Minimalizm

|

minimalny minimalizm i wolna powolność

Co jest fajne

Lipiec 23rd, 2020 at 2:38

Jest noc, a ja skończyłam pracę do pracy, to znaczy nie skończyłam jeszcze tego, co mam zrobić, ale skończyłam na dziś, bo mam dosyć i jestem zmęczona. I tak między kuchnią a pokojem, kiedy szłam do lodówki, żeby wrzucić butelkę z wodą do zamrażalnika (taki mój sposób na wodę z lodem, chociaż M. mówi, że butelka w końcu pęknie), uświadomiłam sobie, że większość rzeczy które robię w życiu, sytuacji, które mi się przytrafiają, o których myślałam, że są “fajne”, wcale taka nie jest.

Właściwie od dawna to podejrzewałam, ale nie chciałam sobie tego powiedzieć wprost, bo to jednak trochę głupio i przykro.

Wcale nie jest fajne moje chodzenie do teatru, bo większość sztuk mnie rozczarowuje i – co tu ukrywać – zastanawiam się dlaczego bilet na ten badziew tyle kosztował. I dlaczego zmarnowałam czas, mogłam zostać w domu i rozwiązywać krzyżówki. Już to wolę. To bardzo dla mnie dołujące wyjść z kina, czy z teatru z uczuciem niedosytu – żeby tylko, zwykle jednak z poczuciem, że nie było warto. Ja wiem – człowiek się ładniej ubierze, wejdzie w uroczysty nastrój, przejedzie pół miasta, pobędzie między ludźmi. I to ma swoją wartość. Ale jednak. Na palcach obu rąk, no może i stóp, bo trochę już żyję na tym świecie, mogę policzyć filmy albo sztuki, które mnie głęboko poruszyły, o których potem myślałam dniami i tygodniami, które wspominam.

Co mnie najbardziej ostatnio poruszyło? Serial “Znaki”. Polski, kryminalny. Aż mi się przyśnił. Żadna sztuka teatralna chyba mi się nigdy nie przyśniła, w każdym razie nie pamiętam. Może ja po prostu prosta jestem.

Albo podróże. Prawie zawsze mnie rozczarowują. po dwóch, trzech dniach chciałabym wracać do domu, do zwierzaków, do książek, największą wartością wyjazdów są dla mnie powroty. Wtedy bardziej doceniam to, co mam i do tego mi to potrzebne.

Niby kocham Bałtyk, ale po kilku godzinach w pociągu, kiedy w końcu docieram nad tę wielką, szumiącą wodę mogłabym już wracać.

Ostatnio myślałam, żeby się przenieść do jakiejś wiochy nad morzem albo w górach, nie jestem fanką gór, nie lubię po nich łazić, lubię patrzeć, ale chyba serial Znaki, wspomniany już, tak mnie nastroił, zaczęłam o tym myśleć serio, serio, chociaż dotychczas byłam zachwycona mieszkaniem w Warszawie i wydawało mi się, że kocham duże miasta, nagle mi się wydało, że miasteczka są lepsze, tam każdy coś znaczy. Jest miejscowa albo dojeżdżająca lekarka, jest ksiądz, polityk – jakiś sołtys, burmistrz – lokalna wariatka i tutejszy dziwak, prawniczka, bibliotekarz, nauczycielka, rolnik, policjantka. Mogłabym być którymś z nich. W Warszawie jestem nikim.

Podróże mnie rozczarowują. Teatr mnie rozczarowuje. Kino często też, chociaż rzadziej niż teatr. Wystawy mnie rozczarowują.

Potem się opowiada znajomym, że było się tu i tam, widziało to i owo, trochę, żeby zazdrościli, trochę, żeby pokazać, że się też może. Ale to wcale nie jest “fajne”. Nie cieszy mnie. Zastanawiam się, czy ci znajomi też tak bardziej grają niż się ekscytują i wydaje mi się, że to chyba niemożliwe, żeby wszyscy udawali. Przynajmniej część z nich musi się zachwycać naprawdę.

Nie chcę teraz analizować co jest ze mną nie tak. To głupie i do niczego nie prowadzi, tak uważam. Wszystko jest tak, tylko inaczej. Zblazowanie? Anhedonia? Jak zwał, tak zwał. Izolacja pomogła mi w tym sensie, że przestałam biegać jak nienormalna od teatru do muzeum, nie wiem po co, żeby coś wypełnić, coś udowodnić? Teraz myślę, że zanim wybiorę coś na co się wybiorę, najpierw się zastanowię.

Nie wiem, czy czuję się z tym lepiej. Może zaoszczędzę w ten sposób czas, który rozmieniałam na drobne. Ale, żeby się cieszyć z “zaoszczędzonego” czasu trzeba wiedzieć co z nim zrobić.

 

 

Leave a Reply

XHTML: You can use these tags: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>