Minimalizm

|

minimalny minimalizm i wolna powolność

Dziennik z czasów zarazy – dzień któryś tam…

Kwiecień 2nd, 2020 at 0:32

i jakie to ma w sumie znaczenie.

Nie wiem, jak wy, ale ja chwilami czuję, że za chwilę zacznę krzyczeć. Nie wierzę, że to wszystko się dzieje. Mam dosyć. Chcę świata sprzed. Niech będzie tak beznadziejnie, jak dawniej.

Ratują mnie zwierzaki i niemiecki. Nawet sobie nie wyobrażam, że właśnie tracę pracę i nie mogę kupić im karmy. One chyba nie wiedzą co się dzieje, ale piszę chyba, bo mam wrażenie, że widzą moje zdenerwowanie. Bo jestem inna. Radzę sobie z tym, nie krzyczę, chociaż bym chciała, myślę, że zawsze zachowam zdrowy rozsądek i zdrowie psychiczne, ale często nie mogę spać, a zamiast cieszyć się tym, że mogę spędzać więcej czasu ze zwierzakami, które kocham, zamyślam się i odrywam od rzeczywistości.

Sama już nie wiem, ale myślę, że reakcja na to, co się dzieje jest gorsza od samego zdarzenia.

Ale jest. I mąci mi myśli.

Polubiłam moją zdalną pracę, lubię to, że muszę przedstawić mojej przełożonej plan pracy na dany dzień, a potem napisać, co zrobiłam. To jest dobre. To mnie trzyma w ryzach. Ale też mam wrażenie, że cały mój świat się rozpada. Cały świat, mój i nie mój.

Niemiecki. Niemiecki jest dobry, bo również trzyma mnie w ryzach. Przeczytałam gdzieś, że 1200 godzin, to mniej więcej wymóg, żeby w miarę opanować język. Zatem uczę się, zapisuję liczbę godzin, sama jestem zdumiona, jak mocno tkwię przy postanowieniu, żeby się nauczyć.

To taka trochę moja mapa, żeby się trzymać drogi, nie zboczyć za bardzo, nie tak, żeby wpaść w pokrzywy lub do rowu i już nie wrócić.

Wracam. Wstaję, pracuję zdalnie, po pracy uczę się niemieckiego.

Leave a Reply

XHTML: You can use these tags: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>