Minimalizm

|

minimalny minimalizm i wolna powolność

Warto poszukać, czyli okazje

Styczeń 7th, 2019 at 18:44

Zepsuła mi się pralka. A właściwie mojemu tacie. Tata od razu uznał, że trzeba kupić nową, ale przekonałam go, żeby najpierw spróbować z naprawą. Obecna została jeszcze po dawnych właścicielach mieszkania, po zakupie mieszkania była na chodzie, więc uznaliśmy, że nie ma sensu jej wymieniać, dopóki działa, to działa.

Była to stara, niemiecka pralka, malutka, świetnie mieszcząca się w małej kuchni, dokładnie i krótko piorąca (można było zrobić porządne pranie w 40 minut), bezawaryjna, po prostu genialna. Obliczam, że musiała mieć kilkanaście lat. Nie ma porównania z naszą nową, którą mamy w Warszawie.

Nie wiem na ile w tym prawdy, ale mówi się, że teraz sprzęt wytwarza się na mniej więcej 2 lata, kiedy obowiązuje gwarancja, a później sprzęt pada i jest zwykle nie do naprawienia, albo naprawa kosztuje tyle, co nowy zakup.

(znalazłam takie wpisy na jakimś forum:

Jeśli czas Cię nie goni to kupuj X (nazwa firmy) i nie patrz tak na rocznik. Teraz to im nowsza tym gorsza.

Kolego jak nie X to kupuj każdą, która ma najmniej elektroniki. Ja u pchlarzy kupiłem 8 letnią zmywarkę Y ze zwykłym programatorem i chodzi u mnie już 5 lat.

Sąsiad kupił 2 lata temu 15 letnią X i dalej działa bezproblemowo).

Ja jednak uważam, że zawsze warto próbować naprawy, bo tak jest bardziej ekonomicznie i ekologicznie.

Niestety, niemiecka pralka do naprawy się już nie nadawała, konsultowaliśmy sprawę z „fachowcami” – nie ma do niej części. Wielka szkoda, bo to było naprawdę świetne, proste urządzenie, bez bajerów, w sam raz dla jednoosobowego gospodarstwa, dla kogoś kto po prostu chce dobrze wyprać i odwirować pranie, nawet codziennie, ale w rozsądnych ilościach.

Zresztą, czego chcieć więcej?

Moi znajomi mają też suszarki mechaniczne do ubrań, co jest, przyznaję, niezłym rozwiązaniem, szczególnie, gdy brak miejsca do suszenia, korzystałam kiedyś z takiego urządzenia w akademiku. Z drugiej jednak strony, jak powiedziała mi moja koleżanka, posiadaczka takiego sprzętu, suszarka niszczy ubrania. No i siorbie prąd.

Ma ktoś z Was taką suszarkę? Czy to prawda, że niszczy ubrania?

Najpiękniej, moim zdaniem, pachnie ubranie suszone na wietrze i w słońcu, ale w mieście niewiele osób może sobie pozwolić na taki luksus. My mamy balkon, ale latem jest on okupowany przez koty, więc wiadomo, że ubrania wylądowałyby szybko na betonie (ach, jakie wspaniałe huśtawki!).

Wracając do pralki – uznałam, że szkoda wydać 1000 złotych na nową pralkę, bo tyle kosztuje, z wniesieniem i montażem, najtańsza pralka automatyczna. Zabrałam się zatem za poszukiwania używanego sprzętu, jak również powystawowego (mam powystawowego laptopa i bardzo sobie chwalę).

Poszukiwania zajęły mi kilka godzin, bo to albo nie to miejsce, albo tylko dowóz bez wniesienia i montażu, albo różnica w cenie między używaną a nową nie tak duża, żeby ryzykować, jak również oferty bez faktury i bez żadnej gwarancji. W końcu udało mi się znaleźć pralkę, jak na razie idealną, w cenie 340 zł z wniesieniem i montażem, z gwarancją 30 dni (wiem, szału nie ma, ale uznałam, że jeśli się zepsuje po pół roku, to najwyżej ją sprzedam na części i wtedy już kupię nową), ładowaną od góry, jak chciał tata, odpowiednio wąską, żeby się zmieściła w jego kuchni.

Dzisiaj miałam telefon, że zamontowali i że pierwsze pranie udane, a pralka jest cicha, pięknie wygląda i nie ma żadnych śladów zużycia.

Zatem dzisiaj mówię, że warto szukać. Zaoszczędziłam około 600 złotych i w dodatku zadziałałam ekologicznie.

Przyznam, że w tym przypadku ekonomia, a nie ekologia mnie najbardziej zmotywowała (ja byłam sponsorem, a wydatków ostatnio się namnożyło), ale jestem bardzo zadowolona, że przy okazji nie zaśmieciłam Ziemi kolejnym gratem.

