Minimalizm

|

minimalny minimalizm i wolna powolność

Bezdomny

Listopad 4th, 2017 at 18:56

Partner mój wpadł przedwczoraj do domu i bardzo spieszący się był. Powiedział mi, że spotkał bezdomnego, byłego kolejarza, który miał strasznie spuchnięte stopy i buty w strzępach, bo stopy się w żadne buty nie mieściły. I że się z nim umówił na stacji metra, że mu jakieś buty przyniesie. Mieliśmy więc szybką akcję, ja z ubrań nie mogłam dać niczego, z przyczyn oczywistych, biegałam więc po kuchni (biegać po naszej kuchni, to zdecydowane nadużycie, ponieważ jest tak ciasna, że mieści jedną osobę, najlepiej taką, która się za bardzo nie rusza) w poszukiwaniu jedzenia, które można przekazać. Ale, że jesteśmy wege, to sprawa nie była prosta – lepiej dać facetowi hummus i pasztet sojowy, czy nie dać nic?

Konkubent powiedział, że kolejarz się spieszy, bo zaraz w innym miejscu Warszawy studenci rozdają kanapki.

To musi być bardzo męczące, takie bieganie po mieście, bo tutaj coś rozdają, a tam można coś dostać.

Niedawno widziałam bezdomnego, który prosił sprzedawczynię w sklepie, żeby mu podładowała telefon.

Bezdomność jest najgorsza, tak uważam. Wolałabym głodować.

Kolejarz powiedział, że na Wolskiej jest przychodnia, gdzie przyjmują bezdomnych, ale on się wstydzi jechać przez miasto z takimi nogami. Konkubent zaniósł mu największe buty jakie miał, może będą pasować. I powiedział mu, żeby szedł jednak do lekarza, bo może stracić stopy. Dał mu też 120 złotych, a kolejarz powiedział, że kupi sobie lekarstwa na spuchnięte stopy. Skąd on wie, jakie leki są dla niego dobre? Jak go znowu spotkamy, to mam plan, żeby go zawieźć na Wolską.

Konkubent mówi, że z nim długo rozmawiał i człowiek jest niepijący, ogarnięty, pracowników z ochrony metra dobrze zna. Nie pytał, dlaczego jest bezdomny, bo to trochę niezręczne było, ale wychodzi na to, że od wielu lat.

Czytam artykuły o prywatyzacji w Warszawie, zresztą nie tylko w Warszawie, o tym, jak kamienice odzyskiwali wcale nie prawowici właściciele, ale cwani prawnicy i ich rodziny oraz znajomi, a także skorumpowani urzędnicy.

A z drugiej strony widzę ludzi, którzy są za słabi, żeby się rozepchnąć łokciami, żeby sobie zapewnić normalne życie, żeby walczyć o swoje.

Mam wrażenie, że cały ten świat, to walka silnych ze słabymi, bogatych z biednymi.

Może na co dzień tego nie widać, może nam się wydaje, że skoro mamy w miarę dobrze płatną pracę, to jesteśmy w grupie wybrańców, może tych bogatych.

Ale guzik prawda.

Balansujemy na krawędzi.

Jesteśmy pierwsi do zepchnięcia w otchłań.

Pierwsi do tego, żeby nas kopnąć, kiedy staniemy się niepotrzebni.

Nie mam złudzeń.

Od kolejarza dzieli mnie cieniutka linia, ja po niej idę, on już spadł.

Wystarczy byle zachwianie na jakiejś giełdzie, w jakiejś ekonomii, której nie rozumiem i lecę z hukiem.

3 Responses to “Bezdomny”

  1. Inka Says:

    Też mam często takie przemyślenia – o tej cienkiej linii. I myślę, że tylko inni ludzie mogą nas uratować, żadne tam skarby, ubezpieczenia i zabezpieczenia.
    Chyba tak jest. Chociaż i ubezpieczyć się czasem warto:)

  2. Basia Says:

    Zrobiliście, co się dało, dobrze!. A z bezdomności można wyjść, czasem robię dezynsekcję (pluskwy, pluskwy wszędzie) w ośrodku dla bezdomnych w Białymstoku, prowadzonym przez baptystów. Noclegownia, ogrzewalnia, mieszkania treningowe. I jak jestem niewierząca i niekościelna, tak tych ludzi szczerze podziwiam. Jednego z podopiecznych widziałam na kasie w Auchan, inny bardzo był dumny z trzyzmianowej pracy, do której się szykował jak na wesele. Para z dwójką malutkich dzieci już tam nie mieszka, poszli na swoje. Bezdomni dużo tam dostają, ale też i poważnie muszą pracować nad sobą. Czasem wystarczy, że wytrzeźwieją, a własny tapczan z półeczką, możliwość mieszkania z ukochanym kundelkiem, to,  że pierwsza powiem “dzień dobry, panie Wojtku”- i, jakkolwiek to brzmi, znów czują się jak ludzie. Inka ma rację. Niewiele trzeba, żeby upaść. I trzeba innych ludzi, żeby wstać
    Dobrze, że są takie ośrodki. I że są ludzie dla ludzi.

  3. sowa_nie_sowa Says:

    O tej cienkiej granicy jest film “Pewnego razu w listopadzie”. Szkoda tylko, że temat ciekawy (choć to nie najbardziej może fortunne słowo w tym kontekście), a film wyszedł bardzo słaby.
    W życiu wszystko jest możliwe i wszystko się może zdarzyć, nie mamy gwarancji na nic, choć często tak nam się wydaje.
    Słaby, nie słaby, mimo wszystko obejrzę. Właśnie – nie mamy gwarancji na nic. Ani na to, co złe, ani na to, co dobre. Zainspirowałaś mnie, żeby napisać o czymś dobrym, co mi się przytrafiło, a raczej za chwilę przytrafi. Może po prostu warto być otwartym na to, co się zdarza.

Leave a Reply

XHTML: You can use these tags: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>