Minimalizm

|

minimalny minimalizm i wolna powolność

Jak się skończy, to kupię…

Grudzień 11th, 2018 at 21:42

 

O nie, to nie ja. Nie wiem, czy to powszechna przypadłość, czy ja tak mam nienormalnie, ale zapasy, to moja specjalność. Zapasy w sensie magazynowania, a nie sportu.

Zbieractwo, gromadzactwo, maniakalny lęk, że zabraknie, podświadomy raczej, nie, żebym chodziła po sklepie z obłędem w oczach, że jutro wojna.

I skąd to się bierze?

Może to te dziedziczone po przodkach traumy?

Podobno do drugiego pokolenia przechodzą traumy związane z pobytem w obozie koncentracyjnym, nie wiem kto to i jak zbadał, ale czytałam o tym kiedyś, może to prawda, a tu babcia przeżyła głód za pierwszej wojny, za drugiej uciekała setki kilometrów przed Niemcami, ostatnio uświadomiłam sobie, że tyle wiem, o jej wojennych przeżyciach, że uciekała z Warszawy, w której pracowała w okolice rodzinnego Wilna, a przecież tam się jeszcze mnóstwo działo po, inny członek rodziny zesłany na Syberię, ktoś walczył w powstaniu, ktoś zginął, typowa polska historia, zresztą wszyscy w Europie jesteśmy jakoś pewnie poschizowani, jeśli takie przeżycia wchodzą w geny.

Może stąd ten konsumpcjonizm?

Zresztą – tego nawet nie trzeba dziedziczyć, wystarczy, że ojciec posłuchał opowieści dziadka, matka wsłuchała się w historię swojej matki. I teraz wszyscy się boimy, że znowu zabraknie, “przyjdzie Niemiec, w dupę da” (jedno z wielu powiedzeń mojej babci, zwykle mało cenzuralnych). Polacy mają jeszcze w bonusie lata komunizmu, kiedy w sklepie stał tylko ocet, a banany przypływały raz do roku, przed świętami (i nigdy mi już tak nie smakowały, jak wtedy).

Może to naciągana teoria.

Może po prostu jesteśmy z natury zachłanni?

I z tego czerpią spece do marketingu?

Chętnie przeszłabym takie szkolenie – jak robić klienta w balona, jak mu wmówić, że potrzebuje czegoś, o istnieniu czego przed chwilą nawet nie miał pojęcia. Może byłabym bardziej odporna.

Mistrzostwo świata, to sklep Flying Tiger – nie przyszło wam do głowy, że potrzebujecie rozciągliwej masy żelowej z dinozaurem (będzie świetny prezent dla Adasia), brzęczyka do quizów, zegara odliczającego czas do świąt, dozownika na słodycze aktywowanego ruchem, zasłony foliowej, dyskotekowego balonu i świątecznej bombki w kształcie hot-doga?

To jak wyglądało dotychczas wasze życie?

A zatem zapasy.

Kupię tę zupę, co prawda mam jeszcze w domu dwie, z krótkim terminem ważności i ich nie jem, a kilka już wyrzuciłam, bo się przeterminowały, ale przecież nigdy nie wiem, kiedy nadejdzie ten dzień, w którym będę miała ochotę na trzy zupy. I co wtedy? No właśnie, co wtedy? Przez chwilę będę głodna, o ile w ogóle, a następnego dnia pójdę do sklepu? Zjem dwie zupy i coś innego, o ile coś jeszcze w siebie wepchnę? O nie nie, takiego wyjścia z tej, jakże patowej, sytuacji nie przewiduję.

Mam pięć jabłek, które nie będą żyły wiecznie, ale w lydlu rzucili jabłka “3 kilo za 5 złotych”, żal nie brać, połowę wyrzucę, właściciel lydla zarobi, bo przecież nie sadownik, a guzik, będę przez tydzień żarła tylko jabłka, obiecałam sobie, że koniec z wyrzucaniem jedzenia, zresztą się odchudzam, więc będzie akurat.

Japończycy badali co w firmie zżera najwięcej zasobów, generalnie jak usprawnić działanie tych ich Toyot i innych Mazd, w sensie firm, nie samochodów i odkryli m.in., że magazynowanie jest bardzo nieefektywne (część filozofii zarządzania Kaizen, całkiem interesująca, mimo że ktoś to tłumaczy, jako “dobra zmiana”, co już mniej mi się podoba). Bo zajmuje miejsce i siorbie prąd, które kosztują, zajmuje czas, bo trzeba to jakoś utrzymać, zająć się tym. Masz mieć tyle, żeby wystarczyło do bieżącej produkcji i troszkę ponad, żeby taśma nie stanęła.

Tutaj jest dobry, skrótowy opis filozofii Kaizen, polecam lekturę, można stosować w życiu prywatnym, nie tylko w biznesie, np. metodę małych kroków.

https://www.conquest.pl/5898/kaizen-rozwoj-firmy

Dzisiaj mnie poniosło do Rossmanna, bo kończy się dezodorant i zupełnie już nie ma kocich gryzaków, od których Stefan jest uzależniony (włazi na pralkę, wystawia łapę i mnie drapie – “daj gryzaka”, bo w szafce nad pralką są gryzaki).

Ale zaraz, zaraz, dezodorantu wystarczy na co najmniej na kilka dni, a pod bałaganem znalazłam jeszcze jedną paczkę gryzaków.

Nie idę.

Kupię, jak się skończy.

 

 

One Response to “Jak się skończy, to kupię…”

  1. Aga Says:

    Ciekawa teza. Ja mam babcie urodzona na Syberii, która później w Polsce również łatwego życia nie miała, wiec moja mama wychowywała się w biedzie. U nas w domu tez się nie przelewało, ale nie było strasznej biedy. No i ja teraz żyje w całkiem niezłym dostatku, ale nie potrafię z łatwością wydawać pieniędzy. Każdy nawet najmniejszy zakup wałkuje tysiąc razy w głowie. U mnie z chomikowaniem jest wręcz na odwrót, można powiedzieć ze rozrzedzam mydło na maksa aż do momentu, w którym muszę się z konfrontować ze serio trzeba coś kupić.

    Jakiekolwiek traumy wojenne nie tłumacza konsumpcjonizmu w USA. Oni tutaj konsumują w nadmierze przez dobrobyt i bezmyślność :(.

Leave a Reply

XHTML: You can use these tags: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>