Minimalizm

|

minimalny minimalizm i wolna powolność

Się zatrzymuję na chwilkę

Październik 10th, 2013 at 22:22

Jak człowiek tak pędzi przez cały tydzień, z jęzorem na brodzie, z szaleństwem w oczach wypatrując piątku, który wydaje się lekiem na całe zło, a w końcu zawsze rozczarowuje, jak wszystko od czego oczekujemy zbyt wiele – biedny piątek nie jest w stanie udźwignąć całego tego bagażu – to trzeba się zatrzymać i…suspens… i nic. Po prostu zatrzymać.

Gdzieś tam w Niemczech czy Szwajcarii miłośnicy slow life wykonują ćwiczenia z nicnierobienia. Siedzisz i nie robisz nic. Nawet nie medytujesz. Po prostu siedzisz. Chociaż to może właśnie jest medytacja. Ale od medytacji się często czegoś oczekuje – no już, działaj wreszcie, miałam być spokojna i świadoma każdego swojego działania, co jest, już drugi miesiąc przesiaduję wpatrzona w jeden punkt, w niewygodnej pozycji, od której cierpną nogi i nic? To jakaś ściema z tą medytacją. Oczywiście, ściema, bo czegoś oczekujesz, gdybyś prawdziwie medytowała, nie oczekiwałabyś niczego, byłabyś tu i teraz. No, dobra, nie wolno oczekiwać, niczego nie oczekuję, niczego nie oczekuję, oczekuję, że nie będę niczego oczekiwać, upss, znowu źle medytowałam. Nie tak jak trzeba. Nie ma złej lub dobrej medytacji, po prostu siedź i obserwuj. Łatwo powiedzieć.

Zatem takie siedzenie i nicnierobienie, to wyższa szkoła jazdy, a raczej szkoła zatrzymania. Próbuję i nie wytrzymuję zbyt długo. To postanowiłam, że  się zatrzymam i pomyślę o tym, co mnie w ciągu ostatnich kilku dni ucieszyło, co mi sprawiło radość, zainspirowało, podniosło na duchu. Żeby odzyskać właściwe proporcje.

Oto lista:

- zrobiłam mleko z migdałów (nie wiedziałam, że to takie proste i świetne do płatków)

- ktoś pokazał mi ogród na dachu w środku miasta

- odkryłam nowego muzyka

- zakończyłam dzisiaj pewne zadanie, którego się bardzo obawiałam, a było dużo łatwiejsze niż się wydawało, powiem nawet, że było przyjemne i inspirujące

- poznałam bardzo miłą dziewczynę, taką po prostu miłą, od której nie oczekuję, że stanie się przyjaciółką na całe życie, od której niczego nie chcę, ale cieszy mnie, że takie osoby istnieją

- odkryłam ciekawe miejsce w Warszawie.

W sumie niewiele, może brakuje mi wprawy.

Tak, wiem, że to jak z amerykańskich poradników – wymień za co jesteś wdzięczny, skoncentruj się na pozytywach. No trudno, czasem, dla własnego dobra, mogę być mniej depresyjnie europejska i trochę poamerykanizować.

Co jeszcze dobrego?

Przesadzam z tym językiem na brodzie. Właśnie, że w tym tygodniu przystopowałam, byłam lepiej skoncentrowana, robiłam to, co było do zrobienia wolniej i dokładniej. To przyjemnie uczucie, kiedy zrobi się mniej, za to głębiej, porządnie, a nie”po łebkach”.

Trochę przysłodziłam, ale widać było mi to potrzebne.

 

 

 

 

2 Responses to “Się zatrzymuję na chwilkę”

  1. Nika Says:

    Czasem dobrze jest spojrzec na to co jest w punktach. Ja wlasnie ostatnio po raz pierwszy zrobilam sobie na blogu podsumowanie miesiaca (wrzesnia) i az sama sie zdiwilam jak trudno bylo to zrobic w paru punktach i dosc lakonicznie. Miesiac byl intensywny, ale o tym wiem teraz, a przedtem nie mialam wcale takiego wrazenia…
    Ciekawe jaki okaze sie pazdziernik , bo mam zamiar zrobic kolejne podsumowanie …
    To calkiem niezla zabawa:)
    Pozdrawiam
    Nika

  2. mini Says:

    Zabawa niezła, nawet D. Loreau ma taką książkę, w której sporo pisze o listach, trochę już nawet do przesady, ale inspirująco. Ja się zdziwiłam, że tak mało radosnych, ciekawych zdarzeń udało mi się wymienić.

Leave a Reply

XHTML: You can use these tags: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>