Minimalizm

|

minimalny minimalizm i wolna powolność

Ambicja, czy nie?

Listopad 19th, 2018 at 0:21

Równocześnie, to znaczy nie do końca, ale wiecie o co mi chodzi, czytam dwie książki, a raczej jednej – Stulatek, który wyskoczył przez okno i zniknął słucham (czyta genialnie Artur Barciś), a drugą – Schacht – bankier Hitlera czytam.

To też jest trochę neurotyczne, jeśli człowiek nie może spocząć przy jednej książce, wysycić jej do końca i dopiero zabrać się za kolejną.

W przypadku, gdy jedna jest ebookiem, a druga audiobookiem, można ewentualnie zaakceptować taki stan rzeczy, bo audiobooka słucha się w drodze do pracy, w poczekalni u lekarza, przy zmywaniu – co znowu może również jest trochę neurotyczne, ta szaleńcza obawa przed „marnowaniem czasu”, przed nicnierobieniem, przestań już Mini pitolić o slow life, że jesteś tu i teraz, a w kolejce do kasy wcale się nie denerwujesz, tylko obserwujesz swoje myśli, jak się pojawiają w umyśle, jedna za drugą, no żesz kuźwa, żadnej gazety akurat pod ręką, zapomniałam telefonu, znowu najwolniejsza kasjerka mi się przytrafiła, dlaczego ten koleś zagląda mi do koszyka, a ta z tyłu mnie ciągle trąca, zaraz jej coś powiem, nic jej nie powiesz, za tchórzliwa jesteś, odwracam się i patrzę znacząco, a ta dalej trąca, na pewno robi to specjalnie, przecież idiota by zrozumiał.

A kiedy mam telefon i audiobooka jestem ponad to – dlaczego ludzie się tak denerwują, Artur Barciś mnie rozbawia i koi moje nerwice.

Za to bez wspomagaczy nie jesteś Mini żadne slow life tylko jeden wielki, za przeproszeniem, wkurw.

Tutaj anegdota o Arturze Barcisiu, którą opowiedział mi mój kolega po spotkaniu z tymże (nie, że się znają, ale spotkanie pod tytułem wieczór z gwiazdą, czy coś tam podobnego). Otóż Artur Barciś, jako „pan” psa Pankracego przebywając na wakacjach nad polskim morzem był wielokrotnie napastowany przez hordy dzieciaków, które koniecznie chciały wiedzieć co u Pankracego, czy Pankracy przyjechał, a jeśli przyjechał, to kiedy i gdzie go można spotkać. Któregoś dnia zmęczony Barciś wyznał grupie dzieciaków: Pankracy umarł. Był wielki płacz, zgrzytanie zębów i pretensje rodziców oraz kolonijnych wychowawców. Czyż on nie jest cudowny, ten Artur Barciś?

Wracając do poprzedniego wątku, można ostatecznie przyjąć, że słuchanie audiobooka w momentach, kiedy nie ma specjalnie warunków do czytania jest jakoś zasadne. Może nawet racjonalne. Rozsądne? Ale czytanie kilku książek – w sensie – tę zaczynam i odkładam, biorę kolejną, podczytuję i odkładam, następną, podczytuję i wracam do pierwszej? To chore.

Podobno wiele osób tak robi, może się czepiam siebie za bardzo, może potrzebuję urozmaicenia, w głębi jednak wiem, że to świadczy o wewnętrznym niepokoju, którego chciałabym nie mieć, a mam.

Niedawno doszłam jednak do wniosku, że niepokoić się tym, że się niepokoję nie będę, bo to trochę za dużo jak na moją zaniepokojoną wiecznie głowę, zauważam to, nie podoba mi się to, ale trudno – taka jestem.

I teraz, przechodząc do tematu naszego wykładu – ambicja, czy nie? Otóż bohaterowie wymienionych przeze mnie książek są, można powiedzieć, skrajnie odmienni, jeśli chodzi o kwestię ambicji.

Stulatek Allan ambicji nie ma wcale, wystarcza mu dobre jedzenie, wygodne łóżko, coś do roboty.

I tyle.

I budzi moją ogromną sympatię, po prostu chciałabym mieć tego staruszka za przyjaciela. Zresztą – czy nie dlatego dożył stu lat w dobrym zdrowiu, że nie chciał za wiele i nie przejmował się pierdołami?

Hjalmar Schacht to waga ciężka. Bankier Hitlera.

Nie wiem dlaczego ciągle katuję się książkami i filmami o drugiej wojnie światowej – mógłby ktoś pomyśleć, że mnie to fascynuje. Tak nie jest. Przeraża mnie to, co stało się w Europie w XX wieku, odraża mnie to, nie rozumiem tego. Może właśnie stąd to zgłębianie tematu? Żeby zrozumieć?

