda wyrzucać”?

I co, źle myślą te nasze babcie, ciocie, mamy, siostry?

Kiedyś na promie na Bornholm spotkaliśmy takie starsze małżeństwo i pani mówi: chciałam sobie kanapki na drogę zrobić, herbatę do termosu, a syn mi tłumaczy: mama, teraz wszystko możesz kupić, bufet będzie.

Ale co złego w swoich kanapkach i herbacie z termosu?

Przynajmniej sobie zrobię, jak lubię.

Co złego w opakowaniu po jedzeniu na następne jedzenie?

Czasami ten, kto nie wyrzuca jest większym minimalistą niż ten, kto się pozbywa wszystkiego.

To nie jest takie proste (a może jest?) i jednoznaczne.

Niech każdy sobie minimalizuje jak lubi.

 

5 Responses to “Szkoda wyrzucić”

  1. maciek Says:

    Czuję się zakręcony – w czeluściach internetu prowadzone są dyskusje, jakoby trzymanie przykładowo tego pojemnika po lodach, rzeczy ewidentnie przydatnej i używanej, było „nieminimalistyczne”? :)
    Jeśli tak to WOW!, ta stereotypowa „minimalistyczna warszawka” nie ma już chyba o czym dyskutować, i schodzą na totalne pierdoły ;)
    Nie wiem, co jest prowadzone w czeluściach internetu i nie wiem, czym się zajmuje “warszawka”, bo nie oceniam ludzi ze względu na pochodzenie. Spróbuj przeczytać wpis jeszcze raz, może zrozumiesz i będziesz mniej zakręcony. Pozdrawiam

  2. Tofalaria Says:

    Widziałam tę wystawę już jakiś czas temu w krakowskim Muzeum Manggha, cudowna! W sumie chodzę do tego muzeum za każdej bytności w Krakowie, może to nieminimalistyczne?
    Byłam z przyjacielem, we dwójkę fajnie się ogląda i zwraca uwagę na różne szczegóły. Zapadły mi w pamięć buteleczki na sake i śliczne wzory pudełek bodajże słodyczy (?).
    W domu mam pełno słoików, bo a to kiszenie, a to dżem, pozbywam się tych, do których nie da się dokupić zakrętek, albo które się wyszczerbiły… Trzymam w nich też resztki jedzenia w lodówce, mąż bierze porcje do pracy, mieszam w nich sosy. Dobre szkło, lepsze niż plastik. A w plastikowych opakowaniach po roszponce posadziłam… roszponkę! ;)
    O, nie wiedziałam, że to taka wędrująca wystawa. A na to krakowskie muzeum to mam chrapkę od dawna, muszę się wybrać. Też mi się wydaje, że do muzeum lepiej z drugą osobą, ale ponieważ chodzę zwykle sama, to mnie denerwują czasem takie komentujące osoby. Chociaż częściej to jest całkiem ciekawe, posłuchać co inni myślą. Szkło faktycznie chyba lepsze niż plastik, ale, jak mówisz, dobre, bo szkło też potrafi być zanieczyszczone. Tylko, że nie wiem, jak sprawdzić które. Podobno nawet takie pudełka na pizzę mają toksyczne substancje, które zanieczyszczają jedzenie, już nie wiadomo nie tylko co, ale i z czego jeść. Pozdrawiam

  3. ola Says:

    Ciesze sie , ze wrocilas Mini Mimi;)
    Ja też się cieszę, tym bardziej, że ktoś jeszcze się cieszy:)

  4. Samorozwijalnia Says:

    Jestem ludziem, któremu bliski jest problem “szkoda wyrzucić”. Kojarzy mi się z brakiem przygotowania na każdą sytuację, koniecznością kolejnego zakupy, gdy okaże się, że popełniłam błąd i jednak jest mi to potrzebne, a przede wszystkim z marnotrawieniem pieniędzy. Ale wiem, że to błędne koło i złudne poczucie bezpieczeństwa oparte w rzeczach materialnych, więc walczę. Może kiedyś przyjdzie taki dzień, że nie będzie to już wymagało walki tylko stanie się naturalną kolejną rzeczy :)
    W tym jest właśnie pewna sprzeczność. Bo jeśli wyrzucam i kupuję potem nowe, bo jednak potrzebuję, to marnuję zasoby. A jeśli nie wyrzucam, to gromadzę i zarastam. Jakiś złoty środek by się przydał. Też mam syndrom “szkoda wyrzucić”. Ale kiedy widzę ile my we dwójkę, plus dwa koty, produkujemy śmieci, to nie ma szans, żebym wszystkie pudełka i słoiczki czyściła i przechowywała, bo nie mogłabym wejść do domu. I to dotyczy mnóstwa innych rzeczy. Złoty środek, złoty środek, tylko jak go znaleźć/odkryć/wypracować?:)

  5. Basia Says:

    Mini, co za orgia wpisów! Bardzo mi się podoba. A co do facetów, to na własnym stwierdzam, że masz rację. Rocznik 65 i twierdzi,  że wszystko trzeba trzymać, a najbardziej kwity z ZUS. Pudełeczka i gwarancje do wszystkiego (to się akurat przydaje), stare bluzy, dokumentację neonu zrobionego 25 lat temu… Ja tam wszystko wypierniczam, ale jakoś nie mogę wywalić podręczników i materiałów, bo uczyłam, pisałam konkursy i zwyczajnie mi żal. Ale wyrzucę, już mi wstyd. Nie wrócę do zawodu, po co śmiecić
    He he, no zaraz, że orgia:) Dokumentacja neonu mnie powaliła, gdyby mój konkubent miał takową, to też pewnie byśmy ją trzymali do śmierci.
    Też mi żal notatek z różnych studiów i innych podobnych, nie wiem dlaczego, ale cały czas mi się wydaje, że kiedyś mi się przydadzą.
    A jak sama to pisałaś, tworzyłaś, to tym bardziej żal. Załóż może bloga w temacie i tam opublikuj? Albo chomika?
    Przecież to się może komuś przydać.
    A co do moich notatek, to tak sobie myślę, że może skany, to byłoby jakieś wyjście, ale z drugiej strony ile zmarnowanego czasu na skanowanie.
    Się zbieram i w końcu wyrzucę. Taka będę.

Leave a Reply

XHTML: You can use these tags: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>