Minimalizm

|

minimalny minimalizm i wolna powolność

Czuję wstręt

Wrzesień 26th, 2017 at 22:26

Czuję wstręt do pisania. Nawet nie zauważyłam, że tyle czasu minęło od mojego ostatniego wpisu. Wiem za to, a przynajmniej się domyślam, skąd ten wstręt. Otóż któregoś dnia powiedziałam sobie: Mini, jeśli chcesz zostać pisarką, to musisz zacząć pisać, a nie powtarzać sobie kolejny raz, że chcesz zostać pisarką. Albo zaczniesz pisać, albo daj sobie spokój z tym marzeniem, bo to już nudne. I żałosne.

Wzięłam się ci ja w garść i od następnego dnia pisałam codziennie przez godzinę, zgodnie z daną sobie obietnicą. Mniej więcej przez tydzień. Po tygodniu przestałam i poczułam taką blokadę i odrazę do pisania, jak nigdy dotąd.

Co ja robię, kiedy czuję, że “powinnam pisać”? Czego ja nie robię? Zmywam sztućce, odkurzam podłogę, bawię się z kotami, uczę się języków, błądzę po necie, a najczęściej zaczynam odczuwać niepohamowaną potrzebę snu.

Ani maila, chyba że to już absolutnie konieczne, ani bloga, ani listu, ani tym bardziej choćby akapitu opowiadania.

Przeczytałam “Króla” Twardocha i myślę: przecież i tak nigdy nie napiszę czegoś takiego, będę przeciętna, nie chcę być przeciętna, chcę być wybitną pisarką, żeby ludzie nie mogli zasnąć po lekturze moich książek, żeby mnie zapraszali na spotkania autorskie, żeby ktoś powiedział, że moja książka zmieniła jego życie, żeby mi bogate mocarstwa zachodnie fundowały stypendia w pięknych miejscach i na najlepszych uczelniach.

Wiadomo, że to się nie zdarzy. Zatem, po co w ogóle zaczynać? Czy warto być przeciętnym? Od początku, z całą świadomością się na to godzić? Pierdzielę, idę spać. Pierdzielę, nie wstaję.

Do tego doszło.

Można by powiedzieć, że traktuję siebie zbyt poważnie.

Albo że przeszarżowałam.

Trzeba było zacząć od dwóch zdań, od pięciu minut pisania. Trzeba było pogodzić się z tym, że na początku jest słabo, przeciętnie, trudno, może nudno. Trzeba było powoli wychodzić z, jak to się mawia, strefy komfortu, a nie, że od razu na głęboką wodę i żal nad sobą.

No cóż. Spróbuję jeszcze raz.

Właśnie, jakby, troszeczkę, przełamałam wstręt.

Może to brzmi niewiarygodnie, ale aż mnie żołądek od tego rozbolał. Może to grafomani mają takie dylematy, a dobrzy pisarze po prostu siadają na tyłku i piszą?

Nie wiem, czy jestem grafomanką. Ale spróbuję raz jeszcze. Od pięciu minut. Od kilku zdań. Gdybym nie spróbowała, to byłoby to naprawdę beznadziejne z mojej strony.

2 Responses to “Czuję wstręt”

  1. J. Says:

    Powodzenia. I oby nasze marzenia nie staly sie ciezarem.
    Dziękuję. Dobre podsumowanie. Moje chyba się stają:)

  2. Małgorzata Says:

    Bardzo lubię czytać Pani teksty.
    Wg mnie, ma Pani lekkie pióro.
    Tekst trafia w mój styl wypowiedzi, słownictwo, tok rozumowania.
    Jak je czytam, to czuję się tak, jakbym rozmawiała sama ze sobą lub osobą nadającą na tych samych falach co ja.
    Są super :)
    No i tematy są inne niż wszędzie, jednym słowem- życiowe, prawdziwe.
    Chciałam napisać, że bardzo dziękuję za ten wpis. Bo właśnie akurat czegoś takiego potrzebowałam. I się zamotałam technicznie, szkoda słów, nie umiem odpowiedzieć na komentarz, który jest dla mnie ważny:) A przynajmniej nie od razu. Techniczna sierota. W każdym razie pojawił się we właściwym miejscu i czasie. Mini proszę, nie pani. Dziękuję, dziękuję, dziękuję.

Leave a Reply

XHTML: You can use these tags: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>