Minimalizm

|

minimalny minimalizm i wolna powolność

Mam poczucie winy, że nie konsumuję…

Lipiec 30th, 2020 at 23:29

Od kiedy wybuchła, czy może nie wybuchła, ale pojawiła się, będę się upierać przy tym, że cała ta sytuacja wokół covid, to więcej szumu, niż to wszystko warte, zatem słowo wybuchła wydaje mi się zbyt mocne, a więc od kiedy mówi się o covidzie, rozprawia się również o tym, jakie ta niby pandemia będzie miała skutki dla gospodarki. I nie trzeba być ekspertem w dziedzinie ekonomii, a może nawet wręcz lepiej nim nie być, bo ekspert nie połknąłby haczyka (swoją drogą słowo ekspert wciąż mnie mierzi – nie wierzę w ekspertów, nie ufam nikomu, kogo nazywają ekspertem, a już najmniej tym, którzy sami siebie tak nazywają), żeby nie pomyśleć, że miliony ludzi stracą pracę, bo inne miliony (a często i nie inne, to się pewnie jakoś zazębia) przestały konsumować.

Kelnerka straci pracę, bo przestałam się stołować na mieście, sprzedawca nie spłaci kredytu, bo kupuję mniej ubrań niż przed covidem (teraz czas dzieli się na przed covidem i po covidzie, dawny podział na przed naszą erą i n.e. wydaje się dość śmieszny), bileterka w kinie straci pracę, bo oglądam filmy w necie, aktor zostanie z pustą lodówką, bo nie pójdę do teatru, a trenerka fitness – bo nie przyjdę na siłownię.

Czuję się zagubiona.

Nie wiem, co mam powiedzieć.

Wasza praca  była widocznie nie tak potrzebna jak się wam zdawało, poszukajcie innej?

Czy mam teraz kupować jak szalona, żeby nadrobić wasz stracony czas i napełnić wasze portfele?

Siedzenie w domu przyzwyczaiło mnie do siedzenia w domu.

Widzę, że wiele ruchów było zbędnych, wiele słów nadmiernych, nabraliście mnie, że potrzebuję zjeść wege ciasto na mieście, zamiast upiec własne, już wam nie wierzę, że moje mieszkanie musi wyglądać jak z serialu, a ubranie, jak z magazynu Twój Styl.

Przy tym wszystkim nie mówię do was – sprzedawcy, kelnerki, trenerzy, bileterki, nawet nie mówię do was artyści i artystki. Tak naprawdę mówię do właściciela sieci sklepów odzieżowych, do zarządzającej dyskontami, do tych, których covid dotknie na tyle, że zamiast stu milionów zarobią dziewięćdziesiąt dziewięć.

A może właśnie mówię do was, bo wasi pracodawcy nawet nie zauważą, że im się jedna cyferka na koncie zamieniła z inną cyferką, dla nich i tak Malediwy, kawiory, jachty i co tam jeszcze, nie byłam milionerką, a moja wyobraźnia w tym temacie nieco szwankuje.

Sama nie wiem do kogo mówię.

Czy mam was przepraszać, że przeze mnie nie macie zdolności kredytowej, a jeśli ją kiedyś mieliście, to tym gorzej dla was, bo teraz trzeba spłacać?

Jak to wszystko działa, że jeśli chcesz mieć mniej, nabywać mniej, gromadzić mniej, korzystać mniej, konsumować mniej słyszysz zewsząd, że doprowadzasz gospodarkę do zapaści?

Nie wprost, ale przecież nie jesteś głupia.

Zachciało ci się minimalizmu, to powiedz tym wszystkim ludziom, że niczego od nich nie chcesz, zostaw ich na pastwę kredytów, pustych portfeli i długów.

Fajnie się czujesz?

Skoro masz, to może się podzielisz?

Kupując, korzystając, konsumując.

Bo jak inaczej?

No właśnie, jak inaczej?

 

One Response to “Mam poczucie winy, że nie konsumuję…”

  1. Ada Says:

    Jeśli czas podzielił się na przed i po koronie, to zauważam, że z dużą (większą) przyjemnością czytam Twoje wpisy po – tak jakoś podobnie odczuwam, są takie roztropne (lubię to zapomniane, biblijne określenie).
    To wspieranie gospodarki uznaję za kolejny mit, przymus wrzucany przez… nie wiem kogo? Nie ma sensu tu się wymądrzać, ale przypomina mi to historię “upadku” banków – szczególnie ten motyw dotowania ich przez rząd i wypasione urlopy prezesów (bo muszą się odstresować) – USA.
    Tu będzie trochę egoistycznie (ale bez poczucia winy)- w jakiś sposób wszyscy tu na dole mamy przechlapane, mogę wesprzeć najbliższych, ale nie konsumując na siłę czy kredytując, żeby w ten sposób pomóc innym. Być może każdy z nas musi poszukać innej ścieżki (np.zarabiania), może większość powinna przemyśleć wydatki i wybory, żeby coraz rzadziej stawać się zakładnikiem ekonomicznego szantażu.
    Przydługo, mimo to miłego dnia.
    Wcale nie przydługo. Dziękuję:) Roztropny – ja też lubię takie zapomniane trochę słowa, w dużej mierze zapomniane, bo nie mają już zastosowania do rzeczywistości. Albo coraz rzadziej. A szkoda. Może dlatego, że jest nas coraz więcej na Ziemi i trzeba się rozpychać, żeby przetrwać, zatem niektóre cechy wymierają? Pocieszam się, że jednak tak nie jest. Co do wpisów – wydawało mi się, że są jakieś bezbarwne ostatnio, bo i ja tak się czuję. Zatem dziękuję podwójnie. Ekonomiczny szantaż – lepiej bym tego nie określiła. Pozdrawiam

Leave a Reply

XHTML: You can use these tags: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>