Minimalizm

|

minimalny minimalizm i wolna powolność

Postanowienia noworoczne

Styczeń 9th, 2020 at 0:52

Aż się boję zaczynać po takiej przerwie.

Ze zgrozą zobaczyłam, że mój ostatni wpis pochodzi z lipca – wydawało mi się, że z listopada. Za dużo kombinuję, zastanawiam się, jak napisać, żeby było dobrze (?), im dłużej nie piszę, tym trudniej zacząć. Ale nic to, ważne, aby się rozkręcić.

Postanowienie noworoczne – miało być, jak poprzednio, czyli postanawiam nie postanawiać, ale gdzieś tam w głowie i tak miałam masę postanowień, tyle że nigdzie ich nie uporządkowałam i nie spisałam. To chyba silniejsze ode mnie.

A zatem: pisać regularnie bloga. W ogóle dużo pisać. Przede wszystkim pisać. Bo ciągle jakoś czuję, że to jest to co chcę i lubię robić najbardziej, ale mój perfekcjonizm mnie hamuje. Nie wiem, czy to nie jest potrzeba właściwa grafomanom, ale co mam do stracenia? Najwyżej będę pisała źle, otrzymam łatkę grafomanki, lepsze to, niż czuć, że człowiek by chciał, ale nie robi ze strachu przed porażką. Kiedy widzę pustą kartkę mam potrzebę jej zapisania, staram się nie wyrzucać kartoników dołączanych do rajstop, czy do woreczków na psie odchody, mam kolekcję małych notesików, które swego czasu dołączali do przesyłek dystrybutorzy energii, biała kartka budzi we mnie niepokój.

Z innych postanowień, jak co roku (spisane, bądź nie) – medytacja i ćwiczenia fizyczne. Tak długo już sobie obiecuję, że poprawię kondycję, że osiągnę większy spokój dzięki regularnej medytacji – jak dotąd mi się nie udało, może teraz.

Jak co roku – schudnąć. To się czasami udawało, czasami nie, były lata, kiedy dużo chudłam i były lata, kiedy nadrabiałam z nawiązką. Jestem kobietą wielu rozmiarów. Chciałabym, żeby ten rok przywrócił mnie do mojego najmniejszego rozmiaru (w końcu pseudonim Mini zobowiązuje) i żeby tak już zostało. Przy czym nie umiem przestrzegać racjonalnej diety – żeby schudnąć muszę przestać jeść, prawie, jeść jak ptaszek, dosłownie, racjonalna dieta się u mnie nie sprawdza. Może powinnam po prostu pójść do dobrego dietetyka, który poza tym aprobuje weganizm zamiast oczekiwać, że te same schematy powtarzane wielokrotnie przyniosą inny rezultat.

Jest pewien postęp – zbadałam tarczycę, wyrównałam poziom TSH, nie zauważyłam, żeby waga od tego drgnęła, ale energii mam więcej.

Angielski – corocznie, jak mantra, nauczyć się angielskiego. Po pewnym czasie zrozumiałam, że nie ma czegoś takiego, jak: nauczyć się języka, że to jest proces, który nigdy się nie kończy. Co miałoby się wydarzyć, żebym mogła uznać, że naumiałam się angielskiego? Gdzie jest ta cezura? Nie ma. Zatem ciągle się go uczę, ale już sobie niczego nie obiecuję, bo jestem dość zadowolona z tego, co osiągnęłam.

Niemiecki – w tym roku chciałabym go opanować na poziomie komunikatywnym. Tak zwane święta, których nie obchodzę, spędziłam u koleżanki (gdyby nie to, że słowo przyjaciel/przyjaciółka jest dla mnie nadzwyczajnym słowem i nie potrafię go na razie użyć, napisałabym, że u przyjaciółki), która od wielu lat mieszka w Niemczech. I było mi cudownie. Zmobilizowało mnie to również do pracy nad niemieckim. Cały ten wyjazd to dla mnie niesamowite przeżycie. Karolinę znam od podstawówki, chodziłyśmy też razem do liceum, spędzałyśmy ze sobą mnóstwo czasu, najpierw w szkole, potem po szkole, codziennie odprowadzałyśmy się wiele razy do swoich domów nie mogąc się nagadać, potem jeszcze wisiałyśmy do wieczora na słuchawkach (wówczas jeszcze stacjonarnych telefonów – połączenia musiały być bardzo tanie) albo przesiadywałyśmy u niej zwykle w mieszkaniu. Jadałyśmy u siebie obiady i kolacje, w szkole wymieniałyśmy się kanapkami, bo jakoś nam bardziej smakowały tej drugiej.

I nagle jestem u niej, gdzieś pod holenderską granicą, siedzimy w kuchni, w salonie, rozmawiamy do późna. I jest tak, jakby tej przerwy w ogóle nie było, jakbyśmy właśnie się rozstały przed apteką, to było mniej więcej w połowie drogi między naszymi domami, taki punkt, w którym w końcu przychodziło powiedzieć sobie “cześć”, kiedy miałyśmy już dosyć wzajemnego odprowadzania się. To była moja pierwsza w życiu, prawdziwa magia świąt, jeśli coś takiego istnieje.

A skoro o magii mowa, to na kilka lat utraciłam kontakt z Karoliną. I pewnej nocy mi się przyśniła. A następnego dnia zadzwoniła do mnie, już nie we śnie, ale naprawdę. Możecie mi nie wierzyć, ale tak było.

I może to jest nie tyle postanowienie, ale życzenie na ten rok i następne – więcej takich chwil, rozmów do późna w noc, wspólnego oglądania zdjęć, żartów, które rozumiemy tylko razem. Do tego dobra książka, dający do myślenia film.

Chyba nie potrzebuję dużo więcej.

4 Responses to “Postanowienia noworoczne”

  1. Ewa Says:

    Dobrze cię tu znowu widzieć, czytać :) Postanowienia zrobiłam (no, przemknęły mi przez głową, to już coś) chyba po raz pierwszy w życiu. Ale też po raz pierwszy od dawna jestem ciekawa nowego roku. Pisz, pisz, czytam wiernie i pasjami!

  2. Dorota Says:

    hej Mimi,
    dobrze Cię znowu widzieć? słyszeć? w każdym razie fajnie że jesteś. Szczęśliwego nowego roku! Uwielbiam czytać Twoje wpisy – nie mów, proszę, o sobie grafomanka, bo podważasz moją samoocenę jakobym posiadała wysublimowany gust w kwestiach czytelniczych, hahaha :)
    W każdym razie cieszę się, że u Ciebie wszystko okej.
    Pozdrawiam, Dorota

    PS. w kwestii dobrego filmu, jeśli nie widziałaś, to polecam “Dobrze się kłamie w miłym towarzystwie” ten włoski, z 2016. Film ma też polski remake lub może bardziej plagiat – zwał jak zwał (no ale remake w zaledwie 3 lata po powstaniu oryginału??)

  3. ka Says:

    Zostawiam ślad, żebyś wiedziała, że Cię czytamy (bo wierzę, że jest nas więcej). Nie pamiętam już jak do Ciebie trafiłam, ale czytam od lat pewnie już kilku, więc pisz – jest dla kogo :)

  4. Nina Mi Says:

    Bardzo się cieszę, że się pojawiłaś! tęskniłam :)

Leave a Reply

XHTML: You can use these tags: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>