Minimalizm

|

minimalny minimalizm i wolna powolność

Dom bez odpadów – ciąg dalszy

Kwiecień 24th, 2018 at 16:59

Ostatnio  był pomysł dziewiąty… Przyznam, że nie jest łatwo z tymi pomysłami, nie dlatego, że ich nie mam, ale dlatego, że je zapisuję na różnych świstkach (np. na kartonikach dołączanych do rajstop – to tak a propos wykorzystywania tego, co mam) – swoją drogą ile drzew mniej by umarło, gdyby zrezygnowano z tych tekturek, ha… i już nowy pomysł – a potem to się gdzieś pałęta.

Ale ok, w trakcie pisania pojawił się

pomysł dziesiąty – napisać do producentów rajstop, żeby zrezygnowali z kartoników; chodzi chyba o to, że to usztywnia “pakunek”, ale przecież nieusztywniony jest równie dobry, a miliony drzew dzięki temu przeżyją;

pomysł jedenasty – w związku z poprzednim – zrezygnować, o ile to możliwe – z noszenia rajstop, pończoch itp.; podobno pierwsze, w 100% nylonowe, były tak trwałe, że producenci szybko się z nich wycofali, bo to przecież żaden biznes, jak kobieta kupuje trzy pary na całe życie, zamiast trzech par na miesiąc (oby tylko); często noszę długie spódnice, a przy takiej, może nie nawet letniej, ale mocno wiosennej temperaturze, rajstopy zwykle nie są potrzebne;

pomysł dwunasty – związany z ćwiczeniami; wykorzystywać to, co się ma w domu – z przyrządów do ćwiczeń mam jedynie rowerek stacjonarny, na którym “zainstalowałam” podkładkę pod laptopa (położyłam ją na kierownicy) i żeby się nie zanudzić podczas jazdy oglądam filmy, czytam książki i gazety, a nawet uczę się języków; ze starych, takich samych butelek na wodę z dużym otworem zrobiłam sobie hantle (napełnione piachem z wodą są całkiem ciężkie, jak na moje możliwości); stepper, który miałam, całkiem się zepsuł i zardzewiał, więc wylądował na śmietniku, zamiast tego mogę wchodzić na “stopnie” zrobione z książek, albo na łóżko; kwestia inwencji i wyobraźni; polecam książkę “Skazany na trening” napisaną przez więźnia, który wiele lat spędził w więzieniu w USA i nauczył się wykorzystywać do ćwiczeń to, co było dostępne (czyli, w naszym mniemaniu, prawie nic), a wyniki są imponujące, opracował też zestaw ćwiczeń od takich dla kompletnych sportowych sierot (czyli dla mnie), do mistrzostwa świata; to się nazywa callistenika i nie jest niczym nowym, bo istnieje od Starożytności i pozwala na wykorzystanie ciężaru własnego ciała do ćwiczeń – jest to bardziej efektywne i bezpieczniejsze niż ćwiczenia z “zewnętrznymi” ciężarami i nie wymaga inwestycji finansowych;

pomysł trzynasty – w sumie banalny – kupować tyle ubrań, ile to możliwe, w lumpeksach; mam wrażenie, że na świecie jest już tyle odzieży, że cała kula ziemska mogłaby się ubrać od stóp do głów na każdą porę roku i jeszcze by zostało; w okolicy mam lumpeks ze świetnymi butami, naprawdę są oryginalne, tanie i wyglądają, jakby nikt ich nie używał, są tam też, oprócz ubrań, różne akcesoria, np. zastawy stołowe, futerały na okulary, zabawki dla dzieci, książki po angielsku, pudełka i pudełeczka, pościel, torebki, stare aparaty fotograficzne itd. itp.; w Warszawie jest Sklepowisko, już chyba sieć, gdzie ludzie przynoszą to, czego nie potrzebują, a co inni mogą kupić za niższą cenę (nawet meble) albo sklepy fundacji Sue Ryder (kupiłam tam kiedyś piękne, eleganckie buty, wyglądały jak nowe, a kosztowały 20 zł) – do obu tych miejsc można też zanieść rzeczy w dobrym stanie, które nie są nam potrzebne;

pomysł czternasty – nie używać ręczników papierowych, tzn. nie tylko ich nie kupować do domu, ale również nie korzystać z nich w toaletach publicznych; wydaje mi się, że Bea Johnson w swojej książce doradzała, żeby zamiast tego suszyć ręce suszarką elektryczną, ale to przecież również zużywa zasoby, a ręce, szczególnie, jeśli nimi intensywnie pomachać, wysychają po niecałej minucie – naprawdę, nie ma sensu mordować drzew dla tak błahego powodu;

pomysł piętnasty – zapożyczony od Bei Johnson – zamiast zszywaczy używać spinaczy; spinacze są wielokrotnego użytku, zawsze można je odłączyć od pisma/dokumentu, które/y już nie jest  potrzebne/y i użyć ponownie; wyrwana zszywka nie na wiele się przydaje.

Tyle pomysłów na dzisiaj.

Zastanawiam się, czy wystarczy mi inwencji i kreatywności na kolejnych piętnaście dni/pomysłów (umowny miesiąc).

 

 

 

3 Responses to “Dom bez odpadów – ciąg dalszy”

  1. Magdalena Says:

    Pod pomysłem z mailem do producenta/producenta rajstop podpisuję się ochoczo.
    Ilekroć kupuję nowe ubolem nad marnotrawstwem surowców używanych do opakowań. Możemy umówić się na wspólne lub w tym samym czasie pisanie. Może ktoś się do nas dołączy? Serdeczne pozdrowienia
    A może właśnie nie wspólne i nie w tym samym czasie, tylko najpierw jedna, potem druga, żeby myśleli, że to całkiem niezależnie, różni ludzie widzą problem? Dam znać jakiej treści i do kogo wysyłam maile, żeby Twoje były inne:) Taka konspiracja.

  2. Magdalena Says:

    Miało być “ubolewam” i przecinek wcześniej :-)

  3. Aga Says:

    Ja dzisiaj poszłam do Rossa po patyczki do uszu, ponoć miała być Isaba z papieru i bawełny – nie było. Kupiłam za to mydło Aleterry które polecałaś- wzięłam te imbirowe, super pachnie.

    To mój mały krok;)
    O, fajnie. Ja z tego pomarańczowego jestem bardzo zadowolona. I dużo mniej pojemników się po wannie pałęta.

Leave a Reply

XHTML: You can use these tags: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>