Minimalizm

|

minimalny minimalizm i wolna powolność

Magia bałaganienia

Maj 19th, 2019 at 18:46

Zaczęłam czytać “Magię sprzątania” Marie Kondo. Pewnie większość osób zainteresowanych minimalizmem ma tę lekturę za sobą. Mnie odstręczały opisy i nie mogłam się zdecydować – czytać, czy nie czytać. To znaczy wiedziałam, że w końcu zacznę czytać, ale wydawało mi się, że jest dużo ciekawszych, bardziej przydatnych lektur, więc ciągle ją odkładałam – o ile można tak powiedzieć o ebooku. Czułam opór, kiedy słyszałam o żegnaniu się z rzeczami, dziękowaniu im i podobnych, moim zdaniem trochę jednak przesadzonych, poradach.

Ostatecznie doszłam do wniosku, jak przy większości poradników, że zachowam dystans, wezmę z tego to, co uznam za przydatne dla siebie, a resztę odrzucę.

Po pierwszych stronach lektury autorka książki wydała mi się dość naiwna, a porady średnio dostosowane do mojego życia. Są też jednak propozycje, które chciałabym zastosować. Na przykład – sprzątanie według kategorii, a nie według miejsc. Niby żadne odkrycie, ale przyznam – i wydaje mi się, że robi tak większość ludzi – sprzątam zawsze “miejscowo”- dzisiaj łazienka, jutro kuchnia, pojutrze pokój, a nawet z rozbiciem na mniejsze powierzchnie – dzisiaj szuflady, jutro szafa, innego dnia półki.

Kondo uświadomiła mi, że takie sprzątanie jest o tyle mało efektywne, że w różnych miejscach mamy podobne kategorie rzeczy (np. kosmetyki, leki, ubrania) i sprzątając miejscowo nie uświadomimy sobie, ile tak naprawdę tych rzeczy mamy, ile się niepotrzebnie dubluje, a w związku z tym, ilu z nich możemy się pozbyć.

Faktycznie, kosmetyki trzymam w łazience, ale i częściowo w pokoju, ubrania w szafie w przedpokoju, w komodzie i szafce w pokoju, a gazety i papiery walają się po całym domu.

No i tutaj pojawia się pierwsza niekompatybilność z metodą “konmari”- autorka jakby nie zauważa problemu dokumentów, podczas gdy ja mam chyba największy z tym zgryz (a może wrzuca je do kategorii różności, ale to mnie nie zadowala). I niestety, nie mogę tutaj zastosować metody – zbierz wszystkie rzeczy z danej kategorii w jednym miejscu, czyli papiery (notatki, pisma, faktury, materiały ze szkoleń etc.) i szybko zdecyduj – to wyrzucam, to zostawiam i kładę tu. Większość z nich wymaga analizy, z części, która nadaje się do wyrzucenia, muszę pousuwać dane.

Niedawno sprzątałam dokumenty, które zostały po moim Tacie. Każdy musiałam obejrzeć, zamazać niektóre informacje i dopiero wrzucić do kosza z papierami.

Czytałam kiedyś artykuł o badaczce, która analizowała polskie śmietniki – konkluzja była taka, że większość ludzi zupełnie nie troszczy się o poufność swoich danych, wydaje im się, że jak coś trafia na śmietnik, to nikt już nie ma do tego dostępu, albo w ogóle się nad tym nie zastanawiają. Ja się zastanawiam i bardzo uważam na to, żeby dokumenty anonimizować.

Sprzątanie tych papierów zajęło mi pół dnia, a była to może jedna trzydziesta tego, co mam w domu. Sama myśl o przejrzeniu wszystkich dokumentów, a do tego notatek ze wszystkich studiów i szkoleń, przytłacza mnie i zniechęca. Postąpiłam więc dość nieminimalistycznie, bo rozpoczęłam porządki od zakupu małej, domowej niszczarki. I myślę, że to był dobry zakup. Urządzenie zajmuje dużo mniej miejsca niż dwie torby (a to dopiero początek) z papierami do zniszczenia, których od dłuższego czasu nie mogę się pozbyć. Najchętniej wpadłabym do kogoś na ognisko i spaliła całość za jednym razem…

Mam też taką refleksję, że kiedy zaczynasz opróżniać mieszkanie ze zbędnych rzeczy, to na różnych minimalistycznych grupach słyszysz rady – oddaj, na pewno się komuś przyda, a z moich obserwacji i doświadczenia wynika, że się raczej nie przyda.

Rzeczy na świecie jest po prostu za dużo. Nawet biedne osoby zwykle mogą się zaopatrzyć w “lumpeksach” w całkiem przyzwoite ubrania niewielkim kosztem.

A komu są potrzebne moje długopisy, skrzętnie zbierane na licznych szkoleniach (zawsze sobie mówię, że następnym razem nie wezmę, a potem zabieram), ołówki, pisaki, notesy, gadżety promocyjne, pudełka, pojemniki,  sztućce, talerze, kubki, płyty CD i DVD, kosmetyki użyte jeden raz, czy nawet ubrania?

Jest mnóstwo rzeczy, których nikt, takie mam wrażenie, nie potrzebuje.

A może ja słabo szukam?

Chyba najlepszy sposób na zmniejszenie ich liczby, to wyrzucić to, czego nie potrzebuję, a w przyszłości zastanawiać się nad każdym zakupem.

Ostatnio pojawiło się pewne światełko w tunelu, dla zwolenników magicznego myślenia – kiedy zaczynasz robić porządki, nagle znajdują się chętni na twoje rupiecie. Kuzynka bierze udział w festynie dla dzieci autystycznych i szuka gadżetów na nagrody – napisała do mnie, że dzieciaki cieszą się ze wszystkiego, nawet napoczęte długopisy mam jej przekazać, niczego nie wyrzucać.

To nie tylko okazja, żeby oddać to, co u mnie zalega, ale też jakaś wskazówka, że warto poszukać.

Z drugiej strony, kiedy pomyślę ile czasu zajmie mi rozdanie tego co mam, robi mi się smętnie i ogarnia mnie zniechęcenie.

Tłumaczę sobie, że to nauczka za niepohamowane zbieractwo.

Może ilość czasu poświęconego na odgruzowanie mieszkania spowoduje, że następnym razem kilka razy się zastanowię, zanim sobie coś kupię?

Leave a Reply

XHTML: You can use these tags: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>