Minimalizm

|

minimalny minimalizm i wolna powolność

Nie lubię świąt

Grudzień 20th, 2017 at 20:41

Przechodziłam wczoraj obok stoiska z tzw. choinkami – żadna nie była w donicy, wszystkie odrąbane, rzucone na stertę, wyrwane i zabrane z lasu do miasta. Pomyślałam – dziwne to świętowanie narodzenia boga, które symbolizują porąbane, zabite drzewa i duszące się, a później mordowane karpie.

Nie jestem chrześcijanką, chociaż, jak większość Polaków, zostałam ochrzczona i wychowana w religii rzymskokatolickiej, dobrnęłam nawet do komunii.

Nie mam też jakiegoś szczególnego uprzedzenia do katolicyzmu, do żadnej religii, czy jej odłamu (chodzi mi o to, że w ogóle nie lubię religii, bez wyróżniania którejkolwiek).

Niedawno zwiedzałam muzeum Polin z przewodniczką (nawiasem mówiąc fascynująca  osoba) i posłuchałam o zarzynaniu zwierząt w zgodzie z judaizmem (o czym zresztą wiedziałam, jak pewnie większość) – na wystawie były specjalne noże, które pozwalają uśmiercić zwierzę szybko i podobno bezboleśnie (cudzy ból wszak nie boli), bo żydzi (w sensie religii nie narodu, dlatego małą literą) nie mogą spożywać krwi, zatem zwierzę musi się wykrwawić, potem jeszcze się takie mięso odpowiednio oczyszcza, w związku z czym, jak powiedziała przewodniczka, smakuje ono jak stary trampek.

Muzułmanie zresztą zabijają zwierzęta w podobny sposób.

Wydaje się to barbarzyńskie, ale kiedy pomyślę o “naszych” rzeźniach, gdzie zwierzęta widzą, jak umierają ich bracia i czekają w kolejce, to nie wiem już sama, co jest bardziej okrutne. Czy gorsza jest śmierć przez uduszenie, czy przez powieszenie, mniej więcej taki to “dylemat”. Koleżanka opowiedziała mi kiedyś historię o krowie, która uciekła przed zamordowaniem, to było w Poznaniu, ta krowa była tak przerażona, że przepłynęła Wartę.

Dotychczas miałam dobre zdanie o buddystach, nawet się kiedyś czułam buddystką, chociaż to może brzmieć dziwnie, ale kiedy zobaczyłam demonstrację mnichów buddyjskich w Birmie (tak, wiem, Mjanma), którzy, pełni nienawiści, walczyli o wyrzucenie muzułmanów z ich kraju (tzw. Rohingya), to nie powiem, że mi cała sympatia przeszła, ale zrozumiałam, że nikt nie jest bez winy, a moje sympatie są naiwne. Było mi trudno to przyznać, bo chciałam w kogoś wierzyć, ale przyznałam przed sobą, że świętych nie ma.

Ludzie, to ludzie, bez względu na to  jaką religię wyznają albo jakiej nie wyznają. Jedni mądrzy i dobrzy, inni źli i głupi, chociaż pewnie żadni z nich nie są całkiem tacy lub tacy.

Napisałabym, że ateiści/agnostycy, wydają mi się jednak najprzyzwoitsi, ale przecież musiałabym do tego “wora” wrzucić Hitlera, Stalina i ich zwolenników. I znowu szufladkowanie, i znowu, jak kulą w płot (nawiasem mówiąc, na argument złośliwców, że Hitler był wegetarianinem, mam odpowiedź, że Stalin (i kilku innych seryjnych zabójców) był mięsożercą i czegóż to ma mianowicie dowodzić; a jeszcze bardziej nawiasem mówiąc, po lekturze książki “Trzecia Rzesza na haju” mogę zapewnić, że Hitler wegetarianinem nie był, nawet, jeśli mu się wydawało, że jest, choćby dlatego, że przyjmował mnóstwo “zdrowotnych” mikstur przygotowywanych z ciał zwierząt).

I tak rozmyślania o martwych drzewach, które nie musiały umierać, a umarły w imię jakiejś idiotycznej tradycji, rozmyślania o karpiach, które dostają w głowę młotkiem, żeby ktoś mógł z radością świętować narodziny Jezusa, który, na tyle, na ile o nim czytałam, nie byłby raczej tym uradowany, doprowadziły mnie do Hitlera i Stalina.

No cóż, może z wiekiem robię się bardziej cyniczna?

A może to nie cynizm, tylko widzę rzeczy takimi jakie są?

Ale jakie one są?

Tego nie wiem.

