Minimalizm

|

minimalny minimalizm i wolna powolność

Matka na balkonie

Maj 19th, 2013 at 0:06

Chyba wszyscy minimaliści albo osoby, którym minimalizm jest bliski zgodzą się, że idea ta nie polega na pozbywaniu się “na siłę” wszystkich przedmiotów, które lubimy i które są nam z jakichś względów potrzebne, ani na całkowitej zakupowej ascezie. Oczywiście można i tak, jeśli ktoś wstąpił na wyższy poziom wtajemniczenia, ale zwykły minimalista-śmiertelnik ma swoje lubienia i nielubienia, swoje również przyzwyczajenia, z których nie chce rezygnować, a przynajmniej nie teraz, swoje sympatie i małe przyjemności. Ja przynajmniej mam, może inni są bardziej zaawansowani na minimalistycznej drodze.

Są zatem przedmioty, które nabyłam, przeważnie dosyć dawno temu, kiedy o minimalizmie jeszcze nie myślałam, nawet nie słyszałam, ale też rzeczy, które kupiłam niedawno i których to nabytków absolutnie nie żałuję. Może kiedyś zadedykuję tym przedmiotom odrębny wpis, wpis na blogu o minimalizmie poświęcony rzeczom – to trochę może dziwne, ale cóż, nie zawsze i nie wszystko jest czarno – białe, a nawet zwykle nie jest.

Teraz wspomnę tylko o dwóch nabytkach. Pierwszy to czytnik e-booków. Wiem, że niektórzy miłośnicy książek uważają e-booki za jakąś profanację, bo nie ma jak pachnący papierem, wymęczony, zabazgrany na marginesach, pozakreślany egzemplarz – oczywiście niektórzy dodadzą, że ołówkiem, chociaż nie widzę niczego zdrożnego w bazgraniu po własnej książce długopisem czy zakreślaniu pisakiem. Książka to nie eksponat w muzeum (no, chyba że) i powinna za komplement poczytywać (nomen omen) sobie, jeśli osoba ją czytająca ma tyle przemyśleń i emocji z nią związanych, że aż długopis skrzypi. No i ja się zgadzam, że nie ma jak taki ukochany, wymęczony egzemplarz papierowy. Jednakże, po pierwsze – książki zajmują dużo miejsca, po drugie – książki dużo ważą, co na własnym garbie odczuł każdy mól książkowy zmuszony do licznych przeprowadzek, a także mól wyjeżdżający, który nie może się zdecydować jakie książki zabrać w podróż, bo przecież skąd ma wiedzieć na co mu akurat przyjdzie ochota, w związku z czym zabiera dziesięć grubych tomów, a wielbłąda do noszenia brak. O sobie mówię. Mój partner życiowy może oczywiście mnie wspomóc, ale przecież sam zabiera laptopa, śrubokręty, kabelki, przedłużacze, lampki usb, ładowarki do akumulatorów (wcale nie żartuję), a później z dumną miną, jeśli przypadkiem w ciągu dwóch tygodni raz się taki przedłużacz albo inny kabelek do czegoś przyda, oznajmia: widzisz, a mówiłaś, żeby nie brać.

I tutaj czytnik e-booków okazał się wybawieniem. Oczywiście zabieram też jakąś książkę papierową, ale jedną, no dobra dwie, ale nie dziesięć. Czytnik jest poręczny, zajmuje mało miejsca i niewiele waży, a w dodatku został zakupiony z drugiej ręki, więc bardzo słusznie i nawet trochę minimalistycznie (oraz tanio), zatem jest to rzecz, która mnie cieszy i z której nie zrezygnuję. Dodam jeszcze, że dyskusję pod tytułem czy e-booki wyprą książki papierowe uważam za trochę bezsensowną. Radio nie zostało wyparte przez telewizję, chociaż faktycznie zapewne mniej ludzi słucha radia niż ogląda tiwi. Poza tym śmiem twierdzić, że w książce ważna jest przede wszystkim jej treść, a nie forma.

A drugim nabytkiem, z którego jestem zadowolona i o którym chciałam napisać są meble na balkon. Kiedy wprowadziłam się, po latach najmu, do własnego mieszkania, z balkonem w bonusie, bardzo chciałam spędzać na tym balkonie dużo czasu. W związku z tym kupiłam dwa wiklinowe krzesła (przy podglądaniu wpisu zauważyłam, że przy słowie krzesła, a później przy słowie stół pojawił się link reklamujący chyba sprzedaż krzeseł – nie mam z tym nic wspólnego i wypraszam sobie, ale nie umiem usunąć, może pozawracam głowę informatykowi, jak mnie to będzie bardzo wkurzać) i stół. Bardzo to ładne i wygodne. Rzeczy jednak mają to do siebie, że nabycie jednej często skutkuje koniecznością nabycia kolejnych, które pozwolą utrzymać tę pierwotną rzecz we właściwym stanie. Zatem po meblach nadszedł czas na porządny pokrowiec, ponieważ mieliśmy dosyć ciągłego wstawiania mebli do mieszkania przy każdym deszczu czy innej niepogodzie. Zimą meble stały na balkonie, szczelnie przykryte pokrowcem. Nic im się nie stało.

