Minimalizm

|

minimalny minimalizm i wolna powolność

Rozmyślania część któraś tam

Marzec 25th, 2018 at 20:38

Od wielu lat cierpię na depresję. W sumie mam obawy, czy o tym pisać, bo trochę ekshibicjonizm. Różne znane osoby nagle się zaczynają zwierzać, że mają depresję i się zastanawiam, czy mają, czy nie mają, ale się chcą wyróżnić?

Ale przecież nie mnie to oceniać.

Każdy, kto ma, ma prawo się z tym uzewnętrznić albo ukryć, jego sprawa. W każdym razie już jako dziecko miałam dni przechodzone w szlafroku, mama tylko pytała: co, chandra?, bo kiedyś się nie mówiło, że ktoś ma depresję, tylko chandrę. Przynajmniej u mnie.

Jak sobie teraz analizuję moje dzieciństwo i moją rodzinę, to dochodzę do wniosku, że oboje rodzice mieli depresję, a przy tym niesamowite poczucie humoru, jedno drugiemu nie przeszkadza, mi to wisielcze zostało po nich do dziś.

Zatem odziedziczyłam chorobę niefajną, nie powiem, że nie ma gorszych, na pewno gorzej jest mieć nowotwór, ja chyba nie mam, w mojej rodzinie z obu stron praktycznie ta choroba nie występuje, może naukowcy powinni mnie zbadać i coś wyekstrahować, ale nikt się nie zgłasza, a ja się nie napraszam.

Niemniej jednak depresja wesoła nie jest, człowiek codziennie myśli o śmierci i buduje najgorsze scenariusze. A przy tym niedawno przepisano mi tabletki ze składem zwierzęcym.

Weź dobij wegankę z depresją, przepisz jej leki z żelatyną. Czy tam innym składem podobnym.

Zatem spytałam lekarza, który się pojawił w miejsce mojej stałej lekarki z doskoku, czy mogę zeżreć te małe kulki ale bez otoczki.

Tak dla śmiechu – wydawało mi się, że jak leki są dojelitowe, to jak czopki je trzeba aplikować, na szczęście konkubent jest chyba fanem medycyny, mimo że informatyk, to mi wytłumaczył, co i jak, ale bardzo go ubawiłam (swoją drogą, jeszcze bardziej na marginesie – gdy mnie farmaceutka spytała: jaka gramatura, to nie wiedziałam o co chodzi, że co? sto lat nie słyszałam tego słowa).

Lekarz sprawdził i mówi, że ok i pyta, czy to ze względów religijnych nie chcę jeść obudowy. Ja, że nie, absolutnie, ze względu na zwierzęta.

Ale taka jakaś mi się z tego zrobiła historia, trochę dziwna, trochę zabawna, jednozdaniowa prawie…

2 Responses to “Rozmyślania część któraś tam”

  1. M. Says:

    Też jestem weganką. Iii. Chciałam tylko wtrącić, że o ile unikanie kupowania niewegańkich leków/suplementów ma sens, o tyle unikanie jedzenia już kupionych niezbyt. Zwierzętom to różnicy nie robi :) Chociaż oczywiście rozumiem obrzydzenie w stosunku do żelatyny, w końcu kiedyś była częścią zwierzęcia.
    To prawda, że zwierzętom to faktycznie różnicy nie robi. Ale skoro wszystkie są w otoczce z żelatyny, to co mogę na to poradzić? A żelatyny nie chcę jeść, bo mnie szczególnie brzydzi, chyba nawet gdybym nie była wege, to też by mnie brzydziła. Ale masz rację, poszukam zamienników, może znajdą się jakieś bez tej otoczki.

  2. M. Says:

    To są właśnie te momenty, kiedy świadomość “zabija”. Chęć zjadania pewnych produktów, oczywiście :D
    Możesz robić co chcesz, miej świadomość:)

Leave a Reply

XHTML: You can use these tags: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>