Minimalizm

|

minimalny minimalizm i wolna powolność

Decyzje

Listopad 12th, 2018 at 15:31

 

Podobno tylko 20 procent decyzji podejmujemy pod wpływem racjonalnych przesłanek. Reszta to chyba, jak zrozumiałam, emocje. Czytam, a właściwie słucham, książki „Otoczeni przez psychopatów”, stąd ta informacja.

Na marginesie powiem, że audiobooki, to moje niedawne odkrycie, nie dla świata rzecz jasna, bo pewnie świat częściej teraz słucha niż czyta, ale dla siebie.

Jakoś nie mogłam się przekonać do książek czytanych. Jedyna, którą się zachwyciłam, to Dziewczynka w czerwonym płaszczyku, czytana przez Maję Ostaszewską, wydaje mi się, że gdybym ją sama przeczytała nie przeżyłabym tak mocno. Potem próbowałam jeszcze kilku innych, ale jakoś mnie nie wciągnęły. Zrozumiałam niedawno, wiem, pewnie to żadne odkrycie, że wszystko zależy od: po pierwsze lektora, po drugie: lektora, po trzecie: gatunku. Może zresztą tylko od lektora. Zawsze byłam wrażliwa na głos, mam też dobrą pamięć do głosów (do twarzy słabą, do kierunków żadną). Uwielbiam też polskich lektorów – kiedyś Belg zapytał, czy nas nie denerwuje w filmach, że wszystko czyta lektor, był zdziwiony, że nie, chyba był przyzwyczajony do dubbingu. Ja wolę napisy, no i polskich lektorów, bo mają cudowne głosy.

Są książki, których nie mogę słuchać, umykają mi szczegóły, wyłączam się. Na przykład jedna z moich ulubionych pisarek kryminalnych Aleksandra Marinina – całą serię czyta facet, którego nie mogę słuchać, jego głos mnie drażni, mam też problem ze słuchaniem książek historycznych.

Ostatnio kolega „namówił mnie” na zakup dostępu do Storytel, wysłuchałam: Oskarżona Wiera Gran w „wykonaniu” Anny Polony i Mam na imię Lucy – czyta Danuta Stenka (nawiasem mówiąc okazało się później, że w Legimi, z którego korzystam od dość dawna mam mnóstwo audiobooków i mogę zrezygnować ze Storytel – to nie jest reklama, tylko wskazówka, jak zaoszczędzić). I przyznam, że dawno nie przeżywałam tak mocno lektury. Zasypiałam słysząc ich głosy i rozmyślając nad fabułą.

Zatem przekonałam się do audiobooków, chociaż jest to trochę sprzeczne z ideą slowlife. Nie byłoby, gdybym się skupiała wyłącznie na słuchaniu. Ale tak nie jest. Za duży plus uznaję to, że dzięki audiobookom przyjemniej mi się wykonuje niektóre prace domowe (sprzątanie, zmywanie, odkurzanie), ćwiczy, czy spaceruje. Mam jakąś w sobie niecierpliwość, jakiś ciągły pośpiech, którego nie potrafię okiełznać i kiedy tylko i wyłącznie wykonuję bezmyślne zadania, czuję, że marnuję czas. To nie jest dobre, tak sądzę, powinnam się skupić na tym co tu i teraz, na każdym wykonywanym ćwiczeniu, zmywanym talerzu, ale nie potrafię. Albo potrafię przez chwilę. Zatem audiobooki powodują, że robię co muszę z większą przyjemnością i poczuciem dobrze wykonanego zadania. Tak, to nie jest slowlife, to nerwica, ale za to nerwica częściowo oswojona.

Dodatkowo książki powodują, że czuję się bezpieczniej (dlatego zawsze mam jakąś w torebce), a dzięki audiobookom mogę słuchać tam, gdzie nie mogłabym czytać, np. ostatnio w drodze do lekarza (nienawidzę chodzić do lekarzy).

Wracając do 20 procent decyzji podejmowanych racjonalnie – kiedy o tym usłyszałam, choć może nie pierwszy raz, ale teraz to do mnie trafiło – pomyślałam o moich zakupach. Ile z nich jest racjonalnych, bo naprawdę czegoś potrzebuję, a ile wywołanych emocjami?

Kilka przykładów: bluza dla konkubenta, bo pewnie się ucieszy i będzie mu w niej ładnie (mimo, że ma w cholerę bluz; motywacja zresztą nie najgorsza), torebka (z lumpeksu, ale jednak) w kolorze, który będzie pasował do spódnicy (mimo że inne też pasują; zresztą, o co w ogóle chodzi?), kolejne kolczyki, bo koleżanka powiedziała, że tamte były ładne, a miło, kiedy ktoś ci mówi, że masz coś ładnego, milion ubrań, bo nie czuję się dość atrakcyjna (a przecież – nie, nie będę sadzić banałów, że piękno jest wewnątrz -  cielesne piękno najbardziej zależy od tego co jemy i ile się ruszamy), kosmetyki – jak wyżej (po co mi pięć szamponów i kilka odżywek do włosów?), książki prawnicze (bo jeśli przeczytam właśnie tę, to mnie nagle olśni, dostanę świetną robotę i stanę się ekspertką; nie mówię, że takie książki nie są potrzebne, ale znaj proporcjum mocium panie i kiedy są, to są).

Wreszcie – kupowanie jedzenia, chociaż nie dojedliśmy tego, co w domu.

Bo za chwilę zabraknie? Wybuchnie wojna? Zwali mi się na głowę stuosobowa, wygłodniała banda dzieciaków? O co mi chodzi? Chciałabym to wiedzieć. Mam w pobliżu trzy dobrze zaopatrzone markety, czynne prawie codziennie, a zakupy robię, jakby za chwilę mieli je zamknąć na wieczność.

Racjonalne?

Pomyślałam również – jakby to było, gdybym chociaż połowę decyzji, no dobra, jedną trzecią, podejmowała racjonalnie? Jak by mi było lżej, przestrzenniej, luźniej, swobodniej. Czy to jest możliwe? Co do procentów – nie wiem. Ale myślę, że sama świadomość tego, dlaczego gromadzę i nawyk zastanowienia się przy każdym zakupie (lub przyjęciu czegoś od kogoś), czy faktycznie tego potrzebuję, czy raczej potrzebują tego moje emocje, może być pomocny.

Dobrze jest o tym napisać, bo człowiek się dużo o sobie dowiaduje. I może, następnym razem, podejmie decyzję pod wpływem rozumu, a nie uczuć.

Leave a Reply

XHTML: You can use these tags: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>