Minimalizm

|

minimalny minimalizm i wolna powolność

Dom bez odpadów – podsumowanie dotychczasowych “osiągnięć”

Kwiecień 13th, 2018 at 18:28

Dziś dzień jedenasty.

Zaczęłam 3 kwietnia i do końca miesiąca miałam znajdować pomysły na dom, a właściwie na życie bez odpadów. Być może pomysłów będzie więcej, ale postawiłam sobie takie mini wyzwanie dla Mini.  A później zobaczymy, jak z tymi pomysłami będzie.

Pomysł pierwszy – zamiast żelu pod prysznic używać mydła w kostce, w opakowaniu papierowym. Udało mi się, jak pisałam, nabyć takie mydła, wegańskie, firmy Alterra (produkty również niealergizujące, tak mówi moja koleżanka alergiczka), za niecałe 2 złote sztuka. Dzisiaj rano użyłam ich po raz pierwszy, bo skończył się żel. Trochę się obawiałam, że będę jakoś dziwnie pachnieć, bo mydło miało pomarańczowy, ale trochę dziwny zapach. A okazało się, że na skórze praktycznie nie pozostawia zapachu. Niby przyjemnie jest pachnieć dobrym żelem, czy mydłem Palmolive, ale mniej ekologicznie (Palmolive testuje na zwierzętach, tzn. producent mydła Colgate-Palmolive Co., dane ze strony PETA, a ich opakowania wydają mi się nie do końca papierowe, natomiast żele są w plastikowych butelkach).

Pomysł drugi – kupowanie ryżu, kasz itp. w papierowych torbach, a najlepiej luzem. Jeszcze nie przetestowałam, bo mamy spore zapasy ryżu, kasz, ciecierzycy, soczewicy, quinoi, grochu, fasoli itd. Swoją drogą bezsensowne jest takie gromadzenie zapasów – później się okazuje, że to, co wylądowało na końcu szafki jest przeterminowane albo zarobalone. Dzięki Czytelnikom bloga wiem już, że na pewno dostanę takie produkty m.in. w Auchan, na bazarku przy Hali Marymonckiej i w sklepie „Nagie z Natury” przy ul. Pokornej 2. Dziękuję.

Pomysł trzeci – zamiast gąbek do zmywania używać szczotki, na razie plastikowej. Taką też kupiłam (drewnianej, o której pisała Kamila, takiej z wymienną główką z włókna naturalnego, muszę poszukać w necie) i coraz bardziej ją lubię. Nie zaczyna śmierdzieć pleśnią, jak gąbki, po kilku dniach używania i jest całkiem wygodna. Nawiasem mówiąc, ponieważ skończył się płyn do zmywania, a mamy mydło w płynie, zaczęłam go używać zamiast płynu do zmywania. Kiedy i ono się zużyje, do mycia rąk i ciała będzie mydło w kostce, a do mycia naczyń spróbuję zrobić płyn domowej roboty (soda, sok z cytryny).

Pomysł czwarty – zakup butelki na wodę, bez bisfenolu A i z filtrem węglowym. Jestem zachwycona tą butelką, jakkolwiek zabawnie, czy idiotycznie to brzmi. Mam wrażenie, że już mi się zwrócił ten zakup (50 zł), jeśli pomyślę, ile wody butelkowanej kupowałam. A jakie to przyjemnie uczucie, że nie zaśmiecam Ziemi kolejnymi butelkami. Rano wlewam do niej wodę i piję w drodze do pracy, w pracy znowu ją napełniam, stawiam na biurku i piję, kiedy mam ochotę (zwykle napełniam ją trzy razy), przed wyjściem z pracy znowu dolewam wody i mam na drogę. W domu to samo, a przed snem stawiam pełną butelkę na stoliku przy łóżku. Niby proste rozwiązanie, a czuję się, jakbym dokonała wielkiego odkrycia. Muszynianki mi nie brakuje.