W każdym razie Schacht, to inteligentny i chyba można to powiedzieć bez ironii – porządny człowiek. Bardzo ambitny. I trudno go nie podziwiać. Jestem na początku jego współpracy z Hitlerem, dlatego jeszcze mogę pisać w ten sposób, bo jeszcze wydaje się porządny. I jeszcze nie do końca wiem dlaczego on, który, zdarzało się, pomagał Żydom, zabrnął w tę współpracę. W Norymberdze został uniewinniony, ale czy nie wiedział? Ciągle to pytanie – wiedział, wiedziała, nie wiedział? Od tego wszystko zależy. Był zbyt bystry, żeby nie wiedzieć. A może nam jest łatwo tak mówić, bo my już wiemy, a kto mógł uwierzyć wtedy, komu się to mieściło w głowie?

Zabrnęłam.

W każdym razie ambicja.

Stulatek Allan, postać fikcyjna, któremu się przydarza i niemiecki bankier z duńskimi korzeniami, który jest zbyt ambitny, żeby pozwolić rzeczom płynąć. Kształtuje swój los, tak to przynajmniej wygląda. Podziwiam ludzi ambitnych, może i sama jestem dość ambitna, nie do końca potrafię to ocenić.

Z drugiej strony zastanawiam się, czy ambicja jest, sama nie wiem, jak to ująć…

Czy ambicja jest słuszna?

Czy powinno się być ambitnym?

Czy lepiej być ambitnym niż nie być?

A jeśli lepiej (albo gorzej), to dlaczego?

Może zależy, jak ją ukierunkować?

Ale jest w tym słowie coś złowrogiego. Czy można z ambicji chcieć pomóc ludziom? Albo zwierzętom? Wynaleźć lek na nieuleczalną chorobę? Sposób na zanieczyszczenie powietrza? Czy nie jest tak, że ambitni chcą ciągle więcej i więcej? Żeby podbudować swoje ego? A to się zawsze źle kończy? Odkrywają lek, ale każą za niego słono płacić, sposób na zanieczyszczenie powietrza działa, ale oni tymczasem z zarobionych na patencie pieniędzy zasyfiają wodę, ziemię i niebo?

Mam takie wewnętrzne przeczucie, może z własnego doświadczenia, że ambicja jest córką kompleksu i braku akceptacji siebie. Zatem, w ostatecznym rozrachunku, chyba dużo dobrego z niej nie wyniknie, nawet, gdy pierwsza warstwa wydaje się złotem. Lepiej, gdy działania pochodzą z – będzie patos – miłości. Do ludzi, świata, do siebie.

Ale o to trudno.

I co, poddać się, porzucić ambicję, żeby nie szkodzić, nie chcieć więcej i więcej?

Czy spróbować zaakceptować siebie, a potem, z tego punktu ruszyć w dobrą stronę?

Pewnie większość powie, że to drugie.

Tylko, jak to zrobić?

 

 

 

 

 

 

 

2 Responses to “Ambicja, czy nie?”

  1. r123 Says:

    Ojej, tego rozkładania na drobne już nie da się czytać. Miotasz się. Jesteś jaka jesteś, zanurzona w eterze rozgorączkowanego swiata, to twoje środowisko. Może za ciężko byłoby ci być inną w okolicznościach, w których sie znajdujesz, więc niech będzie, jak jest.
    Ha ha ha:) To nie czytaj:) Ale lepiej czytaj. Taki przyjemny komentarz. Prawie jakby mi ktoś napisał – pani pisarstwo jest dla wybranych:) Pozdrawiam

  2. Pati Says:

    Z książkami mam podobnie, ciężko mi zajmować się tylko jedną. Czasem to dobrze- niektóre da się trawić tylko po malutkim kawałeczku, ale resztę to już chyba z jakiejś czytelniczej zachłanności ;) Tez polecę patosem- ambicja czy apetyt na życie? Bo to chyba nie do końca to samo, ale może prowadzić do podobnej gonitwy ;)
    Chyba jest tak, że ktoś, kto naprawdę lubi czytać zwykle czyta kilka książek “równocześnie” albo czyta bardzo dużo i szybko. Ale, żeby czytać dużo, trzeba mieć dużo czasu na czytanie. Tak, masz rację, że czasami to apetyt na życie, taka energia, którą i ja czasem miewam. I wtedy te wszystkie działania nie wynikają z ambicji, ale z – czy ja wiem – może miłości do życia, czy apetytu na życie. Rzadko to miewam, ale kiedy miewam, to rozumiem i zazdroszczę tym, którzy mają częściej. No właśnie, dlaczego ja tak nie mam, to znaczy mam, ale rzadko?

Leave a Reply

XHTML: You can use these tags: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>