Pojawił się jednak pewien problem, choć to chyba nie jest właściwe słowo. Pod pokrowcem uwiła sobie gniazdko gołębica. Raz zajrzałam, siedziała twardo na jajkach i tylko spojrzała z wyrzutem. Nie zaglądaliśmy tam więcej, żeby jej nie przeszkadzać. Nie spędzaliśmy też czasu na balkonie, żeby jej nie denerwować. Miała lepszą opiekę niż na Batorym. Czasami zakłócała ciszę nocną i dzienną głośnym gruchaniem, wtedy mówiliśmy: cicho matka, człowiek taką zaprosi i zero wdzięczności. Jakoś nie działało. Poczytałam na forach o pasożytach gołębich, które przenoszą się na ludzi i o brudzie, którego nie można niczym doczyścić. I porady, żeby przegonić towarzystwo.

Lubię porządek. Jednakże porządek to nie wszystko, wytłumaczyłam sobie, z bólem myśląc o szorowaniu balkonu. W końcu tak naprawdę ten kawałek przestrzeni z balkonem nie jest moją własnością, a na pewno nie bardziej niż gołębicy. Byłam też ciekawa, jak będą się wykluwać pisklaki i jak mama będzie uczyła je latać – tak to sobie wyobrażałam. Już się prawie poczuliśmy, jak rodzice chrzestni.

Aż tu któregoś ranka przykra niespodzianka -  gołębica zniknęła, zniknęły też jajka, nie pozostały nawet skorupki. Nie mam pojęcia co się stało, bo gdyby jakiś ptak zaatakował rodzinę gołębią, to chyba skorupki by zostawił? Nie wiem.

Balkon nadaje się do szorowania, za co pewnie jutro się zabierzemy. Jest mi jakoś smutno i to wcale nie z powodu zapaskudzonego balkonu.

 

8 Responses to “Matka na balkonie”

  1. sowa_nie_sowa Says:

    Bardzo intrygujące co się stało z matką i jej rodziną – też by mi to spokoju nie dawało.

    Odnośnie zakreśleń w książkach – zakreślam namiętnie i nie mogę zrozumieć dlaczego uważa się to bardzo często za barbarzyństwo. To nie muzealny eksponat, jak to słusznie zauważyłaś:)
    Czytnik jeszcze mnie nie przekonuje, ale kiedyś wydawało mi się, że pisanie maili to jakiś absurd, bo nie ma to jak papier i koperta, haha. Ale wtedy nawet nie miałam komputera, więc może z czytnikiem podobnie by było jakbym go nabyła;)

  2. mini Says:

    Koleżanka twierdzi, że jakiś ptak drapieżca mógł też zjeść skorupki, chociaż nie chce mi się w to wierzyć.
    Co do książek, to kiedyś jakiś widziany raz w życiu wujek na zjeździe rodzinnym z niesmakiem mnie zapytał, jak ja mogę czytać przy jedzeniu. No, aż mnie zatkało, poczułam się jak prymitywny burak. A teraz bym mu powiedziała, że chyba bardzo nie lubi czytać, skoro zadaje takie głupie pytania. Jakieś drobnomieszczańskie uprzedzenia.

  3. sowa_nie_sowa Says:

    Co do czytania przy jedzeniu, to się zgodzę z wujkiem, niech będzie, żem drobnomieszczanka;)
    Przy jedzeniu się je, bo albo nie wiesz co czytasz, albo nie wiesz co jesz;)
    Tu i teraz, czyli bądź w całości w jednym:)
    Co nie znaczy, że czasem nie czytam;P

    PS Coś się dzieje z zamieszczaniem komentarzy, już kilka razy się zdarzyło, że nie akceptuje mi za pierwszym razem (nie dałoby się z tego kodu zrezygnować, skoro i tak moderujesz…?)
    Nie zaakceptowało za drugim też:(

  4. mini Says:

    No, w pewnym sensie racja, jeśli chodzi nam o to, żeby robić jedną rzecz naraz. Ale jemu chodziło o jakieś utarte schematy, że tak się nie robi, bo to niekulturalne. Nie wiem co z tymi komentami, ustawiłam tak, żebym musiała każdy zaakceptować, po wyrokach, o których słyszałam, że “właściciel” bloga odpowiada za wszystkie wypowiedzi, a jak się coś pojawi niezgodnego z prawem, to ma problem, więc cenzuruję:)

  5. sowa_nie_sowa Says:

    A myślisz, że u Ciebie takie niezgodne z prawem wypowiedzi ktoś miałby ochotę zamieszczać? Na takim pokojowym i przyjaznym blogu?:)

    Znów jest informacja po próbie wysłania komentarza: Could not open socket.
    To może o co innego jeszcze chodzi, nie o moderację…?

  6. mini Says:

    No pewnie, że by miał ochotę:) Może chodzić o coś innego, bo sama kiedy odpowiadam mam problemy, żeby to wysłać. Muszę próbować kilka razy i też mi się pokazuje taka informacja. Popytam dyżurnego informatyka. Najważniejsze, że Twoje komentarze docierają.

  7. Sylu Says:

    Ach, nad tym czytnikiem i ja się zastanawiam od dłuższego czasu i chyba w końcu się zdecyduję. :)

  8. mini Says:

    Nie namawiam do kupna. Zalety opisałam. Jak ktoś ma taki spokój w sobie, że potrafi zabrać jedną książkę w podróż i nie ma z tym problemu, to w porządku, chociaż średniej grubości książka i tak jest cięższa od mojego czytnika. Czytnik używany, ale na gwarancji, za pół ceny i już długi czas działa bez problemu. Mam tam też wgrane materiały “naukowe i pracowe”, dobre do czytania w środkach komunikacji.

Leave a Reply

XHTML: You can use these tags: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>