Minimalizm

|

minimalny minimalizm i wolna powolność

Bez odpadów – wersja polska

Kwiecień 3rd, 2018 at 0:36

czyli pokochuję:) swój dom.

Czytam książkę Pokochaj swój dom. Zero Waste Home, czyli jak pozbyć się śmieci, a w zamian zyskać szczęście, pieniądze i czas Bei Johnson.

Niespecjalnie rozumiem dlaczego tak dziwnie przetłumaczono tytuł i gdzie to pokochaj w wersji angielskiej, ale po Dirty dancing (polski tytuł: Wirujący seks) niewiele mnie już zdziwi, jeśli chodzi o kreatywność tłumaczy.

Widocznie, jak jest w tytule seks albo pokochaj, to pozycja (nomen omen) lepiej się sprzedaje.

Nie mam zresztą nic przeciwko temu, żeby osoby, które sięgną po książkę myśląc, że jest to familijne romansidło dowiedziały się czegoś o idei zero waste. Wolę jednak dom bez odpadów, nawet, jeśli brzmi jak poradnik małego technika, czy innego stolarza.

Zaczęłam więc czytać tę książkę, na Legimi zresztą, co się dobrze wpisuje w ideę zeroodpadowości, taka biblioteka w tablecie, czy telefonie.

Domniemuję, że dla wielu zwolenników minimalizmu nie jest to nowość (chociaż pierwsze polskie wydanie jest z 2017 roku), ja jednak mam tę przyjemność dopiero teraz.

Jeśli miałabym w jednym zdaniu opisać o czym jest książka, brzmiałoby ono tak: autorka opisuje swoją i swojej rodziny drogę do osiągnięcia celu, jakim jest zeroodpadowe gospodarstwo domowe (czyli produkcja jak najmniejszej liczby odpadów), a środkiem do osiągnięcia tego celu jest zasada pięciu R, czyli refuse (odmawiaj przyjmowania i kupowania zbędnych rzeczy), reduce (ograniczaj liczbę rzeczy, których potrzebujesz), reuse (użyj ponownie), recycle (poddaj recyklingowi rzeczy, których przyjęcia nie udało ci się odmówić, potrzeby posiadania ograniczyć, czy użyć ponownie), rot (kompostuj całą resztę).

Chodzi zatem nie o to, żeby uspokoić swoje sumienie segregowaniem odpadów, bo to dopiero czwarty etap, ale żeby w ogóle ograniczyć liczbę rzeczy, które mamy, dzięki czemu nie będzie czego recyklować.

Autorka jest Francuzką, ale mieszka w USA, zatem i niektóre realia wydają mi się trochę obce, np. odkrycie, tadam, że wcale nie potrzebuje suszarki do sałaty (what?, niby wiem, że coś takiego istnieje, ale w życiu bym tego nie kupiła) albo propozycja, żeby zamiast kilku samochodów mieć jeden (nie mam żadnego). Nie wszystko też akceptuję, np. przy kroku dotyczącym odmawiania wspomina o wizytówkach – myślę, że nieprzyjęcie czyjejś wizytówki mogłoby zostać uznane za afront, na razie sobie tego nie wyobrażam. Sama jednak idea, jak i większość przykładów, bardzo mi się podoba, zresztą czymże innym jest, jak nie minimalizmem?

Książka zainspirowała mnie do przemyśleń i do działania. Postanowiłam, że codziennie będę próbowała znaleźć co najmniej jeden nowy sposób na ograniczenie liczby „produkowanych” przez naszą pięcioosobową rodzinkę (ja, konkubent i trzy koty) odpadów, no i oczywiście wcielać pomysły w życie. Na razie codziennie do końca kwietnia, a potem zobaczę, czy pojawią się nowe pomysły, w co wierzę, czy też źródło inspiracji wyschnie, że się tak górnolotnie wyrażę.

Mój pierwszy pomysł: zamiast żelu pod prysznic używać mydła w kostce. Co prawda takie mydło też ma opakowanie, ale najczęściej papierowe (i takie chcę kupować), a żel pakowany jest do plastikowych butelek. Łatwiej zutylizować kawałek papieru. Data wprowadzenia pomysłu w życie: po zużyciu żelu, którego obecnie używamy.

Mój pierwszy krok w stronę bezodpadowego, czy też zeroodpadowego gospodarstwa domowego.

 

 

2 Responses to “Bez odpadów – wersja polska”

  1. sowa_nie_sowa Says:

    Nie kupiłabyś suszarki do sałaty, bo skoro nie miałaś z nią do czynienia, to nie wiesz jakie to pożyteczne urządzenie;) Ja mam i korzystam i nie sądzę, żebym tym specjalnie zaśmiecała planetę, skoro używam jednego od lat. A jak Ty suszysz sałatę?

    Żel i mydło to jednak co innego, inny skład, mydło jest zawsze zasadowe.
    O co chodzi z tymi wizytówkami? Żeby ich nie mieć i nie przyjmować?
    Ja nie suszę sałaty. Rzadko ją kupuję, bo czytałam, że jest jedną z najbardziej zasyfionych chemicznie warzywów:) I nie przepadam. A jak już mam i umyję, to nie suszę.
    Pewnie żel i mydło to co innego, ale od kiedy używam mydła (kilka dni) mniej mnie swędzi skóra.
    Z wizytówkami chyba właśnie chodzi o to, żeby ich nie przyjmować, bo to kolejny odpad. Właściwie rzadko ktoś mi oferuje wizytówkę, więc jakby nie mam problemu.

  2. sowa_nie_sowa Says:

    Tak, sałaty chłoną wszelkie zanieczyszczenia i opryski, dlatego kupuję tylko w sezonie i to taką, o której wiem, że jest w miarę czysta. A co lubisz z zielenin?
    Z tym swędzeniem to ciekawe, trzeba by popatrzeć co tam było w tych żelach i co jest w mydle, bo zwykle jest na odwrót:)
    Z warzyw to lubię rzodkiewkę, rukolę, kapustę włoską, brukselkę (najlepiej gotowaną), buraki, marchewę, kalafior. W ogóle lubię warzywa. Niekoniecznie zielone.
    Mnie się wydaje, że mam trochę uczulenie na żwirek koci (silikon) i najbardziej stąd swędzenie. Ale fakt, że po mydle lepiej mi się zrobiło.

Leave a Reply

XHTML: You can use these tags: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>