Minimalizm

|

minimalny minimalizm i wolna powolność

Wypośrodkowanie

Lipiec 13th, 2019 at 17:01

Dwie wiadomości z ostatnich dni, jedna szokująca, druga dość pozytywna. Nie chcę się zagłębiać w szczegóły, bo to nie tabloid, a trudno i o tym pisać, i czytać.

Ta pozytywna, chyba, bo przecież nigdy nie wiemy co wyjdzie na dobre, dopóki nie wyjdzie, każdy, kto się interesuje historią ma tę świadomość, my już wiemy, że ten, który się cieszył, źle skończył, a ta, która myślała, że świat jej się wali na głowę, dziękowała potem swoim bogom, że się stało, jak stało.

A my jesteśmy teraz, w środku, z klapkami po obu stronach oczu, jak konie pociągowe, nie widzimy co poza nami, może się to obróci na dobre, może na złe, może jest takie, jakim się teraz wydaje, a może się okaże całkiem innym.

Zatem “natenczas” Rosjanin, który uciekł ze Szwecji do Polski (to już brzmi, jak żart) może pozostać ze swoimi córkami.

Denis Lisow, gdyby ktoś nie wiedział, o czym piszę i chciał się dowiedzieć.

Jestem miłośniczką Skandynawii, uczę się szwedzkiego, przepadam za ich chłodnym temperamentem, podzielam ich poglądy. Tak mi się wydaje. Kiedy jednak czytam, co tamtejszy urząd do spraw jakichkolwiek, pewnie dobra rodziny, czy o innej podobnej nazwie, czyni rodzinom, to jednak zaczynam się zastanawiać, czy ja zwariowałam, czy świat.

I nadal nie wiem.

Próbowałam znaleźć artykuły na ten temat na stronach obcojęzycznych, bo polskim nie ufam, niestety, piszą o tym przeważnie jakieś skrajnie prawicowe, żeby nie powiedzieć nacjonalistyczne, portale, zatem trudno sobie wyrobić zdanie.

W każdym razie z tego, co przeczytałam, dzieci (3 dziewczynki, Rosjanki) zostały umieszczone w rodzinie muzułmańskiej z Libanu.

Miałam do czynienia z Libańczykami i na tyle, na ile mogę ocenić, na podstawie moich skromnych doświadczeń, są równie “religijni”, jak większość Polaków (wierzący, ale niepraktykujący). Zatem chyba nie w tym problem.

Religia rodziny zastępczej była mocno podkreślana tylko w polskich mediach, w obcych pisano jedynie, że imigranci z Libanu – to też pokazuje, jak bezradny jest człowiek, który próbuje zgłębić temat, nawet, jeśli zna kilka języków. Cóż mówić o tych, którzy nie znają i skazani są na rodzime media.

W każdym razie, kiedy słyszę/widzę/czytam, że ojcu odbierane są dzieci, bo matka ma schizofrenię i odsyłane do rodziny, jednak obcej kulturowo (bez względu na religię), tak jakby nie było w Szwecji Rosjan, którzy mogliby się zająć dziewczynkami (a może nie było, nie wiem), do tego ojciec może dzieci widywać raz w tygodniu przez 6 godzin, to mimo że nie mam dzieci, to, przepraszam za wyrażenie, mię to wkurwia.

I cieszę się, że polski sąd orzekł, jak orzekł.

Czytając komentarze pod artykułami, szczególnie na portalach obcojęzycznych, czułam się prawie dumna ze swojego kraju, chociaż uważam, że taka duma jest nielogiczna, nie będę rozwijać tematu, kto rozumie, ten rozumie, kto nie, tego nie przekonam i nie zamierzam przekonywać.

A potem przyszła refleksja, że kilka dni/tygodni wcześniej polski sąd zdecydował, że mała dziewczynka, Blanka, może opuścić rodzinę zastępczą i wrócić do “prawdziwej”. Jak to się skończyło myślę, że każdy, kto śledzi wiadomości wie, ja nie mogłam przeczytać większości informacji na ten temat, raz się dowiedziałam i mi wystarczyło, nie chcę więcej.

W każdym razie moja duma uleciała, zanim się na dobre pojawiła.

Czy nie lepszy “model” szwedzki? Tak rozmyślałam. To ich przewrażliwienie? Przecież małe Rosjanki nie ucierpiały tak bardzo, jak ta mała, polska dziewczynka, o której losie aż trudno myśleć.

Czy zawsze trzeba tak kategoryzować? Zawsze musi być lepsza skrajność od gorszej skrajności? Czy musi być albo czarne, albo białe? Nie może być szare? Bo mdłe? Bo nieciekawe? Bo nudne?

Lubię szary. Jest spokojny. Nie jest nachalny.

Gdzie jest takie miejsce, w którym ludzie zachowują zdrowy rozsądek, bez przegięcia w jedną lub drugą stronę?

Kiedyś myślałam, że taka właśnie jest Szwecja. Nie jest. Taka nie jest też Polska, nawet jeśli taką udaje, wykorzystując sytuację dziewczynek (nie chodzi mi o sędziego, ale o wypowiedzi polityków).

Lubimy skrajności, bo skrajności wydają się jakieś. Mają charakter. Być biednym albo bogatym, nic w środku. Mieć wszystko albo nic. Najlepsze meble i najmodniejsze ubrania albo nędza i wstyd.

A może przesadzam? Może “projektuję” swoje myśli na resztę świata?

Jeśli jednak nie, to pytam: czy nie powinniśmy zaakceptować faktu, że w oczach świata i tak zwykle jesteśmy przeciętni?

Czy w ogóle musimy być pawiem,  a nie wróblem? Dla innych (dla siebie bądźmy kim chcemy)?

Czy nie powinniśmy  polubić szarości, jeśli mamy nie zwariować i ocalić naszą planetę?

Leave a Reply

XHTML: You can use these tags: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>