Pomysł piąty – kompost. Do małego wiaderka wrzucam resztki organiczne. Wiaderko już raz się napełniło i konkubent wyniósł zawartość na działkę. Wróciło czyste, puste i gotowe na przyjęcie kolejnych odpadów. Rzadziej wyrzucamy śmieci, to dodatkowy plus. Zgodnie z informacją zawartą w książce B. Johnson same odpady organiczne, jeśli nie są zmieszane z innymi, nie śmierdzą – wątpiłam w to, ale jestem skłonna się z nią po części zgodzić. Wydają lekko nieprzyjemny zapach, ale nie jest specjalnie dokuczliwy i bez oporów otwieram wiadro, żeby dołożyć kolejne odpady.

Pomysł szósty – zamiast szamponu w butelce plastikowej używać szamponu w butelce szklanej. Na razie mam zapasy tego w plastiku, ale już się rozglądam za „szklanym”. Nie ma. To znaczy nie znalazłam. Szukałam w Rossmannie, w Super Pharm, w Społem i w kioskach. Ale, jak pisze Ka w komentarzu, są szampony w kostkach, Bea Johnson też o tym wspomina. Poszukam w internecie. Ostatecznie spróbuję myć włosy mydłem, a potem stosować odżywkę, zobaczę, jaki będzie efekt.

Pomysł siódmy – gazety tylko online. Od pierwszego wpisu zakupiłam jedną gazetę – Wyborczą, w poniedziałek, ze względu na jolkę, którą lubię rozwiązywać. Miałam już prenumeratę GW online i muszę powiedzieć, że z jolką są problemy, tzn. można ją niby wydrukować, razem z hasłami, ale wymaga to pewnej obróbki (nawet pisałam o tym do GW, bo skoro płacę, to chyba powinnam mieć dostęp do wszystkich treści, ale jakoś wymijająco odpisali). Dzisiaj zabrałam do domu z pracy weekendową Gazetę Prawną, a w środę Wprost. Z gazetami będzie najtrudniej.

Pomysł ósmy – artykuły w gazetach, które mnie interesują, sfotografuję telefonem; będę je mogła czytać w np. drodze do i z pracy. Chyba nie doprecyzowałam co mam na myśli. Chodziło mi o gazety zalegające w domu, których żal mi wyrzucić, a ponadto gazety z pracy, które mogę zabierać, bo i tak poszłyby na makulaturę. Jeszcze tego nie robiłam, przyznaję. Patrz wyżej.

Pomysł dziewiąty – noszę przy sobie zestaw reklamówek i do nich pakuję warzywa i owoce. Tak robię. Mam kilka toreb na mrożonki, te torby są dosyć mocne, więc na przykład dzisiaj zapakowałam do takiej torby zakupione banany. Codziennie mam w torebce zestaw siatek foliowych, a do tego siatkę szmacianą.

Myślę, że jak na jedenaście dni “eksperymentu”, poszło mi całkiem dobrze.

 

2 Responses to “Dom bez odpadów – podsumowanie dotychczasowych “osiągnięć””

  1. Kamila Says:

    Na stronie ekorozmaitosci.pl znajdziesz szczotki o których pisałam:-)
    Dzięki:) Świetna ta strona.

  2. sowa_nie_sowa Says:

    Do oczyszczania wody polecam szungit. Taką wodę piję od dawna i z mojej wiedzy wynika, że jest to bardzo dobry sposób na jej oczyszczenie (najlepszy to odwrócona osmoza). Wodę z szungitem trzymam w szklanym dzbanku, uzupełniam na bieżąco i z tego korzystamy.
    Ostatnio zainwestowałam w emerycki wózeczek, bo dźwiganie siatek z zakupami z targu (te kilogramy warzyw i owoców niestety ważą) było najsłabszym ogniwem moich sobotnich zakupów (na które co prawda jeżdżę autem, ale nie stoi ono przy bazarku i jakoś trzeba te zakupy do niego dotachać). A teraz bajka!:)
    Dziękuję za informację. Przyznam, że nigdy nie słyszałam o szungicie, poszukam w internecie. Na wyjście używam zakupionej butelki i jestem bardzo zadowolona, ale doczytam, bo może to będzie jeszcze lepsze. Ja też mam taką emerycką torbę na kółkach, która była może z raz w użyciu, auta nie mam, więc pewnie użyję na wyjście bazarowe.

Leave a Reply

XHTML: You can use these tags: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>