Minimalizm

|

minimalny minimalizm i wolna powolność

Dom bez odpadów – część kolejna

Kwiecień 10th, 2018 at 21:02

Ani się obejrzałam, a tu minęły cztery dni od ostatniego wpisu. A miałam mieć pomysł na każdy dzień, przez miesiąc. Pomysł na życie bez odpadów.  Zatem próbuję.

Pomysł (bez numeracji, później policzę) – zamiast szamponu w butelce plastikowej używać szamponu w butelce szklanej. Swoją drogą butelka to chyba dawniej zawsze była szklana? Może i teraz jest, a plastikowy to pojemnik? W każdym razie – szampon w szkle. Pamiętam, jak kiedyś takie sprzedawali, całkiem niedawno – żółty rumiankowy i zielony pokrzywowy. Moje włosy są wymagające, co oznacza, że nieodpowiednio potraktowane mszczą się i żyją swoim życiem. Ale tak naprawdę ważna jest dla nich odżywka, ew. balsam, a szampon jest przed i może być, jaki chce. Szukałam szamponów w szkle w Rossmannie i w kioskach, ale nie znalazłam(:

Pomysł (nr jak wyżej) – gazety tylko online. Wolę czytać w papierze, ale kończy się tak, że całe mieszkanie mam zawalone papierem. Trudno, jeśli naprawdę chcę coś przeczytać, to przeczytam na kompie/tablecie/w telefonie. Jeśli nie przeczytam, to znaczy, że nie było to dla mnie interesujące. W pracy dostaję mailowo przegląd prasy, mogę też zabierać do domu gazety (GP, Rzepę, Wprost), w dwóch co najmniej bibliotekach mogę wypożyczać tygodniki, nie mam czasu przeczytać tego wszystkiego, a jeszcze mi mało. Mam tak zwane FOMO, czyli fear of missing out, czyli strach przed tym, że coś mnie ominie, że ja coś ominę. Trudno mi z tym walczyć, zmuszam się.

Pomysł kolejny – może powinnam go wrzucić do pomysłu powyżej i trochę naciągam – z artykułów, które mnie interesują robię zdjęcia do telefonu, będę je mogła czytać w drodze do i z pracy. Dotyczy to zarówno gazet, których chcę się pozbyć z mieszkania, jak i tych, które mam w pracy (żeby ich nie zabierać i nie powiększać sterty). Dobrze się czyta i można wysłać znajomym.

Pomysł ostatni na dziś – trochę banalny, ale ile można mieć pomysłów. Noszę przy sobie zestaw reklamówek (dwie cieniutkie, jedna grubsza, jedna na mrożonki) i do nich pakuję warzywa i owoce. Postępuję z nimi delikatnie, żeby służyły, jak najdłużej. Cały czas mam opory, żeby przyjść do sklepu ze swoim pudełkiem/słoikiem i poprosić o zapakowanie towaru tamże. Ktoś próbował?

Z pomysłów już wdrożonych:

  • szczotka do naczyń jest upierdliwa, poza sztućcami, te się myje wygodniej szczotą niż gąbką; brudzi się też niemiłosiernie, ale myję ją w sodzie i cytrynie;
  • mydło w miejsce żelu pod prysznic czeka na użycie, jak się żele pokończą.

Sukcesów niewiele, ale pocieszam się, że to dopiero początek.

 

 

 

 

3 Responses to “Dom bez odpadów – część kolejna”

  1. Ka Says:

    Są szampony w kostce, tak jak mydło ;)
    Jeszcze odnośnie posta sprzed kilku dni – kaszę, ryż na wagę itp. ma w swojej ofercie na pewno Auchan.

    Jeżeli nie znasz – polecam bloga/fanpage/instagram Szafa Sztywniary – też zaczęła przygodę z Zero Waste i ma sporo fajnych pomysłów (np. szampon w kostce właśnie).

    Pozdrawiam :)
    Hej, czytałam o tych szamponach w kostce, ale ich nie widziałam w żadnym sklepie, muszę poszukać w necie. Szukałam w sklepach takiego w butelce, ale na razie nic nie znalazłam, a kiedyś w kioskach były takie pokrzywowe – chyba te czasy minęły. Tak, faktycznie, ktoś pisał, że Auchan ma takie produkty i przypomniało mi się, że ma, będę tam kupować. Ciekawe, czy mi pozwolą zapakować do swojego pudełka/słoika. Bloga nie znałam, poczytam. Dziękuję. Pozdrawiam:)

  2. Tofalaria Says:

    U nas nie ma problemu, żeby w warzywniaku pani zważyła do własnego pudełka lub dała bez folii (większe rzeczy). Chodzę z koszykiem i pudełkami i własnym opakowaniem na jajka. Produkty sypkie do pudełek – jak najbardziej. Na bazarku w Piasecznie jest ponadto budka z artykułami sypkimi (bakalie, ryż), gdzie można wszystko wziąć do własnych wytarowanych pudełek. Można kupić w stylu “zero waste”, choć to najzwyklejsza budka i nie reklamuje się na prawo i lewo. Ja mam tylko czasem opory, czy to się za bardzo nie zakurzyło, zwłaszcza to, co ludzie rzadko biorą, bo jest drogie…
    No właśnie chyba jedyny ratunek w warzywniakach, mniejszych sklepach i bazarkach. Do Piaseczna mam akurat daleko. O co chodzi z tym tarowaniem? Bo w książce Bea Johnson też o tym pisze. Mam zważyć pudełka, żeby sprzedawca mógł odjąć ich wagę? Czy on sam najpierw waży opakowanie i przy obliczaniu ceny odpowiednio odejmuje? Z tym kurzem, to masz rację. Podobnie mam obawy przed kupowaniem warzyw i owoców od sprzedawców, którzy stoją na chodnikach, jak pomyślę ile ołowiu ze spalin samochodowych na tych produktach osiadło. Ale kurz w sumie chyba bezpieczniejszy niż ołów…

  3. sowa_nie_sowa Says:

    A mnie te wszystkie zmagania przypominają czasy, kiedy tak się żyło i zazdrościło “zachodowi” tej wygody zakupów;) Że nie muszą dżwigać szklanych butelek, że wszystko pięknie popakowane, że czysto, jednorazowo i higienicznie.
    I tak się zastanawiam po co nam ten cały rozwój, skoro teraz wracamy do tego, co stare i co już przerabialiśmy…
    Prawda to, mi też przypomina. Mnie:). Ale z drugiej strony chyba nie chcemy czasów, kiedy po papier toaletowy stało się w kolejce i nie było Internetu. Kwestia wykorzystania tego, co dobre, w sensie weźmy to, co było dobre, a resztę “olejmy”. Pamiętam mleko w butelce pod drzwiami… Urocze to było.

Leave a Reply

XHTML: You can use these tags: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>