Minimalizm

|

minimalny minimalizm i wolna powolność

Wcale nie zniknęłam

Kwiecień 25th, 2019 at 20:00

Nawet nie wiedziałam, że tak dużo czasu minęło odkąd ostatni raz coś napisałam. Zdarzyło się wiele, dużo by pisać, może to jakoś rozdzielę na osobne wpisy, na przykład o bezdomnej Alicji, którą poznałam przypadkiem, a może nie przypadkiem. Ale niedawno zdarzyło się coś, co pewnie każdego człowieka, który jest zdolny do odrobiny refleksji stawia przed pytaniem: jaki sens ma to wszystko, w tym walka o sprawy materialne, gromadzenie, dążenia, aspiracje, ambicje.

Zmarł mój Tata.

Trudno mi coś jeszcze napisać. Mamę straciłam wiele lat temu, zmarła nagle, Tata zresztą też, chociaż tak bardzo nie dbał o swoje zdrowie, tak był nie do życia po śmierci mojej Mamy, że spodziewałam się Jego odejścia.

No i stało się. Sms od kuzynki z prośbą o pilny kontakt, właściwie już wiedziałam, od wiadomości w poniedziałek, do pogrzebu i powrotu do Warszawy w piątek minęło niecałe pięć dni, a czuję się jakbym była w transie, za jakąś szybą patrzyła na świat, jakiś dom pogrzebowy, jakieś decyzje – jaka urna, jaki wieniec, że jednak bez księdza, skoro Tata był niewierzący – nie będę udawać, nie będziemy oboje, chociaż Jego już tutaj nie ma, ale wiem, że nie chciałby księdza, więc w imię czego, wieniec z czerwonych róż, bo to Jego ulubione kwiaty, niewiele osób na pogrzebie, nawet niewiele moich łez.

Sama nie wiem, co się dzieje, może to jeszcze do mnie nie dotarło?

Zostały rzeczy, ubrania, telewizor, laptop, trochę jedzenia w lodówce, papieros elektryczny, który Mu kupiłam, żeby nie palił zwykłych. Niewiele rzeczy, bo mój Tata był zupełnym abnegatem, jeśli chodzi o sprawy materialne, jeśli miał pieniądze, to nie odkładał ich, ale wydawał, jeśli miał rzeczy, to takie, których potrzebował.

Niewiele, ale i tak trzeba to uporządkować, wyrzucić co zbędne, rozdać, zabrać.

Został pies, Maksio, 16-letni, ale dziarski staruszek, który mieszka z nami od kilku dni. Dwójka ludzi, trzy koty i pies.

Trudno to wszystko zrozumieć. Sens, cel, przyczyny. Trudno zrozumieć po co i dlaczego ludzie się szamocą, stojąc przy urnie z prochami osoby, którą się kochało. Po co się martwią, kiedy nie trzeba, po co chcą czegoś, co może nie jest tego warte, kiedy, może warte jest zupełnie co innego? Może mój spacer z Maksiem i to, że jest smutny, ale kiedy przychodzę szaleje z radości? Że pięknie kwitną drzewa za oknem?

Niczego z tego nie rozumiem.

Wiem, że rano trzeba wyprowadzić psiaka i dać stadu jeść, potem iść do pracy, starać się zrobić to, co trzeba najlepiej jak trzeba.

Tego się trzymam.

4 Responses to “Wcale nie zniknęłam”

  1. Marta Says:

    Trzymaj się mocno, Dziewczyno
    Trzymam się. Pozdrawiam

  2. reader Says:

    wyrazy współczucia…
    Dziękuję.

  3. Magdalena Says:

    Mam nadzieję, że dasz radę. Każda z nas musi. Współczuję
    Dam, daję. Dziękuję.

  4. Marena Says:

    przytulam
    :)

Leave a Reply

XHTML: You can use these tags: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>