Konkubent, komentując moje poszukiwania ciągle powtarzał, że lepiej kupować używane, że to ekologiczne, trochę o tym zapomniałam, więc jestem mu wdzięczna za dodatkową motywację.

Oczywiście może się okazać, że pralka za jakiś czas się zepsuje, już po gwarancji. Ale w gruncie rzeczy jest to loteria. Jakiś czas temu kupiliśmy lodówkę, bo stara już się naprawdę rozpadała (też po poprzednim właścicielu mieszkania) i praktycznie od początku są z nią problemy. Cieknie, psuje się w niej światło, słabo mrozi. A ile razy można korzystać z naprawy, jeśli wiąże się to z opróżnieniem i wymyciem, przekazaniem serwisantom, czekaniem na naprawę/wymianę? Już się nam odechciewa.

Przy okazji niemieckiej pralki wywiązała się dyskusja pomiędzy moją ciocią i jej koleżanką, a mężami onych. One narzekały na mężów (Polak i Niemiec, co może nie ma znaczenia, ale pokazuje, że pewne postawy są ponadnarodowe), że już jak coś kupią, to eksploatują do śmierci – lodówki, pralki, kuchenki – podczas, gdy one chciałyby kupić coś nowego, mimo że stare jeszcze działa.

I tutaj zarówno ja, jak i konkubent stanowczo byliśmy za „mężami” – po co nowe, skoro stare działa? (jeszcze jeden wpis z ww. forum, już z nazwą marki, bo to chyba żadna reklama: Mój ojciec do dziś używa rosyjską pralkę Wiatka. Mama już się jej wstydziła i kupiła nową, więc ojciec zabrał Wiatkę do piwnicy i używa jej do prania ubrań roboczych).

Jestem ciekawa, jak wy podchodzicie do takich spraw. Chodzi mi przede wszystkim o sprzęt RTV i AGD. Kupujecie nowe, zanim stare padnie? Kupowaliście używany albo powystawowy sprzęt? Jak się sprawdzał? Najpierw naprawiacie, czy od razu pojawia się myśl, żeby wymienić na lepszy model? A może, jak owa mama, wstydzicie się starych modeli?

4 Responses to “Warto poszukać, czyli okazje”

  1. Tofalaria Says:

    Temat rzeka. Poprzednia pralka (bez elektroniki, z manualnym programatorem) padła po 17 latach. A właściwie to nawet nie padła – tyle, że przerdzewiała jej obudowa, a uszczelki w postaci szerokiego kołnierza nie dało się odgrzybić (zdjęłam, próbowałam, mocząc w kwasie – na nic). Silnik był ciągle sprawny. Z żalem kupiliśmy nową i od razu trafił mnie szlag – okazało się, że przy programowaniu przyciski wydają piśnięcia – a ja tego po prostu nie mogę znieść. I tego dźwięku nie da się akurat wyłączyć (tak jak w kuchenkach indukcyjnych). No nic, zagryzam zęby i jakoś piorę, ale mam wrażenie, że co nowszy sprzęt, to nie tylko mniej trwały, ale i gorzej zaprojektowany.
    Podobnie było z czajnikiem elektrycznym (u nas wszystko jest na prąd, więc taki czajnik ma sens, bo kuchenka gotuje wodę bardzo długo). Mieliśmy pod rząd 2 identyczne, po tym jak jeden padł po 8 latach kupiliśmy drugi, który wytrzymał 7 lat. Potem kolejny – który nie wytrzymał nawet roku – oddano nam od razu pieniądze, widocznie to był jakiś wadliwy model.
    Nienawidzę “nowego” – ani wybierać, ani kupować, ani przyzwyczajać się…
    No właśnie, podobno im więcej elektroniki, tym gorzej. Tata, jak dzwonił, że super pralka, to powiedział, że wygląda, jak komputer, więc się trochę obawiam. Bardzo mnie rozbawił fragment o tych piśnięciach, ale wiem, że tu nie ma śmiacia, bo mój partner jest wrażliwy na dźwięki, których ja w ogóle nie słyszę i to jest faktycznie problem. Nawet mi się kiedyś wydawało, że przesadza, udaje, nie wiem, ale widzę, że faktycznie niektórzy tak mają. Ale te dźwięki słychać tylko przy programowaniu, czy też podczas prania? Jeśli chodzi o czajniki, to mój w robocie działa od chyba 10 lat, Tata też ma jakiś wiekowy, ale zaczął przeciekać i pewnie nowy będzie zdatny do użytku maks. 2 lata. To chyba nie jest teoria spiskowa, ale faktycznie im nowszy sprzęt, tym krócej działa. Albo to kwestia szczęścia, na co się trafi. Ostatnio kupiłam Tacie żelazko, zdążył wyprasować jedną nogawkę i padło. Niby było tanie, no ale bez przesady. Też chyba wolę stare, jeśli chodzi o sprzęt AGD.