Konkubent, informatyk, umysł rzekomo ścisły, ciągle podkreśla, że trzeba na sprawy patrzeć logicznie (w kontrze do patrzenia emocjonalnego). Nic mu nie chcę mówić, ale sam jest czasem zbyt emocjonalny.

Niemniej jednak może ma rację.

Zabijanie drzew, żeby na nich potem powiesić kilka ozdóbek nie jest logiczne.

Zabijanie żywego stworzenia o tej akurat porze roku, bo tak się przyjęło, nie jest logiczne.

Tradycja w większości przypadków nie jest logiczna.

Może, gdybyśmy byli bardziej logiczni, a mniej emocjonalni, ten świat, wbrew pozorom, byłby lepszym miejscem?

Sama nie wiem.

P.S. A zainteresowanym tematem II wojny polecam doskonała książkę Rona Rosenbauma “Wyjaśnianie Hitlera”. Recenzji nie piszę, bo mi to słabo wychodzi.

3 Responses to “Nie lubię świąt”

  1. Mirek Says:

    Cześć Mini :) Myślę sobie, że to zdanie – “A może to nie cynizm, tylko widzę rzeczy takimi jakie są?” jest trafne. Chyba jest tak, że trudno jest dorosnąć, dojrzeć i widzieć rzeczy, i sprawy w ich właściwej proporcji, i w jasnym świetle, bez zniekształceń ideologicznych z jednej czy drugiej strony. Takie dojrzałe “widzenie” było dotąd domeną mniejszości. Ja na pewno nie jestem wystarczająco dorosły w tej kwestii. Jesteśmy świadkami fascynujących globalnych przemian społecznych oraz ścierających się ideologii, ciekawe co z tego powstanie…?
    Ja lubię święta ze względu na część tradycji, choć również nie jestem osoba religijną doceniam ich pozytywne strony. Wesołych świąt :)
    Cześć:) Sama nie wiem. Bo jakie te rzeczy są? Nie zakładam, że ja to akurat wiem. To prawda, chyba żyjemy w tzw. ciekawych czasach, chciałabym, żeby się z tego wykluło coś dobrego, ale czasami mam wrażenie, że jedno wydarzenie, jedno słowo, jeden człowiek (może kilku) może przechylić szalę w złą stronę. Kto to wie? A czasami mi się wydaje, że może są różne światy i zależnie od tego, co sami wybierzemy, w takim się znajdziemy? Nic nie wiem:) Wesołych.

  2. Artur P Says:

    Też nie lubię świąt. Jak pomyślę o tej całej masie zmarnowanej żywności, którą uprzednio z ogromną zapalczywością i energią przyrządzano, o szale zakupów nietrafionych zazwyczaj prezentów to zadaję sobie pytanie czy tylko ja widzę w tym szaleństwo ?
    Dobrze jest się dowiedzieć, że człowiek nie jest samotny w swoim nielubieniu. Zmarnowana żywność, to kolejny kamyczek i bezsensowne prezenty – kolejny. Ja wiem, że nie wszyscy, przyznam też, że i ja nie jestem bez winy w tym roku, może i w poprzednich nie byłam, nie pamiętam. Może o tym napiszę. Widzę w tym szaleństwo, patrzę na to jakby z zewnątrz, a czasami wchodzę w środek. Głupio i bez sensu. Pozdrawiam

  3. A. Says:

    Na całe szczęście jestem po wizytach w rzeźni i wiem, że zwierzęta nie widzą, jak inne zwierzęta giną. Już abstrahując od tego czy słuszne czy niesłuszne jest jedzenie mięsa, bo to każdego indywidualna decyzja, to o widokach przed śmiercią jest często powielanym mitem. Dodatkowo zwierzęta są zawsze znieczulane przed samym procesem, więc jednak co dało radę im zapewnić, to zapewniono.
    To faktycznie szczęście, no cóż, każdy je pojmuje inaczej. Ja mam inne informacje od osób, które też są, akurat na nieszczęście w ich mniemaniu, po “wizytach” w rzeźni. I mają całkiem inne informacje, nie mówiąc o dowodach w postaci nagrań, bo tylko po to tam poszły, z wielką niechęcią, na pewno nie jak na wizytę. Znieczulone, jasne. To też już słyszałam. Bzdury. Każdy może napisać takiego maila. Proszę o dowody. Albo chociaż szczegóły. Niby po co byłeś z wizytą w rzeźni? Dla przyjemności? Czy w pracy? W takim razie nie jesteś wiarygodnym źródłem informacji.

Leave a Reply

XHTML: You can use these tags: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>