  2. Emma Says:

    Najgorsze jest to, że nie ma reguły. Nie ma gwarancji, że drogi sprzęt będzie bezawaryjny. Zakup używanego to też ruletka. :(

    Myślę, że to temat do zmian społeczno-prawnych. Powinnismy naciskać na producentów i prawodawców, by gwarancja była ma tyle długa, by odstraszała producentow od „powtarzania produktów”. :(
    Nie ma reguły. Ani z używanym, ani z tanim, ani z drogim i nowym. Podobnie jest np. z butami. Zdarzało mi się kupować nowe i dosyć drogie i rozlatywały się po jednym sezonie. A buty z lumpeksu służą mi już kilka lat. Albo ubrania – kiedyś kupiłam w przejściu podziemnym do metra, w takim tanim sklepie u Wietnamczyków sweterek. Bardzo mi się podobał, był tani, ale dawałam mu kilka miesięcy. Tymczasem wytrwał wiele lat, nie rozciągnął się w praniu, nie zmechacił. Nie wiem od czego to zależy. Jestem ciekawa, jak się będzie sprawować pralka. Co do gwarancji, to masz rację. Tylko tutaj to może trzeba tez naciskać na legislatorów, żeby wydłużyli okres rękojmi – na nią się też można powołać. Gwarancje są czasem dłuższe, ale wtedy trzeba dopłacać. Słabe rozwiązanie.

  3. Inka Says:

    Jeśli chodzi o RTV/AGD to kupuję nowe, ale używam dopóki nie padnie jakaś istotna dla mnie funkcja i nie ma szansy na naprawę. Nawet w pracy zaprotestowałam przeciwko wymianie monitora, bo stary działał (i działa już kolejne 2 lata). Preferuję prosty sprzęt – po co mi 60 programów w pralce, skoro używam dwóch. Jestem odporna na modę. Bardzo długo używałam zwykłego telefonu komórkowego i mam zwykłą wagę łazienkową zamiast elektronicznej – pewnie nigdy mi się nie zepsuje:). Szukam na allegro i czasami kupuję coś nowego bez gwarancji- są ludzie, którzy coś kupią/dostaną, a potem nigdy tego nie używają. Albo kupuję sprzęt z wyprzedaży końcówki serii zamiast najnowszych modeli. A zanim cokolwiek kupię, zawsze czytam opinie i wiem jak odróżnić te prawdziwe od wpisów marketingowców. I zawsze zastanawiam się, czy na pewno czegoś potrzebuję. Potrzebuję dużo mniej niż mój mąż, więc niestety i tak sporo mamy tej elektroniki. Czytam instrukcje by wiedzieć, co robić i czego nie robić.
    Też jestem wrażliwa na dźwięki i piszczenie kuchenki elektrycznej strasznie mnie wkurza. Powinny być ostrzeżenia, że sprzęt piszczy. Tak samo irytują mnie świecące diodki (niepotrzebne zużycie prądu). I jeszcze zegary, nie rozumiem czemu w każdym urządzeniu musi być zegar. Potem widuję w jednej kuchni 4 zegary i każdy pokazuje inny czas.

    Fajnie, że zaprotestowałaś. Bo widzę, że w niektórych instytucjach/firmach jakoś z automatu po pewnym czasie wymienia się sprzęt, bo “się zamortyzował”, mimo że jest sprawny. Ja też lubię prosty sprzęt, a raczej taki, który ma tyle funkcji, ile potrzebuję. Problem w tym, że nowe wersje są zawsze bardziej skomplikowane i mają więcej bajerów. Trudno o prostotę. Ja czasami kupuję sprzęt powystawowy, też jest taniej, a jest nowy i na gwarancji. Co do opinii, to nie wiem, czy potrafię odróżnić te prawdziwe od wpisów marketingowców, ale jakoś tam się staram wyciągnąć średnią. Faktycznie, nie myślałam w ten sposób o zegarach, ale skoro i tak każdy ma przynajmniej jeden w telefonie, to po co kilka ściennych, które denerwująco tykają? U nas w sekretariacie jest taki, oczywiście wskazuje inną godzinę niż te na komputerach i w telefonach:)

  4. Inka Says:

    Coś mi zeżarło z poprzedniego komentarza. Chciałam dodać, że dbam o swój sprzęt, nie przeciążam go i używam zgodnie z instrukcją:)
    Tego jeszcze u siebie nie wypracowałam:) Podziwiam.

Leave a Reply

XHTML: You can use these tags: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>